PublicystykaZestawienia

TOP 20: Wybraliśmy najlepsze filmy 2019 roku [ZESTAWIENIE]

Redakcja Filmawki
Najlepsze filmy 2019
fot. Materiały prasowe / "Boże ciało", "Schyłek dnia", "Midsommar. W biały dzień", "Jutro albo pojutrze"

Przed wami lista najlepszych filmów 2019 roku. Ich selekcja wywołała na forum naszej redakcji dużo sporów i wielogodzinnych dyskusji. Nie można powiedzieć, że udało nam się dojść do stuprocentowej zgodności, ale zestawienie, które znajdziecie poniżej zostało wybrane metodą głosowania.

Gwoli formalności – by film był dostępny do zestawienia musiał mieć: a) – 3 głosy od naszych redaktorów, b) – ogólnopolską premierę (kinową/cyfrową) między 1.01.2019 do 31.12.2019. Zachęcamy również do sprawdzenia naszych innych zestawień. 

Mamy nadzieję, że nasze podsumowanie przypadnie wam do gustu.

fot. Kolaż stworzony z kadrów z filmów
20. Diego

Kolejny dokument o światowej gwieździe, tym razem piłki nożnej, w wykonaniu Asifa Kapadii. Reżysera interesuje głównie pobyt “boskiego” Diego Maradony w Neapolu, gdzie dla lokalnej drużyny zdobywał trofea w latach 80. XX wieku. Rozpoczyna od brawurowego przedstawienia przeszłości bohatera, by później powoli ukazywać blaski i cienie losów jednego z najwybitniejszych sportowców z tej dziedziny.

Kapadia jest niezwykle wnikliwym i skrupulatnym twórcą. Korzysta z wielu archiwalnych materiałów – fragmentów spotkań piłkarskich, wywiadów – by zaprezentować próbkę umiejętności piłkarza, a także by zrozumieć, w jakich czasach przyszło mu żyć. Z tego też względu Diego jest fenomenalnie udokumentowaną historią o sławie, która stała się balastem; umiejętnościach, które stały się przekleństwem; a także o sytuacji politycznej południowych Włoch, gdzie mieszkańcy byli traktowani przez pobratymców z północy jako obywatele gorszej kategorii. Diego to nie tylko historia piłki nożnej, to także próba zrozumienia, gdzie narodziła się, powszechna obecnie, pogoń za gwiazdami i potrzeba podglądania popularnych osób dwadzieścia cztery godziny na dobę.

(Marcin Kempisty)

19. Sny wędrownych ptaków

W wirze festiwalowych maratonów filmowych łatwo jest odróżnić filmy przeciętne od tych wyjątkowych, wybitnych. Te pierwsze znikają z pamięci w bardzo szybkim tempie – po kilku tygodniach od seansu jesteśmy w stanie jedynie odnotować, że jakiś tytuł brzmi znajomo. Te drugie zostają w głowie na lata, nawet jeśli seans jest o późnej godzinie, a nam z początku przymykają się oczy.

Kolumbia. Przygotujcie się na ucztę barw natury, której nie widzieliście nigdzie indziej. Pośród nasyconych niewiarygodną zielenią rajskich lasów, odkryjecie historię plemion, a w niej niewyobrażalne zło, rodzące się w sercach ludzi. Oto zderzenie się atawistycznych kultur i duchów z początkiem handlu narkotykami. Protoplaści i przodkowie Pablo Escobara są tu bardziej dzicy, bardziej złączeni z naturą i tak samo zachłanni.

(Andrzej Badek)
fot. Kolaż stworzony z kadrów z filmów
18. Paddleton

Statystyki dotyczące tegorocznych nominacji oscarowych zdobytych przez Netflixa nie pozostawiają zbyt dużego pola do dyskusji na temat, czy tegoroczny sezon nagród jest dla tej przesympatycznej platformy streamingowej udany czy też jest nieudany. Historia małżeńska, Irlandczyk czy nawet Dwóch papieży bynajmniej nie zawiodły pokładanych w nich oczekiwań i wszyscy zainteresowani ich potencjalnym sukcesem mogą spać spokojnie w oczekiwaniu na ceremonię wręczenia nagród. Ale tegoroczne filmy Netflixa to nie tylko produkcje nastawione na to, by błyszczeć w sezonie statuetek. Zdarzają się przecież także perełki kuszące potencjalnego widza trochę mniej znanymi nazwiskami i trochę mniejszą popularnością. Taka właśnie perełką jest Paddleton.

Perełka, która w poetyce mumblecore’u zamyka całość rozważań na temat istoty męskiej przyjaźni, strachu przed nieuniknioną śmiercią oraz przesytu i niedosytu związanego z szeroko pojętym życiem. Perełka, w której Ray Romano i Mark Duplass dają intymny popis swoich aktorskich umiejętności. Perełka, która z powodzeniem wybrzmiewa w każdym jednym słowie stwierdzenia “małe wielkie kino”.

Gdy następnym razem usiądziecie wieczorem przed telewizorem i zaczniecie zastanawiać się nad tym, co ciekawego można znaleźć na Netfliksie, przypomnijcie sobie o Paddletonie. I to niezależnie od tego, czy macie akurat ochotę na coś lżejszego, czy też na cięższy kaliber. Film Alexa Lehmanna działa na każdej możliwej płaszczyźnie. Wzruszy was, rozśmieszy i ostatecznie zostawi będącym jak: ehhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh.

(Michał Piechowski)

17. Najlepsze lata

Nie wychowywałem się w latach 90. Moje świadome dzieciństwo przypada na start XXI wieku. Nie żyłem na przedmieściach Los Angeles. Moim placem zabaw były graniczne dzielnice Gdańska. Nie potrafiłem robić kickflipów. Cieszyłem się, że przejeżdżam na desce kilkadziesiąt metrów bez wyrżnięcia w asfalt. Nigdy nie popadłem w złe towarzystwo. Co najwyżej włamywałem się komuś do ogrodu, żeby wyciągnąć piłkę, która mi tam wcześniej wpadła. Nie żyłem w świecie bohatera Najlepszych lat, ale to w najmniejszym stopniu nie przeszkodziło w tym, by Jonah Hill swym debiutem pełnometrażowym przeniósł mnie prosto do idyllicznie wspominanych przeze mnie czasów Tazosów i „Kolorków na jęzorki”.

Przeczytaj również:  Wszyscy laureaci Oscarów 2020. "Parasite" absolutnym zwycięzcą tegorocznej gali!

Najlepsze lata fenomenalnie chwytają smak dzieciństwa, wobec którego nostalgia jest uniwersalna bez względu na długość i szerokość geograficzną. To dojrzałe, przemyślane, ale też swobodne dzieło, które zapowiada nam, że najważniejszy etap kariery filmowej Jonah Hilla jest jeszcze przed nim.

(Rafał Skwarek)

16. Mandy

Panos Cosmatos to reżyser, który już swoim debiutem zdołał wyznaczyć własny autorski styl i sprawił, że na jego drugi film, Mandyczekała bardzo konkretna grupa widzów. I choć materiały promocyjne, takie jak plakaty czy kadry, mogły zwiastować film przepełniony wyłącznie krwawą jatką, to jednak w kinie możemy się lekko zaskoczyć – bo zanim Nicolas Cage faktycznie chwyci za piłę motorową, będziemy musieli przejść z nim przez najgorsze piekło, poczuć wręcz fizyczny ból i zajrzeć wraz z nim do najczarniejszej z otchłani.

Wszystko to jednak odpłaci nam Cosmatos wspaniałą drogą ku wyrachowanej zemście z zimną krwią, przerywaną animowanymi scenkami wzorowanymi na kreskówkach z lat 80. – wszystko z niesamowitej miłości do kina.

(Szymon Pietrzak)
fot. Kolaż stworzony z kadrów z filmów
15. Ósma klasa

Każdy kto widział Eighth Grade wie, że ten film ciężko jest schwytać w raptem kilku słowach – jest naprawdę wyjątkowy. Licealne perypetie nastolatków często wskakują na duże ekrany – ale te „gimnazjalne”, gdy nie są przekonwertowane w kino (quasi-)przygody po prostu nie istnieją. Burnham, czyli reżyser tego filmu, to jeden z nas. Człowiek, który niegdyś swoje południa spędzał na robieniu vine’ów, memiarz, miłośnik popkultury, ale ponad to wszystko ktoś, kto nadąża za nowymi mediami…

No a jak inaczej stworzyć film osadzony w nastoletniej rzeczywistości jak poprzez zrozumienie? Potęgą tej produkcji jest właśnie to, że jej twórca tak bardzo rozumie realia, o których opowiada. Nawet, jeśli wy w głównej bohaterce nie znajdziecie punktu odniesienia do swojej sytuacji sprzed paru lat, to na pewno z mniejszym lub większym impetem uderzy was to, z czym borykają się dzisiejsi „gimnazjaliści”.

Eighth Grade to produkcja, która cringe’em stoi, więc jej seans w jednym ciągu może okazać się ciężkim zadaniem – a czy właśnie takie kino nie jest najlepsze? Kino, które wywołuje emocje tak silne, że czasami trzeba podchodzić do niego z dystansu? Debiutanckie dzieło Burnhama nawet po wielu miesiącach od premiery wywołuje u mnie niesamowicie silne emocje, cieszy mnie, ale i wraca w wyobrażeniach w postaci udanych zdjęć czy ważnych dla głównej bohaterki scen.

(Maja Głogowska)

14. Irlandczyk

Martin Scorsese po raz kolejny podołał oczekiwaniom widzów. Zbierając plejadę gwiazd na swój plan filmowy, sprawił, że każdy fan kina gangsterskiego mógł po raz kolejny zanurzyć się w świat i czasy przedstawione przez reżysera w tym trwającym 3,5 godziny dziele. Za sprawą filmu Netfliksa każdy z widzów mógł zapoznać się z życiorysem tytułowego Irlandczyka – Franka Sheerana, który z biegiem lat uzyskał bardzo wysoką pozycję w gangsterskim świecie.

Scorsese poprowadził widza przez życie bohatera, w którego wcielił się znakomity w tej roli Robert De Niro. Na jego drodze, zarówno jako przyjaciele jak i wrogowie stawały takie postacie jak Jimmy Hoffa, Russell Bufalino, czy Anthony Provenzano. Całość uformowała film, znajdujący się w absolutnym topie ubiegłego roku, przynoszący na myśl inne klasyki wielkiego reżysera, którymi były takie tytuły jak Chłopcy z ferajny czy Kasyno. Mimo, że po aktorach momentami widać, że swoje najlepsze lata mają za sobą, odmłodzeni za kamerą wciąż dają radę, dostarczając znakomity film, opowiadający historie osób, które swego czasu faktycznie rządziły gangsterskim półświatkiem.

(Bartek Rusek)

13. Parasite

Gigantyczna akcja Filmawki, fantastyczne wyniki w kinach (biorąc pod uwagę, że to azjatyckie kino niekopane), dziesiątki nagród, pochwał od każdego – krytyków, reżyserek, twoich kolegów, niedzielnych widzów, a nawet wybrednych użytkowników Filmwebu. Unifikacja w zachwycie nad Parasite to jedno z najprzyjemniejszych filmowych doświadczeń 2019 roku. Kiedy każdy widzi, rozumie, jest skory do dyskusji, refleksji i, co jeszcze piękniejsze, fantastycznie się bawi, odżywa wiara w łączącą społeczeństwo potęgę dobrej sztuki.

Przeczytaj również:  Porozmawialiśmy o Oscarach 2020

Sympatyczny, stoicki koreański reżyser ciężko zresztą na ten sukces pracował. Od lat konsekwentnie rozwijał swoją wizję kina środka – rozrywkowego, wciągającego, uniwersalnego, ale też dojrzałego artystycznie, a nawet prowokacyjnego. Bong każdy swój film czyni nośnikiem społecznego przekazu, groteskowo ostrzegając nas przed skutkami nieodpowiedzialnej polityki korporacji w The Host, bijąc na alarm w sprawie praw zwierząt w Okji, a teraz zapraszając nas do odwiedzin w piwnicy uprzywilejowanej patointeligencji. W momentami banalnie prosty sposób podgląda zwyczaje Parków i Kimów, rysując między rodami linię, której nieprzekraczalność wisi nad bohaterami jak fatum. Choć jedni próbują się zbliżyć do światła tych drugich, to stale są spychani w cień. Pozostają im jedynie fantazje – niektórzy marzą o drogich szampanach, wygrzewaniu się w słońcu lub w wypełnionej pianą wannie. Inni o jeździe metrem. Trzeba było zostać dresiarzem.

(Wiktor Małolepszy)
fot. Kolaż stworzony z kadrów z filmów
12. Portret kobiety w ogniu

Céline Sciamma w swoim filmie cofa się do Francji XVIII wieku, żeby opowiedzieć historię rodzącej się miłości życia między dwiema kobietami, dla których ta miłość okaże się zakazana. Gdzieś pomiędzy tą minimalistyczną grą niuansów reżyserka opowiada o solidarności kobiet i trudnej sytuacji, z którą muszą się stykać na co dzień – czy paręset lat temu, czy też teraz.

Jest jednak Portret filmem bardzo wyważonym, w którym ani przez moment nie gra się na emocjach. Momenty śmiechu, wzruszenia, złości przychodzą tak naturalnie jak odchodzą, wciągając widza w niesamowicie angażującą opowieść, namalowaną moim zdaniem najpiękniejszymi kadrami tego roku – wyglądającymi jak najlepsze obrazy z muzeum sztuki.

(Szymon Pietrzak)

11. Lighthouse

Lighthouse był w pewnych kręgach (np. moim) jednym z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku. Pierwsze doniesienia o obsadzie (Dafoe, Pattinson) zwiastowały nadzwyczajny pojedynek aktorski, pierwsze kadry majaczyły jako czarno-biały obraz brudu i szaleństwa, a trailer – arcydzieło audiowizualne, czerpiące z głębokiej klasyki kina niemego, nakręcone z pietyzmem i wyuzdaniem, na jakie dziś zasługujemy. No jak to bywa z oczekiwaniami, zwłaszcza tymi wygórowanymi – ich stosunek do rzeczywistości jest ambiwalentny. Czytaj: zwykle spodziewamy się czegoś, co nigdy nie zaistnieje. Przy oglądaniu filmu Roberta Eggersa wpadłem w pułapkę takiego myślenia – od Lighthouse dostałem w znacznej mierze tego, czego oczekiwałem – i jeśli mowa o jakimś zawodzie, to wskazałbym na ten czynnik.

Opus Eggersa to transcendentna, klaustrofobiczna opowieść o dwóch latarnikach – choć tylko z pozoru mistrzu i uczniu. Może być odczytywana jako świszczący obraz toksycznej męskości, przez pryzmat mitologicznych pejzaży czy w poszukiwaniu zła i absolutu. Bo stworzona przez reżysera i jego brata Maxa latarnia to alegoria jak się patrzy, dostępna do wielakich odczytów, spełniona, wydaje się, o wiele lepiej niż tytułowa Czarownica z poprzedniego filmu Amerykanina. Mimo to Lighthouse dąży jednak do prostszych rozwiązań, zwłaszcza przy rozwiązaniu akcji. Dostarcza perfidnie paskudnej atmosfery, przemawia w języku delirium i morskich pierdów. Jest po prostu genialnym doświadczeniem, szczególnie na dużym ekranie, przy dobrym udźwiękowieniu.

Poza tym można rozwodzić się nad faktycznym poświęceniem, jakiego ten film wymagał, nad wycieńczającą pracą na planie i zniewalającymi efektami, bo Eggersowski miraż to rzecz oszałamiająca swoim pięknem (doceńmy, za kamerą, podobnie jak w Czarownicy, Jarin Blaschke), film, o którym fani nowej fali horroru marzyli i którego w końcu się doczekali. Mącące, paraliżujące światło latarni, zdziadziały, oszalały wyga, młody, niedający sobie w kaszę napluć majtek i przytłaczająca ich jak głaz przeszłość zbierają swoje siły na małej wysepce, z której ni drogi ucieczki, ni drogi wyjścia. Robert Pattinson i Willem Dafoe (sami wybierzcie który bardziej) sięgają poziomu aktorskiej stratosfery. A ponieważ żyli prawem morskiego wilka, media w sezonie nagród o nich głucho milczą.

(Kamil Walczak)
Strony: 1 2

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.