„Zabawa w pochowanego 2” – Nieudane poprawiny [RECENZJA]
Gdy opada ślubny kurz, można poluzować krawat, a szpilki zmienić na trampki. Na standardowych poprawinach wszyscy, łącznie z parą młodą mogą wreszcie opuścić gardę. To czas swobodniejszych rozmów, leczenia ewentualnego kaca i dojadania ciast z poprzedniego wieczoru. W przypadku Grace (Samara Weaving) trudno jednak mówić o zwyczajnym weselu, a tym bardziej o zwyczajnych poprawinach. Duet reżyserski Matta Bettinelliego-Olpina i Tylera Giletta postanowił wynagrodzić swojej bohaterce, że musiała czekać na drugie przyjęcie przez siedem lat (premiera pierwszej części Zabawy w pochowanego miała miejsce w 2019 roku) i zorganizował je z rozmachem. Z wielkiego domu Le Domasów przenosimy się do olbrzymiej posiadłości z polem golfowym. Wydłuża się lista zaproszonych osób, z których każda szykuje dla panny młodej moc zabójczych atrakcji (na szczęście Grace pamięta, że na poprawinach można bawić się w Conversach). Nadszedł jednak czas na najważniejsze pytanie – państwo w fotelach kinowych, jak się bawicie?! No cóż… Trudno opędzić się od wrażenia, że oglądamy podrasowaną powtórkę z rozrywki, która za pierwszym razem cieszyła bardziej.
Wykorzystanie przeze mnie metafory poprawin nie stanowi jedynie pomysłu na przyciągający uwagę początek recenzji. Zabawa w pochowanego 2 zaczyna się bowiem w tym samym miejscu i czasie, w którym skończyła się pierwsza część – nad ranem przed domem rodziny Le Domasów. Grace zostaje zabrana do szpitala, a w karetce, za sprawą wstrząsów z defibrylatora, przypomina sobie kolejne migawki wspomnień z poprzedniego wieczoru. Ktoś mógłby pomyśleć – co za sprytny i skuteczny sposób na odświeżenie widzom pamięci! Muszę ochłodzić ten entuzjazm, ponieważ po chwili bohaterowie recytują sobie fabułę poprzedniego filmu. Dodatkowo nie wystarczy, aby detektyw poinformował Grace, że jest główną podejrzaną w sprawie zbiorowego morderstwa. Scenę później bohaterka i tak streszcza ostatnią dobę od lat niewidzianej i niezaproszonej na wesele młodszej siostrze (Kathryn Newton), która wciąż jest jej numerem alarmowym. Jak szybko można się domyślić – w sequelu będziemy obserwować próby pogodzenia się rodzeństwa. Szkoda tylko, że relacja Grace i Faith opiera się na nieustannym mówieniu do siebie ekspozycją („Zostawiłaś mnie!” / „Miałam osiemnaście lat i było to stypendium, które zdarza się raz w życiu!”). Widz zamiast kibicować bohaterkom, odczuwa więc przede wszystkim znużenie.

Nie bez powodu wspomniałam o zwiększonej liczbie gości, ponieważ w tej części na życie świeżo upieczonej wdowy nie będzie dybać jedna bogata rodzina, a cztery. Okazuje się bowiem, że satanistyczna sekta, do której przynależeli teściowie bohaterki, zrzesza kilka rodów. Co istotne, jeden z rzeczonych klanów stoi na czele nie tylko samej organizacji, a całego świata. Sprawy skomplikowała jednak wygrana Grace w chowanego z Le Domasami. Według kodeksu pana La Baila (duchowego ojca stowarzyszenia) musi nastąpić dogrywka i jeśli kobieta ponownie zwycięży, to właśnie ona zasiądzie na demonicznym tronie. Na pytanie, czy zasady tej zabawy nie są nieco naciągane, niech każdy odpowie sobie sam. Chciałabym natomiast skupić się na stawce gry, którą przestało być już wyłącznie przeżycie. Do czego, poza byciem narzędziem fabularnym, może posłużyć wątek kontroli nad całą planetą? Otóż do przedstawienia myśli, która ostatnimi czasy niezwykle zajmuje twórców filmowych: głupi bogaci ludzie rządzą naszą rzeczywistością.
Pierwsza część Zabawy w pochowanego opierała się na znanym motywie walki klas, jednak wtedy dla twórców istotniejsza była rozrywka niż szerszy komentarz społeczny. W 2019 roku znajdowaliśmy się w przedsionku ery na produkcje spod znaku „EAT THE RICH” (W trójkącie [2022], Menu [2022], Glass Onion: Film z serii „Na noże” [2022], Infinity Pool [2023]). Siedem lat później odczuwamy przesyt anty-bogackimi narracjami, a także dostrzegamy wątpliwe fundamenty, na których są one postawione. Przywołane filmy nie tylko nie próbują zakwestionować status quo, lecz również reprodukują neoliberalne poglądy, według których problem nie leży w strukturach władzy, a w nieuczciwych jednostkach (szerzej pisał o tym Kacper Rydzewski w tekście Ludzie kochają jak rzyga im się do ryja). Zabawie w pochowanego 2 również nie udaje się uciec od powielania tych przekonań. Tym razem twórcy aspirowali bowiem do połączenia rozrywki z diagnozą pozaekranowej rzeczywistości. Świadczy o tym zarówno finał filmu, jak i próby ukazania rozległych sieci władzy konstruowanych przez klasę dominującą. Drugi przywołany aspekt mógłby być nawet interesujący, gdyby do jego przedstawienia nie zastosowano przerysowanych środków wyrazu. Bogacze deklarują zatem wprost, że podporządkowali sobie policję, mają nieograniczoną kontrolę nad sieciami operatorskimi, a jednym połączeniem telefonicznym mogą rozwiązać konflikt wojenny.

Zabawa w pochowanego 2 jest produkcją spóźnioną i wtórną. Nawet żartom brakuje świeżości i wywołują raczej automatyczny niż szczery śmiech. Jak rozbawić widownię, gdy brakuje ci pomysłu? Nie martw się, na pomoc zawsze przybiegną uzależniony od telefonu nastolatek i zazdrosna była narzeczona. Dlatego w trakcie seansu zamiast śpiewać z twórcami „I jeszcze jeden i jeszcze raz…”, miałam ochotę przerwać im w połowie i powiedzieć, że dobry zespół weselny powinien wiedzieć, kiedy należy zmienić repertuar, żeby goście nie chcieli uciekać z parkietu.
korekta: Monika Konkol
Mam w sobie dużo miłości i wyrozumiałości względem polskiego kina, czasem nawet za dużo.
