FilmyKinoRecenzje

Trochę zbyt piano – „Pianoforte” [RECENZJA]

Irena Kołtun
kadr z pianoforte
fot. materiały prasowe / Against Gravity

Jakub Piątek w swoim dokumencie z sympatią i wiernie podąża za sześciorgiem młodych pianistów przygniatanych przez presję Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego. Reżyser ma tak wiele sympatii do uczestników Konkursu, że przenosi je na samą instytucję i środowisko muzyczne. Zapomina przy tym zadać kilku poważniejszych pytań, które nadałby filmowi głębi.

„Pianoforte” to termin odnoszący się do tzw. fortepianów historycznych, instrumentów powstających na przestrzeni dwustu lat od 1700 r., tworzonych przed XX i XXI wiekiem. Mogłoby to sugerować, że twórcy dokumentu będą chcieli w jakiś sposób wrócić do korzeni zawodu pianisty, nawiązywać do początków Konkursu Chopinowskiego czy wydobywać jakąś historyczną esencję bycia artystą. Od niczego innego Piątkowi nie było dalej.

W wywiadzie dla „Dwutygodnika” reżyser przyznał, że chciał przełamać tradycyjne pokazywanie uczestników Konkursu Chopinowskiego w relacjach jako odległy inny miot ludzki, bardziej wzniosły, uduchowiony, trochę nierzeczywisty. W swoim dokumencie chciał pokazać przede wszystkim autentycznych młodych ludzi, którzy poświęcają bardzo wiele swojej pasji. Wykorzystanie więc terminu „pianoforte” w tytule w świetle powyższego nawet nie byłoby ironiczne; odwołuje się on raczej do pierwszego instynktu, jaki się uruchamia, gdy słyszy się to słowo, do poczucia odwrócenia porządku, do którego się przyzwyczailiśmy. Taka geneza tytułu byłaby znamienna dla filmu z dwóch powodów. Z jednej strony pokazuje, że dokument Piątka jest skierowany bardzo szeroko. Nie tyle do pasjonatów muzyki poważnej, fanów konkursów pianistycznych i znawców muzyki fortepianowej, co raczej do widza niezorientowanego dobrze w temacie. Z drugiej sami twórcy nie przejawiają chęci wejścia w głębiej w specyfikę zawodu muzyka czy poznania lepiej hermetycznego środowiska pianistycznego. Jak to przejawia się w samym filmie?

pianoforte
fot. materiały prasowe / Against Gravity

Konstruując swoją opowieść, Piątek sięga po konwencję filmu sportowego – gatunku znanego i lubianego przez szerszą publiczność. Dokument skupia się więc na zmaganiach uczestników przede wszystkim z samymi sobą, swoją psychiką i emocjami. Partycypanci opowiadają o setkach powtórzeń jednego tematu, jeździe na lekcje do innej prowincji z kilkoma przesiadkami, codziennych wielogodzinnych ćwiczeniach od piątego roku życia. Tuż przed finałem oglądamy bladą twarz z ciemnymi obwódkami wokół oczu zwykle pełnej życia Leonory Armellini i Hao Rao, jednego z najmłodszych uczestników konkursu, śpiącego na klawiaturze.

Przeczytaj również:  Wybieramy najlepsze role Kirsten Dunst [ZESTAWIENIE]

Gra na instrumencie jest jednoznacznie kojarzona z wysiłkiem fizycznym. Pada nawet takie zdanie, że Konkurs Chopinowski to olimpiada dla pianistów. Jednak prawdziwym tour de force są osobowości młodych muzyków otwarte, autentyczne, emocjonalne, szczere, zupełnie się od siebie różniące. Piątkowi niewątpliwie udały się dwie rzeczy. Pierwsza to wejście z kamerą za kulisy Konkursu, co nie miało miejsca od początku siedemdziesięcioletniej historii wydarzenia. Druga, ważniejsza, to zdobycie zaufania uczestników i niezawiedzenie go. Jak na film sportowy przystało, oglądamy bohaterów w momentach załamań, dużego stresu i presji. W sytuacjach, w których są najbardziej bezbronni i wrażliwi. I to właśnie ta autentyczność i emocjonalna otwartość jest największą wartością filmu, pociągającą za sobą publiczność. Jej entuzjastyczne reakcje w trakcie seansu przyniosły zresztą dokumentowi Nagrodę Publiczności na Millenium Docs Against Gravity w 2023 r.

kadr z filmu pianoforte
fot. materiały prasowe / Against Gravity

Ta naturalność i spontaniczność uwodzi też trochę samych twórców. Piątek konstruuje swój dokument jako crowd pleaser. Umieszcza w nim po trochu humoru i wzruszeń, daje odpowiednią dawkę przemyśleń, żeby zachować głębię, ale nie nazbyt kontrowersyjnych, aby nie popsuć nastrojów. Mimo że zwycięzca może być tylko jeden i żadna z osób, której zmagania śledzimy na ekranie nim nie zostaje, widz wychodzi z kina usatysfakcjonowany i w dobrym humorze, rozświetlonym budującą historią, jaką przed chwilą zobaczył. Z tego względu film marnuje szansę na zajrzenie trochę głębiej w środowisko, do jakiego poprzez uczestnictwo w Konkursie młodzi muzycy usiłują się dostać topowych pianistów.

Przeczytaj również:  TOP 5 najbardziej oczekiwanych produkcji azjatyckich na Timeless Film Festival Warsaw 2024 [ZESTAWIENIE]

Muzycy to dość mały zamknięty światek, hermetyczny, bardzo koteryjny i jednocześnie hierarchiczny, pełen zależności i zaszłości. Więcej w nim postaci podobnych do pani profesor prowadzącej Evę niż do matkującej Hao Vivian. Piątek w ogóle nie eksploruje tego tematu, a przecież stanowi on i o stawce, o jaką grają uczestnicy Konkursu Chopinowskiego, i o kształcie samego wydarzenia. Dotyczy on też tego, co dzieje się za kulisami, ale nie wśród młodych ludzi, którzy próbują dopiero odnaleźć się w tym świecie, ale wśród jury. Profesorów podbijających swój prestiż prowadzeniem wunderkindów oraz pianistów uważających Konkurs za dobrą okazję, żeby pobyć wśród „swoich”. W tej sytuacji bohaterowie są w pewnym sensie – choć nieświadomie przez twórców eksploatowani na rzecz dobrego wizerunku kręgów muzycznych, które być może nie do końca na ten dobry wizerunek zasługują. W dokumencie zabrakło też innych, mniej głębokich, ale za to bardziej narzucających się pytań. Chociażby o sens wytwarzania tak wielkiej presji przez Konkurs i jego kształt z coraz bardziej w obecnych czasach archaicznym reprezentowaniem krajów przez uczestników na czele.

ujęcie z pianoforte
fot. materiały prasowe / Against Gravity

„Pianoforte” to film, na którym przede wszystkim można się dobrze bawić. Największą zasługę mają w tym sami bohaterowie oraz sam reżyser, który potrafił nawiązać tak szczere i bliskie relacje z tymi młodymi ludźmi. Nie mogę jednak oprzeć się poczuciu, że wiele szans na głębsze wejście w temat zostało zmarnowanych, a skostniałe środowisko muzyczne uniknęło złej prasy. Gdyby twórcy zdecydowali się na choć trochę większe ryzyko, być może nie stworzyliby filmu tak przyjemnego w odbiorze, ale dużo lepiej zapamiętywalnego.

Korekta: Anna Czerwińska

Ocena

5 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.