Advertisement
FilmyKlasyka z FilmawkaPublicystyka

Klasyka z Filmawką: „Key Largo” (1948)

Irena Kołtun
Autor grafiki: Norbert Kaczała
Autor grafiki: Norbert Kaczała

Ostatni film w portfolio legendarnego duetu Bogart-Bacall rezygnuje z charakterystycznych dla stylu noir cynizmu i pesymizmu, by wprowadzić Amerykanów w nową powojenną erę. Gatunkowa niecodzienność Key Largo odsłania  zaskakująco wiele  amerykańskiego myślenia, którego wpływy szczególnie rzucają się obecnie w oczy. Czy film Johna Hustona jest jednak tylko świadectwem epoki i polem do socjologicznych dywagacji, czy może jednak wciąż działa na widzów poza swoimi kontekstami?

Tuż po II Wojnie Światowej były dowódca jednego z amerykańskich oddziałów, Frank McCloud, przybywa na jedną z wysepek Florydy, by odwiedzić ojca i żonę jednego ze swoich poległych żołnierzy, który wykazał się szczególną odwagą. Hotel prowadzony przez tę dwójkę okazuje się opanowany przez mafijnych gangsterów, na czele których stoi wydalony z kraju i niestabilny psychicznie boss mafijny – Johnny Rocco, który desperacko próbuje odzyskać utracone wpływy w USA.

Kadr z filmu „Key Largo”
fot. „Key Largo” / materiały prasowe Warner Bros

Wydaje się, jakby John Huston, twórca, który wprowadził czarny kryminał do kina (Sokół maltański), poprzez nakręcenie Key Largo chciał w jakiś sposób pchnąć gatunek na nieco inne tory. Jednocześnie, w tym samym roku, wypuścił Skarb Sierra Madre, ponury western ukazujący rozpad wartości i relacji w obliczu opętania chciwością. Obydwa te filmy łączy jednak coś, co zostało zapoczątkowane przez Hustona jego drugim filmem, szpiegowskim thrillerem Przez Pacyfik, czyli jasny przekaz moralny.

Bogart, niezaprzeczalnie aktor Hustona (do czasów Key Largo reżyser nakręcił trzy filmy i w każdym obsadzał Bogiego w głównej roli), powtarza tutaj swoją rolę z Casablanki – przeżycia wojenne pozbawiły McCloudy’ego złudzeń i odarły z idealizmu. Gdy zrządzeniem losu zostaje uwięziony przez tajfun w hotelu razem z Rocco, nie chce podejmować rękawicy natrętnie rzucanej mu raz po raz przez nadpobudliwego gangstera. Starcie psychologiczne toczy raczej z samym sobą, niż ze zbirami. Co więcej, prawdziwy pojedynek toczony jest tutaj nie między postaciami, a odtwarzającymi je aktorami. W Rocco wcielił się Edward G. Robinson, prywatnie przyjaciel Bogarta, z którym współpracował przy  pięciu filmach (Key Largo był ich ostatnim wspólnym, podobnie jak duetu Bogarta z Bacall); jego szarże doskonale uzupełniają się z oszczędnym stylem gry Bogiego, co tylko mocniej podkreśla ogólny przekaz filmu, o którym powiemy sobie niebawem. Lauren Bacall w obliczu tego tandemu usuwa się, zarówno ze swoją postacią, jak i z o wiele bardziej powściągliwą i jednoznaczną grą aktorską niż w jakiejkolwiek innej produkcji, na dalszy plan. Młoda wdowa Nora jest strażniczką etyki, jej wymiany zdań z Frankiem dalekie są od przerzucania się one linerami, do jakich zostaliśmy przyzwyczajeni w innych produkcjach z udziałem kultowej pary. Nora to uosobienie ideału moralnego, o którym się marzy i do którego się dąży, co warunkuje  również dynamikę jej relacji z McCloudym. Dużo większe pole do popisu ma Claire Trevor, „królowa filmu noir”, która standardowo dla swojego emploi wciela się w byłą piosenkarkę barową, niegdyś efektowną kochankę Rocco, obecnie alkoholiczkę, która już dawno sprzedała godność za pół litra. Rola ta, o wiele bardziej skomplikowana psychologicznie od Nory, przyniosła Trevor Oscara za najlepszą kobiecą rolę drugoplanową.

Przeczytaj również:  Dolphins in the sea – „Chronologia wody” [RECENZJA]
Kadr z filmu „Key Largo”
fot. „Key Largo” / materiały prasowe Warner Bros

Choć powyższe pobieżne opisy postaci wskazują na standardowy czarny kryminał, sprawa z Key Largo przedstawia się nieco inaczej. W odróżnieniu od Casablanki i Mieć i nie mieć, dylemat moralny głównego bohatera nie ma na celu pokazania ambiwalencji i skomplikowania sytuacji, w jakiej znalazł się McCloudy, a doprowadzenie go do jedynego słusznego rozwiązania, jakim jest jednoznaczny wybór dobra poprzez zaangażowanie się w walkę ze złem. To zaangażowanie również różni się od prezentowanego w dwóch wymienionych wyżej filmach. Główny bohater Key Largo nie pomaga dysydentom czy ruchowi oporu – tym razem walka ze złem polega na jego fizycznej eliminacji. Podnoszone jest to bardzo wyraźnie, nawet kilkakrotnie, w ciągu całego seansu – Rocco nie może być tylko zamknięty w więzieniu lub wydalony (choć tym razem skutecznie) z kraju. Musi zostać zabity. Dodajmy do tego zmienione względem pierwowzoru literackiego (sztuki Maxwella Andersona o wojnie domowej w Hiszpanii) zakończenie na nie dość, że szczęśliwe to jednoznacznie triumfujące, skutkiem czego otrzymujemy skrzętnie ukrytą pod reżyserskim kunsztem, gatunkowymi chwytami i wspaniałym aktorstwem, czytankę dla grzecznych amerykańskich obywateli. Obrazek dopełnia protekcjonalne zestawienie rdzennych Amerykanów – dobrych, bo traktujących białych jak wyrocznie i autorytety oraz emigrantów z Włoch, zepsutych do szpiku kości i działających w ramach zorganizowanej przestępczości.

Choć przewracanie oczami jest wskazane, Key Largo to cały czas kawał potężnego kina zrobionego przez jednego z największych tytanów reżyserii, w którym kwartet legendarnych gwiazd z epoki daje z siebie 200%. To wszystko razem z atmosferą izolacji, zwrotami akcji sprawia, że Key Largo jest wciąż ikoniczną pozycją obowiązkową na liście każdego fana kina noir.

 

Korekta: Magdalena Wołowska

+ pozostałe teksty

Fanka kina zarówno arthousowego, jak i śmieciowego, wielbicielka Campion, Żuławskiego, Vardy, Eggersa, blogerka facebookowa (@blurbyzceluloidu), opiekunka dwóch laboratoryjnych świnek morskich.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.