FestiwaleFilmyRecenzje

Climax Ghibli. “Chłopiec i czapla” Hayao Miyazakiego [RECENZJA]

Irena Kołtun
Materiały dystrybutora Młode Horyzonty

Najnowsze i z wielu względów najprawdopodobniej tym razem już naprawdę ostatnie dzieło Hayao Miyazakiego zaskakuje pod wieloma względami. Bezprecedensowe jest korzystanie w Chłopcu i czapli z wątków autobiograficznych i autotematyczność filmu, przy jednoczesnym poruszaniu znanych tematów z innych filmów Japończyka i zachowaniu wysokiej jakości animacji. Główne przesłanie pozostaje jednak zagadkowe, a filmoznawcy i wielbiciele twórczości mistrza animacji będą mnożyć interpretacje jeszcze lata po premierze.

Trzynastoletni Mahito traci matkę w bombardowaniu Tokio. Niecały rok po tym wydarzeniu jego ojciec jest już żonaty z młodszą siostrą zmarłej żony, a ta na dodatek spodziewa się dziecka. Niełatwo pogrążonemu w żałobie chłopakowi odnaleźć się w nowych okolicznościach i nowym miejscu  — sytuacja rodzinna i wojenna wymusza bowiem przeprowadzkę na prowincję. Jakby tego było mało, zaczyna naprzykrzać mu się mieszkająca przy okolicznym jeziorze czapla. Wkrótce okazuje się, że ptak potrafi mówić i nie do końca jest tym, czym się wydaje, a Mahito zostaje podstępem wciągnięty do równoległego fantastycznego świata, którego geneza sięga rodzinnej historii sprzed wielu lat.

Wyjątkowa była już sama promocja filmu. W Japonii przed premierą nie został wypuszczony żaden zwiastun. Jedynym materiałem marketingowym był estetyczny, ale jednocześnie bardzo szkicowy plakat; przedstawiał zarys czapli i absolutnie nie było szans, aby domyślić się z niego cokolwiek na temat fabuły czy bohaterów. Rzecz jasna mało kto może sobie na coś takiego pozwolić — trzeba być uznanym na całym świecie gigantem animacji, jakim jest Miyazaki, żeby w ten podsycać naturalne zainteresowanie filmem. Sam brak tradycyjnych metod promocyjnych nie był tylko chwytem marketingowym; przede wszystkim miał zapobiec zbudowaniu oczekiwań i wstępnych wyobrażeń na temat filmu. I już ta wyjątkowa kampania i jej cel były zwiastunem tego, że czeka nas w kinie film, który przełamie przyzwyczajenia związane z produkcjami studia Ghibli.

Chlopiec-i-czapla
Materiały prasowe

Bo prawdziwie Chłopiec i czapla jest pozycją wyjątkową w portfolio Miyazakiego nie tylko ze względu na zamknięcie wybitnej kariery. Żadne poprzednie dzieło nie było tak mocno i bezpośrednio osadzone w życiu prywatnym Japończyka. Film otwiera scena, która jest dosłownie odtworzeniem najwcześniejszych wspomnień reżysera. Urodzony w 1941 r. twórca pierwsze, co zapamiętał to bombardowanie Tokio, z którego razem z rodziną uciekli na prowincję. Chłopca i czaplę otwiera właśnie nalot na stolicę Japonii, odtworzony z jednej strony bardzo zmysłowo, z drugiej przypominający marzenie senne lub powracające wspomnienie. Miyazaki przyznał również w jednym z wywiadów, że tym razem chciał głównego bohatera uczynić bardziej podobnym do siebie, gdy był w tym wieku — do tej pory chłopięcy bohaterowie animacji Ghibli byli raczej radośni i beztroscy. Mahito ma bardziej ponury rys i skomplikowaną naturę. Chłopca zbliża także do reżysera inny szczegół — ojciec bohatera jest dyrektorem fabryki produkującej części do samolotów bojowych, tak samo jak ojciec Miyazakiego. I podobnie jak reżyser, Mahito otrzymuje od matki książkę Genzaburo Yoshino “Jak żyć?”. Choć co prawda do samej powieści nie ma innych bezpośrednich odniesień w filmie, to oryginalny tytuł japoński z niej właśnie został zaczerpnięty.

Przeczytaj również:  Diuna: Część druga - Nic jak krew w piach [RECENZJA]

Rys autobiograficzny to jednak nie wszystko, co wyróżnia Chłopca i czaplę. Łączy się on bowiem w wyjątkowy sposób autoreferencyjnością i autotematycznością dzieła. W filmie Miyazaki wraca do najważniejszych motywów, jakie przewijały się w jego twórczości w ciągu pięćdziesięcioletniej kariery. Mamy mocną refleksję ekologiczną w postaci pelikanów, które w równoległym świecie żywią się duszami zanim zdążą się narodzić w rzeczywistości, ale jednocześnie zostały sprowadzone w tym celu wbrew swojej woli. Czyni je to niejednoznacznymi antagonistami, tak charakterystycznymi dla twórczości Japończyka. Mamy antyfaszystowski przekaz w postaci zmilitaryzowanej i jednocześnie śmiesznej społeczności krwiożerczych papużek falistych zamieszkujących wieżę. Pojawiają się też silne i sprawcze postaci kobiece w osobach Kiriko, Himi i Natsuko. Trudno też zapomnieć o Warawara, duszach nienarodzonych jeszcze ludzi, które z powodzeniem wpisują się do menażerii uroczych maleńkich stworzonek, czyli znaku firmowego Ghibli.

chlopiec-i-czapla
Materiały prasowe

Nie można jednak powiedzieć, że jest to po prostu the best of czy zaspokajanie potrzeb fanów. Wykorzystanie wątków definiujących Miyazakiego jako reżysera i tak ścisłe powiązanie ich z własną biografią przywodzi na myśl bardziej punkt kulminacyjny twórczości, niż po prostu fanserwis. A gdy dodamy do tego jedną z głównych osi filmu, obracającą się wokół kreowania alternatywnych światów i odpowiedzialności za nie, co jednoznacznie odnosi się do roli Miyazakiego jako twórcy, otrzymamy prawdziwy konglomerat znaczeń, których rozwikływanie zajmuje czas na długo po zakończeniu seansu. Nie ma wobec tego wątpliwości, że Chłopiec i czapla jest w twórczości reżysera rodzajem klucza-układanki, dzięki której jego odbiorcy otrzymują dostęp do nowych pogłębionych interpretacji jego wcześniejszych dzieł i jednocześnie — co dla największych wielbicieli jest chyba najbardziej wzruszające — do Miyazakiego jako człowieka w sposób najbardziej intymny, na jaki może pozwolić twórca: poprzez własne dzieło.

Przeczytaj również:  Wojna płci — walentynkowy przegląd screwball comedies

Przy tym wszystkim powiedzieć, że Ghibli zwyczajnie dostarcza animację na charakterystycznym wysokim poziomie byłoby grubym niedomówieniem. Sam sposób animowania to już w zasadzie ewenement w branży. Chłopiec i czapla jest w całości stworzony techniką ręcznego rysunku, bez tworzenia projektów postaci czy teł. Daje to charakterystyczny efekt unikalności i żywości. Każdy ruch wykonywany przez postacie jest dzięki temu jedyny w swoim rodzaju, a dzięki wysokiej szczegółowości teł, niemożliwej przy zastosowaniu szablonów, bogactwo tworzonych światów dociera do widza nie tylko bezpośrednio, ale wręcz podprogowo. Taka tytaniczna praca okupiona jest czasem — Chłopiec i czapla powstawał przez siedem lat; nawet gdy wliczymy w ów czas przestoje pandemiczne, jest to sytuacja, na którą duże bogate studia nie chcą sobie pozwolić. Przez to, że Ghibli przyzwyczaiło nas do tego współcześnie wręcz niemożliwego standardu, zbyt łatwo zapominamy, jak takie podejście do pracy jest obecnie unikalne.

chlopiec-i-czapla
Materiały prasowe

Przy tym wszystkim w Chłopcu i czapli Miyazaki naprawdę pofolgował swojej wyobraźni. Pomysły zrealizowane w ramach tego projektu czasami wydają się wręcz szalone. Wspomniane wyżej papużki faliste-ludojady są dobrym przykładem — idea i jej realizacja dają prawdziwie groteskowy efekt na ekranie; patrząc na urocze kolorowe ptaszki ostrzące tasaki i rzeźnickie noże można rozluźnić napięcie tylko wybuchem śmiechu. A to zaledwie jedna ilustracja tego, w jak nieskrępowany sposób myślał przy tym projekcie Miyazaki. Kreska w wielu miejscach wygląda, jak mariaż Księżniczki Mononoke z Ponyo. Efekt jest fascynujący i eklektyczny, dodając nową warstwę bogactwa do animacji.

Chłopiec i czapla to nie epilog, ostatni rozdział czy podsumowanie. Miyazaki nie rozlicza się ze swoją twórczością; zamiast tego daje odbiorcom łamigłówkę, w rozwiązaniu której znajduje się trop interpretacyjny do całej jego spuścizny; pozwalający zrozumieć reżysera jako człowieka i twórcę. To bardzo szczodry dar — Miyazaki nie tylko odsłonił się bardziej niż kiedykolwiek i podzielił najbardziej osobistymi przemyśleniami na temat swojej twórczości, ale też wykorzystał do tego maksimum umiejętności i wyobraźni. Jako widzowie możemy podążyć za tym darem, w zachwycie i grozie szukając odpowiedzi na zagadki, które zadaje.

Redakcja: Wiktor Małolepszy

Ocena

10 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.