Klasyka z FilmawkaPublicystyka

Klasyka z Filmawką: „Medium” (1985)

Irena Kołtun
Grafika autorstwa Marysi Posiadało
Grafika autorstwa Marysi Posiadało

Wyprodukowany w 1985 roku film Jacka Koprowicza dzierży w optyce krytycznej miano najlepszego polskiego horroru. Choć to bombastyczne miano aż prosi, żeby się z nim pokłócić, chociażby z czystej przekory, nie można odmówić dziełu Koprowicza tego, co być może w realizacji kina gatunkowego, a szczególnie horroru, jest najważniejsze: odwagi twórczej.

Sopot, część Wolnego Miasta Gdańska, rok 1933, kilkanaście godzin przed całkowitym zaćmieniem słońca. Komisarz Selin, nauczycielka klas początkowych Luiza, Andrzej, mieszkaniec Warszawy i Georg z Berlina budzą się z transu, każdy w niespodziewanej i niezrozumiałej dla siebie sytuacji. Jednocześnie rodzeństwo Wagnerów – on słynny okultysta, ona medium – odkrywa istnienie potężnej siły psychicznej, która jest w stanie kierować postępowaniem kilku osób naraz. W tle narastają napięcia i presja związana z umacnianiem się nazistów u władzy.

Scenariusz Medium to prawdziwe wyzwanie zarówno dla ram gatunkowych, jak i percepcji widzów. Najodważniejszą, a jednocześnie najważniejszą, bo konstytutywną dla całego filmu decyzją, było uczynienie z poczucia bezsilności i braku możliwości działania głównego czynnika grozy. Przez cały film razem z Selimem szukamy rozwiązania tajemnicy dziwnych wydarzeń, z Andrzejem próbujemy przewidzieć przyszłość, żeby zapobiec jej konsekwencjom, barykadujemy się z Georgem w pokoju hotelowym w desperackim akcie samoobrony. Wszystko to jednak na nic; gdy części układanki wskakują na swoje miejsce, jest już za późno, a nawet było za późno na samym początku fabuły. Zabieg zastosowany przez Koprowicza to całkowite przeciwieństwo suspensu. W tym ostatnim napięcie u odbiorcy tworzy się, ponieważ wie on więcej od bohatera, zdaje sobie sprawę z grożącego niebezpieczeństwa lepiej od postaci; wytwarza się niepewność, czy bohaterowi uda się uniknąć niebezpieczeństwa. W Medium jak mantra powtarzane jest przez Wagnera, że nie ma ratunku, jest za późno i wszelkie próby uratowania się spalą na panewce; widzowie wiedzą równie mało, co postacie, a gdy wreszcie poznają prawdę, napięcie nie może się wytworzyć, bo nie ma niepewności, co do losu bohaterów.

Przeczytaj również:  „Do granic” – krzesło, stół i nieludzka machina [RECENZJA]
„Medium”
kadr z filmu „Medium” / materiały Film Polski

Kolejnym nietypowym rozwiązaniem jest posłużenie się bohaterem zbiorowym. Narrację obserwujemy z perspektywy różnych osób: nie tylko głównej czwórki uwikłanej w okultystyczną intrygę oraz rodzeństwa Wagnerów, ale też asystenta komisarza Selina, Kranka, wysługującego się nazistowskim władzom. Dzięki temu widzowie mogą zbierać części układanki z różnych źródeł, a także poznają różne strategie radzenia sobie z nieuniknionym, co wzbogaca przekaz. Po latach kłuje jednak w oczy, jak rozpisano postać, w którą wcieliła się Grażyna Szapołowska. Luiza właściwie nie ma żadnych kwestii mówionych, uaktywnia się dopiero, gdy zaczyna odgrywać rolę przeznaczoną jej przez medium – rolę, dodajmy, stereotypowej femme fatale, która bardzo szybko pozbywa się ubrania, stając się wyłącznie erotycznym rekwizytem.

Wreszcie ostatnim ryzykownym posunięciem scenariuszowym jest wyrzucenie głównego zagrożenia poza kadr. Przez większość seansu słyszymy tylko w dialogach, czym tajemnicze zagrożenie może być, a dopiero w finałowej sekwencji, zresztą bardzo horrorowo-pulpowej, możemy obserwować jego działanie. Z jednej strony umacnia to poczucie bezradności, z drugiej — rozmydla rolę czarnego charakteru w filmie i bardziej rozładowuje, niż buduje napięcie.

„Medium”
kadr z filmu „Medium” / materiały Film Polski

Takie postawienie na głowie prawideł gatunku w rękach osoby o mniejszej niż Koprowicz wyobraźni mogłoby skutkować brakiem zaangażowania widowni. Umiejętne i nienachalne łączenie okultystycznego zła z powiewającymi swastykami na sopockich budynkach i nazistowskimi hasłami wypisanymi niemieckim gotykiem na murach w tle, buduje nie tylko dość oczywiste metafory, ale również atmosferę przenikania się warstw historycznej i okultystycznej, tyleż niepokojącą, co dosadną. Pomaga w tym wytłumiona paleta barw. Uwagę przykuwa też dynamiczna sekwencja nocnych zdjęć w trakcie zaćmienia — buduje poczucie dziwności i nieadekwatności, mimo zapowiadania w trakcie fabuły jest prawdziwym estetycznym zaskoczeniem. Dramatyczna muzyka autorstwa Krzesimira Dębskiego podbija nastrój grozy, a całość dopełnia wyśmienite aktorstwo, jak najbardziej poważne, bez gatunkowego przeginania. Władysław Kowalski, Michał Bajor, Jerzy Zelnik, Jerzy Stuhr, wspomniana Grażyna Szapołowska na pierwszym planie oraz Henryk Bista, Jerzy Nowak, Ewa Dałkowska i Piotr Machalica na drugim to obsada naprawdę godna all stars movies, co niespotykane właściwie w horrorach pod innymi szerokościami geograficznymi. Każdy z aktorów prezentuje swój warsztat na najwyższym poziomie, z dużym wyczuleniem na psychologiczne niuanse postaci.

Przeczytaj również:  Ani mru mru. „Ciche miejsce. Dzień pierwszy” [RECENZJA]

Czy to wszystko sprawia, że Medium faktycznie jest najlepszym polskim horrorem? Na pewno jest horrorem wyjątkowym pod względem konstrukcji scenariusza. Nietypowa struktura może być jednocześnie zaletą, dzięki zaskakiwaniu odbiorcy, jak i wadą, poprzez rozwadnianie  jego uwagi. Środki użyte w filmie takie jak: kostium historyczny, wpisanie tematyki grozy w szerszy kontekst i za jej pomocą zadawanie poważbych pytań, operowanie bardziej atmosferą niż odczuwanym napięciem, wreszcie fantastyczne aktorstwo, wpisują się w tradycje gatunku w Polsce. Koprowicz wiedział, co i jak chce pokazać, i przeprowadził to pewną reżyserską ręką, trzymając w ryzach wszystkie scenariuszowe wątki, jednocześnie popuszczając wodze fantazji w pełnej seksu i przemocy scenie kulminacyjnej.

 

Redakcja i korekta: Aleksandra Kowalewska

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.