Front WizualnyRecenzje

“Melancholijna dziewczyna”, czyli różowy bat na kapitalizm [FRONT WIZUALNY]

Michał Palowski
Melancholijna dziewczyna

“Gdyby to był film, stracilibyśmy już ludzi potrzebujących identyfikować się z bohaterką” – już początkowe zdania wypowiadane przez tytułową melancholijną dziewczynę przygotowują widza niejako na seans. “W filmie zawsze musi się coś dziać”, a tutaj czeka nas 80 minut współczesnego filozoficznego traktatu/manifestu, niż standardowej fabuły. To dość niefilmowy debiut niemieckiej pisarki Susanne Heinrich. 

Zobacz również: 5 filmów “MUST-SEE” z FRONTU WIZUALNEGO na Nowych Horyzontach 2019

Naszą bezimienną bohaterkę obserwować będziemy w serii czternastu krótkich epizodów skupiających się na jej relacji z mężczyznami, kryzysie twórczym, poszukiwaniu własnej tożsamości oraz krytyce późnego kapitalizmu. Brzmi poważnie, ale reżyserka z werwą młodego pokolenia (scenariusz napisany w wieku ok. 25 lat) realizuje swój film w kolorowych, pastelowych kadrach o oldschoolowych proporcjach z osobliwymi postaciami i dialogami. Dziewczyna jednak często powtarza, że nigdy nie żartuje, a jej postawę należy odczytywać jako cynizm, broń Boże ironię (“Ironiści nie biorą nic na poważnie. Cynicy to rozczarowani romantycy”). 

Oddalone od realizmu sceny są więc syntezą pewnych postaw, wobec których Melancholijna dziewczyna zawsze pozostaje w dystansie. Do roli świetnie dobrano Marie Rathscheck, której oszczędna mimika i monotonny głos dopełniają wizerunku melancholijnej bohaterki. “Wszystkie melancholijne dziewczyny nienawidzą siebie” – stąd bohaterkę męczy, jak sama określa, strukturalna depresja (określana również jako polityczna). Przez ogólny przymus szczęścia w społeczeństwie sama jest smutna, aby inni mogli być szczęśliwi. 

I choć film z pozoru skupia się na relacjach damsko-męskich, to właśnie jego polityczność wychodzi z biegiem metrażu na pierwszy plan. Rozmowy z mężczyznami to pretekst do dyskusji, starć poglądów, zajęcia stanowiska (również w formie śpiewanej, bo Melancholijnej dziewczynie zdarza się uciec w musicalowe tony, znajdzie się tu nawet pełnoprawny rotoskopowy teledysk), a także przejrzenia cudzej biblioteczki. W jednej z kluczowych scen nasza Dziewczyna przytłoczona przymusem samookreślenia, w końcu znajduje książkę o sobie – i znacząco są to “Wstępne notatki do teorii młodej dziewczyny” feministycznego kolektywu Tiqqun.

Zobacz również: “X&Y”, albo absolut twórczy Anny Odell [FRONT WIZUALNY]

Teoria tam przedstawiona skupia się na figurze rzeczonej młodej dziewczyny, która niekoniecznie musi być młoda (nie musi być nawet dziewczyną), ale we współczesnym post-społeczeństwie jest modelowym obywatelem definiowanym przez konsumpcję. Kiedy bohaterka dziarsko recytuje książkę, jej właściciel (czyli obecna “randka” Dziewczyny) pozuje nago na łóżku w wyuzdanych pozach. Heinrich bawi się rolami płciowymi, a jej film to prawdopodobnie najbardziej ideologicznie feministyczna rzecz, jaką zobaczycie na festiwalu.

Melancholijna dziewczyna

Pastelowość i brak dynamiki filmu może uśpić czujność widza, ale reżyserka pokazuje pazur w ostatnim epizodzie przewrotnie zatytuowanym “Oda do społeczeństwa”. W nim spotkany chłopak próbuje skrytykować postawę Dziewczyny, ale jego argumenty są zagłuszane przez kakofonię dźwięków, w połączeniu z cenzurą napisów. Melancholijna dziewczyna pozostaje więc w konflikcie ze sobą, w ciele, które jak określa, stało się strefą wojny, wokół której skupiają się współczesne konflikty społeczne. Mimo to, w ostatniej scenie nonszalancko kroczy samotnie na tle tropikalnej fototapety, delektując się lodami i powoli znikając w cyfrowy post-świat.

Największą wadą “Melancholijnej dziewczyny” jest być może zbyt duża kompresja ideologicznych traktatów w krótkich 80 minutach. Są momenty, gdzie film oddala się w strony wykładu filozoficznego, do którego pełnego zrozumienia potrzebujemy jednak czegoś więcej, niż słów deklamowanych spokojnie przez bohaterów. Nie można jednak odmówić Susanne Heinrich śmiałości i autentyczności debiutu. Randka z melancholijną dziewczyną dla antykapitalistów i feministów będzie strzałem w dziesiątkę.


Jedna odpowiedź do ““Córka boga”, czyli “The Other Lamb” [RECENZJA]”

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.