Advertisement
FestiwaleFilmyNowe Horyzonty 2024Recenzje

„Strefa krytyczna” – narkotyczny bunt | Recenzja | Nowe Horyzonty 2024

Jakub Trochimowicz
kadr z filmu strefa krytyczna
fot. „Strefa krytyczna” / materiały prasowe Nowe Horyzonty

Gdy myślę o współczesnym kinie irańskim, to na myśl przychodzą mi tacy twórcy jak Ali Abbasi czy Asghar Farhadi. To reżyserzy, którzy w swoich filmach przedstawiali rzeczywistość Iranu – mniej lub bardziej opresyjną – z problemami i dylematami życia codziennego tamtejszych obywateli. Zmagający się z władzą oraz cenzurą tworzą swoiste kino moralnego niepokoju. Trudno więc przy tym nie mieć pewnych oczekiwań względem irańskich produkcji nt. tego, co zaoferują i w jaki sposób będzie to podane. Aż przychodzi Ali Ahmadzadeh i wywraca stolik w Strefie krytycznej.

W otwierającej film scenie kamera podąża za karetką, która wjeżdża w jeden z teherańskich tuneli, aby w pewnym momencie skręcić i zniknąć z jezdni, za metalowymi wrotami. Ahmadzadeh kontynuuje śledzenie ambulansu, który wreszcie hamuje, z bagażnika wyskakuje dwóch mężczyzn, szybko wyrzucają bagaż, wskakują do bagażnika i wracają pojazdem na pogrążone w mroku ulice Teheranu. Co wyrzucali? Narkotyki, które grupa kilkunastu dilerów zebrała i udała się rozwozić po mieście. Po tej trwającej kilka minut scenie poznajemy głównego bohatera – Amira, jednego z dilerów, który będzie przewodnikiem nocnej eskapady po Teheranie.

kadr z filmu strefa krytyczna
fot. „Strefa krytyczna” / materiały prasowe Nowe Horyzonty

Palący co chwilę haszysz Amir dzieli towar w swoim mieszkaniu, a następnie jeździ od jednego klienta do drugiego. Kreuje się na „pana tego miasta”, żeby dalej wyznać swojej niedoszłej dziewczynie, że „w tym 20-milionowym mieście ma tylko ją i swojego psa Freda”. W trakcie nocnych przejazdów, kamera bywa przyczepiona do kierownicy i obraca się wraz z ruchami bohatera, śledzi wydarzenia z perspektywy przedniej szyby samochodu bądź jego bagażnika, czym tylko wciąga w otchłań nocnych ulic. Im dłużej Amir jeździ i zażywa różnych narkotyków, to, tym bardziej nietypowe dźwięki słyszymy, a wszystko przebija wyłącznie kobiecy głos nawigacji GPS, przypominający Samanthę z filmu Ona, w którym głos podkładała Scarlett Johansson. To jedyne, co bezpiecznie prowadzi Amira spod jego domu, poprzez ulice i uliczki stolicy Iranu.

Samochód jako główne miejsce akcji nie jest niczym nowym w kinie irańskim. Było tak w Smaku wiśni Abbasa Kiarostamiego bądź Taxi Jafara Panahiego. Przestrzeń własnego auta zapewnia Irańczykom odrobinę prywatności i obywatelskiej swobody, której próżno szukać gdzie indziej. W Strefie krytycznej auto jest miejscem, w którym dochodzi do zażywania i wymiany narkotyków, swobodnych rozmów, a kobiety mogą bez obaw i bezceremonialnie zdjąć hidżab z głowy. To właśnie w samochodzie dochodzi do jednej z najlepszych, a może i najlepszej sceny w całym filmie. Amir rozmawia z jedną z klientek, która jest stewardessą. Na jakimś bezdrożu tuż za miastem piją piwo, zażywają narkotyki, dziewczyna masturbuje się, aż jej głos przechodzi w kakofoniczne dźwięki, a w tym czasie Amir pozostaje na haju. Wszystko przerywa nagłe pojawienie się policji? Służb porządkowych? W każdym razie zmusza to dwójkę bohaterów do szaleńczej i surrealistycznej ucieczki, podczas której dziewczyna udaje, że ma pistolet z palców oraz wykrzykuje kilkukrotnie „f**k you”. Dosadność tej sceny nie pozostawia wątpliwości, że jest to okrzyk buntu i sprzeciwu reżysera wobec irańskiej rzeczywistości oraz środkowy palec pokazany systemowi, który sprzedaż bądź zażywanie narkotyków karze śmiercią.

Przeczytaj również:  „28 lat później – Część 2: Świątynia kości” – Dwa wilki [RECENZJA]
kadr z filmu strefa krytyczna
fot. „Strefa krytyczna” / materiały prasowe Nowe Horyzonty

Chociaż można dać się porwać tej bezkompromisowej wędrówce, tak są pewne dłużyzny, a i epizody nie wszystkich klientów Amira są równie ciekawe i interesujące co pozostałe. Jest niewykorzystany potencjał w relacji dilera z niedoszłą dziewczyną, której mówi „możesz kochać się, z kim chcesz, ale na noc wracaj do mnie”, a przy tym obecny jest wątek wizyty w klinice, gdzie będący na łożu śmierci starsi ludzie zajadają się… ciastkami z THC. Samo zażywanie, spożywanie, dawkowanie etc. narkotyków – poza jednym wątkiem – jest ukazane w Stefie krytycznej pozytywnie, jako forma sprzeciwu, co jednocześnie budzi wątpliwości moralne, z punktu widzenia zwykłego Europejczyka. Jednakowoż jest to też ukazanie zakłamania współczesnego Iranu, w którym młodzi ludzie mają narkotyki na wyciągnięcie ręki i w ten sposób mogą na chwilę oderwać się od rzeczywistości, w której byle przewinienie potrafi być karane w najgorszy możliwy sposób. To świat, w którym przemycona puszka piwa jest niczym nektar dla bogów greckich.

W ocenie Strefy krytycznej nie sposób odejść właśnie od kontekstu. Bo chociaż przedstawione w filmie sceny i sytuacje w dziełach z innych krajów były pokazywane dziesiątki razy i to w bardziej dosadny sposób (np. w serialu Euforia), tak tu mamy do czynienia z kręconym pokątnie filmem, który irańska władza chciała za wszelką cenę zablokować, a samego reżysera zatrzymała w kraju. Stąd m.in. wziął się Złoty Lampart na festiwalu w Locarno i z tych też względów trudno obok tej produkcji przejść obojętnie.

Korekta: Krzysztof Kurdziej
+ pozostałe teksty

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.