Front WizualnyRecenzje

“X&Y”, albo absolut twórczy Anny Odell [FRONT WIZUALNY]

Maciej Kędziora
X&Y

W otwierającej X&Y sekwencji, Anna Odell (Anna Odell) siedzi w zamkniętym pokoju przesłuchań, zwanym przez dalszą część filmu pokojem szczerości, naprzeciw Mikaela Persbrandta (Mikael Persbrandt), dogadując finalne aspekty ich wspólnego audiowizualnego projektu. Punkt wyjścia – Anna chce zbadać granice płciowej seksualności, badając sprawę przez pryzmat swoich własnych alter ego. Zasady gry – każdy pozostaje w swojej roli niezależnie od wydarzeń i otaczającego ich środowiska, każdy godzi się na przekraczanie swoich barier, zarówno tych psychologicznych jak i fizycznych, wreszcie każdy decyduje się być częścią produkcji, która nie ma – i jak potem się okaże, raczej nie będzie miała scenariusza.

Zobacz również: 5 filmów “MUST-SEE” z FRONTU WIZUALNEGO na Nowych Horyzontach 2019

Pierwsze pytanie, które nasuwa się tuż po wstępie brzmi “Czemu Anna Odell potrzebuje do tej instalacji Mikaela?”. W końcu równie dobrze – podobnie jak w przypadku Zjazdu absolwentów, mogła opowiedzieć jedynie o sobie. Paradoksalnie jednak, w znów bardzo autofikcyjnym filmie, ważniejszą postacią będzie Persbrandt, jeden z najbardziej utalentowanych skandynawskich aktorów, ostatnimi czasy jednak zamiast z wybitnych ról, słynący z czasu spędzonego w areszcie za posiadanie kokainy. Tylko on w Szwecji był w stanie poziomem kontrowersji dorównać Odell, a tym samym zrozumieć jej kolejną, prawdopodobnie najbardziej szaleńczą wizję w karierze. Wizję, która znów drastycznie będzie się przenikała z jej życiem prywatnym.

Z czasem X&Y bowiem zacznie obracać się wokół konceptu spłodzenia artystycznego dziecka. Narodzi się ono podczas próby uwiedzenia Mikaela przez “artystyczne” alter ego Odell (Vera Vitali), która zaproponuje mu zapłodnienie jej w celu osiągnięcia wyższej formy artyzmu. Oczywiście przez “nią” nie będzie miała na myśli ciała Very Vitali, a zamkniętej w niej cząstki duszy Anny Odell. Oglądając film ze świadomością, że w okolicach czasu jego kręcenia reżyserka faktycznie zaszła w ciążę, zaczynamy się zastanawiać – czy ciąża była pretekstem do włączenia tego wątku w film, czy też wynikiem fabularnego pretekstu. Bo znając modus operandi jej performatywnej sztuki, wszystko jest możliwe.

Przeczytaj również:  "Wyspa fantazji" – Tropikalny koszmar widza [RECENZJA]

X&Y zaciera wszystkie możliwe granice formalne, w jakich jako widzowie czujemy się bezpiecznie. Radykalna decyzja by większość bohaterów próbowała inscenizować zachowania dwóch protagonistów powoduje, że cały czas musimy być bardzo zaangażowani w opowiadaną historię. Choćby po to, by rozgraniczyć kiedy alter ega Mikaela faktycznie nimi są, a kiedy zrywają maskę by wrócić na chwilę do bycia sobą – Tirne Dyrholm, Thure Lindhardtem i Shantim Roneyem. A jako, że mamy do czynienia z bodajże najwybitniejszym pokoleniem skandynawskich aktorów, jest to wyjątkowo trudne.

Zobacz również: Anna Odell. Reżyserka obecna – FRONT WIZUALNY [FELIETON]

Tworząc artystycznych sobowtórów, Anna Odell powraca do tez i wątków z fabularnego debiutu, gdzie aktorzy odtwarzali aktorów, grających ludzi z jej klasy. Tym razem jednak pragnie spojrzeć jak społeczeństwo odbiera i ją i Mikela, oddając swoje dusze w ręce znakomitej obsady. Ten performance nie jest jednak bezbolesny – i tak gdy Jens Albinus, odtwarzający słabość jej psychiki, zacznie grać iście mimotycznie, na twarzy reżyserki pojawia się jednak cierpienie, znacznie mocniejsze niż w chwili, gdy w Zjeździe Absolwentów poniekąd bliscy jej ludzie zaczęli ją wyzywać.

Najnowszy film Anny Odell to absolut scenograficzny. Całość produkcji dzieje się na terenie olbrzymiego hangaru, na którego terenie został zorganizowany mikroświat naszych bohaterów – stojący gdzieś pomiędzy obozem harcerskim, a szpitalem psychiatrycznym. Każdy pokój ma tutaj inną funkcję – poza wspomnianym na początku pokojem zwierzeń, mamy specjalnie zaprojektowane sypialnie oddające charaktery naszych protagniostów, gabinety psychoterapeutyczne, montażownię i ogromną jadalnie, na której terenie dochodzi najczęściej do zaogniających konflikty między obsadą utarczek słownych. Obserwując wykreowane twórcze polis, trudno nie zachwycić się synergią architektoniczą, a także jego przeszywającą – iście skanydnawską – emocjonalną próżnią.

Jak przystało na dotychczasową karierę artystyczną reżyserki, i tutaj zadaje ona wiele pytań, często zmuszając widza do własnych rozważań. To od nas będzie zależeć, po której stronie staniemy – racjonalnego Mikaela, czy emocjonalnej Odell. Od nas będzie też zależeć czy uwierzymy w ten niespotykany dotąd projekt. Tak naprawdę, co sugeruje nam w paru scenach narracja, jesteśmy w tym filmie jednym z producentów, zastanawiających się czy warto zainwestować swój czas i pracę w kolejne dzieła artystki.

Przeczytaj również:  "Małe kobietki" – Gerwig poza strefą komfortu [RECENZJA]
Zobacz również: “Ona jest innym spojrzeniem” – Świat z perspektywy artystek [FRONT WIZUALNY]

O X&Y trudno pisać jednak ze szczegółami, gdyż – jak często ma to miejsce w przypadku “mind-game films” – każda sugestia może niepotrzebnie ukierunkować widza na skupieniu się na pewnych aspektach. Trudno również stawiać jej pracę w kontekście innych filmów, gdyż wszelkie inspiracje i zapożyczenia są bardzo “luźne”; ja sam znalazłem tu jedynie pewne pomysły z wczesnych filmów von Triera i Bunuela. Bowiem po raz kolejny na swojej drodze Anna Odell udowadnia jedyną prawdę spójną dla wszystkich jej instalacji – sztuki audiowizualne nie miały dotąd do czynienia z artystką jej pokroju.



“X&Y” będziecie mogli zobaczyć w ramach sekcji Front Wizualny na MFF Nowe Horyzonty we Wrocławiu (25 lipca – 4 sierpnia 2019). Pokazy filmu będą odbywały się:
  • 27.07 (sobota) o 16.15
  • 28.07 (niedziela) o 13.15
  • 3.08 (sobota) o 13.15

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.