FilmyKinoRecenzje

„Noc Dziękczynienia” – fikcja stała się prawdą [RECENZJA]

Jakub Trochimowicz
fot. „Noc Dziękczynienia" / mat. prasowe Forum Film Poland

W 2007 roku Quentin Tarantino i Robert Rodriguez dali światu dylogię Grindhouse, nawiązującą do popularnego przed laty w USA kina klasy „B”. Przy okazji tamtejszej premiery obu produkcji powstały także fikcyjne zwiastuny filmów, za które odpowiadali m.in. Edgar Wright, Rob Zombie czy Eli Roth. To właśnie ostatni z nich zrobił dwuipółminutowy trailer slashera Thanksgiving. Było w nim wiele nawiązań do klasyków gatunku, a wszystko w otoczce tak ważnego dla Amerykanów święta. Po 16 latach fikcja stała się prawdą i w kinach przyszło nam obejrzeć pełnoprawną Noc Dziękczynienia, która jest rozwinięciem tamtego pomysłu. To też pierwszy horror Rotha po jego dziwacznych wyborach związanych z reżyserią Zegara czarnoksiężnika bądź Życzenia śmierci z Brucem Willisem. Ale przejdźmy już do rzeczy.

Roth przy okazji swoich pierwszych filmów – Hostel czy Śmiertelna gorączka – dał się poznać, jako ogromny fan horrorów, poczynając od klasyki typu Psychoza, przechodząc do nowszych produkcji, jak Piła. Jednak jego szczytowym osiągnięciem jest absolutnie fantastyczny serial dokumentalny History of horror (naprawdę polecam, jedna z najlepszych czysto filmowych rzeczy, jakie widziałem w ostatnich latach). Co zaś się tyczy jego najnowszej produkcji… Jeśli film zaczyna się od ujęcia POV sprzed jednego z domów, które przywodzi na myśl Halloween Johna Carpentera, a po kilku minutach przenosi akcję do supermarketu, gdzie makabra miesza się z groteską godną Świtu żywych trupów George’a Romero, to wiesz, że jesteś pod właściwym adresem. Tak właśnie wygląda prolog Nocy Dziękczynienia, którego akcja wypada w tytułowe święto przypadające jednocześnie w ten sam dzień, co Black Friday.

fot. „Noc Dziękczynienia” / mat. prasowe Forum Film Poland

Właściciel sieci sklepów RightMart (przywodzące na myśl skrzyżowanie Amazona z Walmartem) postanawia, że tego dnia markety w Plymouth będą otwarte, co sprawia, że jedni ludzie zamiast świętować, muszą pracować. Inni z kolei tylko czekają na otwarcie drzwi supermarketu, żeby kupić wymarzoną gofrownicę za pół ceny. W tym miejscu poznajemy grupkę nastolatków, z którymi będziemy podążać przez kolejne wydarzenie. Główną bohaterką jest Jessica, córka właściciela RightMartu, która bocznym wejściem wpuszcza swoich znajomych do sklepu, co zauważa rozszalały tłum. Wtedy Roth puszcza hamulce i po chwili pękają szklane drzwi, ludzie depczą po sobie, wyrywają kółkami od wózków części skóry oraz łamią ręce. W wyniku całego zamieszania życie traci kilku ludzi, a chłopak Jessiki – Bobby – nabawia się złamania nadgarstka, co stopuje jego karierę baseballową, przez co postanawia odciąć się od niej i pozostałych znajomych. Po tym następuje cięcie i skok o rok do przodu, do kolejnego Święta Dziękczynienia. Jessica ma nowego chłopaka (Ryana), Bobby od roku nie daje oznak życia, miasteczko szykuje się do kolejnych obchodów, a media przypominają tragiczne wydarzenia sprzed roku.

Wtedy Jessica i jej znajomi, którzy z bliska widzieli makabrę w RightMarcie, zostają oznaczeni w mediach społecznościowych przez Johna Carvera (jeden z pielgrzymów, który przyczynił się do powstania Plymouth w XVII wieku), jako osoby odpowiedzialne za to, co stało się przed rokiem. Od tego momentu atmosfera powoli zaczyna gęstnieć i dochodzi do pierwszych zabójstw, których autorem jest zamaskowany człowiek w stroju pielgrzyma: maską Johna Carvera i czarnym kapeluszu, przywodząc na myśl dalekiego krewnego V z V jak Vendetta. A kto może być tym zabójcą? Roth nie poświęcając wiele czasu zgrabnie sugeruje na przestrzeni filmu kilka opcji, grając z widzem niczym ostatnie odsłony Krzyku. Nie ufaj nikomu, zabójca może być w twoim najbliższym otoczeniu etc. – to wszystko slasherowe zasady, które obowiązywały w serii filmów zapoczątkowanych przez Wesa Cravena, a obowiązują i w Nocy Dziękczynienia.

fot. „Noc Dziękczynienia” / mat. prasowe Forum Film Poland

Jednocześnie nie jest to tak meta produkcja, jak wspomniane Krzyki. Film Rotha ma początkowo chęci na krytykowanie wszechobecnego konsumpcjonizmu i kapitalizmu, który żeruje na mniej zamożnych obywatelach i robi to nawet zręcznie, obnażając postawę Thomasa Wrighta, stojącego na czele RightMartu. Tuszowanie prawdy, wykorzystywanie rodziny do celów komercyjnych i zysk ponad wszystko – jest to obecne, ale tylko gdzieś do połowy filmu. Dalej jest to już czysty slasher. Pojawia się coraz więcej gore i czystej horrorowej rozrywki, niż społecznej podszewki, która w finale całkowicie zanika. Nie jest to jednak duża wada, bo Roth wynagradza to świetnie zainscenizowanymi i pomysłowymi zabójstwami (nie oglądajcie tylko zwiastuna Thanksgiving z 2007, żeby nie zepsuć sobie zabawy). Potrafią one nacieszyć oczy swoją krwawością, ale i pewnie obrzydzić mniej wrażliwych widzów bezkompromisowością w ucinaniu i przecinaniu różnych części ciała. Przy tym wszystkim Roth o wiele lepiej radzi sobie w pokazywaniu mordów na małej przestrzeni, bo gdy dochodzi do parady w mieście, to niestety napięcie trochę się rozmywa. Chociaż jest wiele postaci w masce Johna Carvera, to nie umywa się to do genialnej sceny w metrze z ostatniego Krzyku.

No właśnie, John Carver. Jaki jest zabójca w Nocy Dziękczynienia? Wydaje się być produktem swoich czasów. Potrafi zrobić wrażenie jak Michael Myers, potknąć się jak Ghostface czy rzucić ironicznym żartem godnym Freddy’ego Krugera. Przy tym wszystkim – poza ubiorem – trudno przypisać mu coś charakterystycznego. Dostosowuje się do okoliczności i zmienia plany odnośnie swoich celów, gdy wymaga tego sytuacja. Jeśli coś można wyróżnić w jego przypadku, jak i samym filmie Rotha, to bardzo dobre wykorzystanie mediów społecznościowych. Tajemnicze posty, relacje, streamy – to wszystko ma tu zastosowanie i, mimo pewnej umowności, bardzo dobrze działa w całej historii. A jak wypada paczka nastolatków? Poprawnie. Najbardziej zarysowana jest Jessica (Nell Verlaque), która próbuje sobie ułożyć życie z nowym chłopakiem, ojcem i nielubianą macochą. Jednocześnie stoi w rozkroku, jako jedna z najbardziej uprzywilejowanych osób w mieście, która chciałaby wieść normalne życie niezwiązane z RightMart. A reszta? Większość z nich jest tylko i wyłącznie po to, żeby w mniej lub bardziej efektowny sposób zginąć, a przy tym są slasherowymi archetypami – final girl, porywczy osiłek, czy podejrzany znajomy. Brak tu nazwisk z pierwszych stron gazet, czy portali, a za gwiazdy można uznać uznanego z Suits Ricka Hoffmana w roli Thomasa Wrighta i Patricka Dempseya z Chirurgów w roli szeryfa, próbującego rozwiązać sprawę zabójstw, za którymi stoi zamaskowany pielgrzym.

fot. „Noc Dziękczynienia” / mat. prasowe Forum Film Poland

Jak więc wypada ostatecznie ta mieszanka, którą w Nocy Dziękczynienia zafundował Eli Roth? Bardzo satysfakcjonująco. Chociaż z biegiem historii porzucił społeczny podtekst, to dostarczył solidnego slashera, który ma już nawet zapowiedziany sequel. To przy tym jego najlepszy film w karierze, w którym udowodnił, że zjadł zęby na horrorach, potrafi budować napięcie i dostarczać efektowne i krwawe zabójstwa na ekranie. Chociaż sam finał lekko rozczarowuje, tak gra z widzem w to, kto zabijał, okazała się jak najbardziej udana. John Carver pewnie nie zostanie najbardziej oryginalnym ze slasherowych zabijaków, ale zaprezentował się lepiej niż Michael Myers w ostatnich swoich przygodach. Noc Dziękczynienia nie jest zatem niczym rewolucyjnym dla gatunku, ale gwarantuje solidną rozrywkę, w której fani odnajdą wiele odniesień do klasyków tego typu kina.

Korekta: Daniel Łojko

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.