„Niewiarygodne”, a stało się naprawdę [RECENZJA]
Zawsze, kiedy myślę o serialu Niewiarygodne, przypomina mi się inna produkcja z września – Polityka Patryka Vegi – której jednym z wątków głównych, świadomie lub nieświadomie, stał się gwałt. W tym filmie młoda, grana przez Annę Karczmarczyk dziennikarka zostaje dwukrotnie zgwałcona, najpierw przez Bartosza Obuchowicza, a później przez skrajnego, kibolskiego narodowca.
Vega nigdy nie pochyla się nad tym, co spotkało bohaterkę; nie zastanawia się, jak ta sytuacja na nią wpłynęła. Sprowadza to zdarzenie do taniej sensacji, która w obliczu tego, co dzieje się w międzyczasie, ma za zadanie jedynie wywoływać nagły szok i w leniwy sposób potwierdzać postawioną przez Vegę tezę – że wszyscy są siebie równi. “Widzisz, dziewczyno, było się nie wtrącać, to nie zostałabyś naruszona cieleśnie!”. W konsekwencji nie dostajemy obuchem po łbie, tylko chce nam się jeszcze bardziej rzygać, bo widzimy, że nawet molestowanie zostaje przez Krzemienieckiego spieniężone.
Zobacz również: “Nasi chłopcy” – tak uczciwego politycznie serialu chyba jeszcze nie było
Twórcy Niewiarygodne nie traktują gwałtu jako narzędzia. Owszem, stanowi on punkt wyjścia dla CSI: Kryminalne zagadki Kolorado – sensacyjnej historii, w której nieustraszeni detektywi stawiają wszystko na jedną kartę i poświęcają się szukaniu sprawcy – ale nigdy nie machają ręką na napaść seksualną. Nie zapominają, z jakiego powodu ta cała zagadka ma w ogóle miejsce. Ofiary nie są wycofane na dalszy plan, “bo teraz to my, policjanci, przejmujemy tę sprawę, więc posuń się, dziewczynko, bo zasłaniasz reflektor”. Unbelievable to wciągający kryminał, jak i przygnębiająca refleksja nad społeczeństwem. Opowieść o jedynych sprawiedliwych, jak i prztyczek w nos amerykańskiemu systemowi prawnemu. Produkcja, która sama w sobie stanowi porządny fabularny spektakl, ale i wypowiada się za tych, którzy nie mieli odwagę przemówić za samych siebie; chcących jak najszybciej zapomnieć o tym, co się stało.

Historię napisało niestety życie. W 2008 roku młoda dziewczyna o imieniu Marie została związana, zakneblowana, a następnie zgwałcona we własnym domu w Lynnwood w stanie Waszyngton. Sprawca zdarzenia: biały, wysoki, umięśniony mężczyzna. Sfotografował wielokrotnie ofiarę. Przyjechała policja, opiekunowie, ciepły kocyk, “Hejka, czy wszystko w porządku?”, przesłuchanie, odjazd, kontrola higieniczna, krzyżyk na drogę i wsparcie psychiczne. Z pozoru wszystko zostało odhaczone, ale w praktyce nic nie było takie, jak ma być. Marie została najpierw przesłuchana przez pierwszego napotkanego policjanta. Potem przyjechali detektywi prowadzący śledztwo, a ci poprosili ją o ponowne opisanie zdarzenia. Następnie wizyta w szpitalu i lekarka prosząca o kolejny opis wypadku – wszystko to doprowadziło do momentu, w którym Marie – niewiedząca już, co ma powiedzieć i co faktycznie się stało – pod naciskiem władz i wszystkich dookoła niej stwierdziła, że do gwałtu… nigdy nie doszło.
W 2011 roku młoda dziewczyna o imieniu Amber została związana, zakneblowana, a następnie zgwałcona we własnym domu w Golden w stanie Kolorado. Sprawca zdarzenia: biały, wysoki, umięśniony mężczyzna. Sfotografował wielokrotnie ofiarę. Przyjechała policja, opiekunowie, ciepły kocyk, “Hejka, czy wszystko w porządku?”, przesłuchanie… przez tylko jedną osobę – detektyw Karen Duvall. Traktującą Amber jak człowieka, a nie stronę z Wikipedii, która się zawiesiła.
Zobacz również: Zdradliwa przyjemność. Obcowanie z filmowym kiczem
Miniserial powstał na podstawie książki Niewiarygodne. Prawdziwa historia gwałtu (A False Report: A True Story of Rape in America), opartej na artykule An Unbelievable Story of Rape Kena Armstronga i T. Christiana Millera. Akcja każdego z trzech utworów rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych – w 2008, gdy Marie musi się zmierzyć z konsekwencjami swojego wymuszonego wyznania, i w 2011, gdy koloradzcy detektywi ścigają gwałciciela, który okazuje się mieć więcej ofiar na sumieniu. Pierwszy okres przedstawiono z perspektywy osoby, której nikt nie pomógł. Drugi zaś z punktu widzenia ludzi, za którymi ktoś postanowił się jednak wstawić.
Pierwszy odcinek, opowiadający wyłącznie o tym, co spotkało Marie, sam w sobie stanowi świetną miniaturę i trafny opis absurdalnego systemu prawnego w niektórych stanach Ameryki. Suchego, nieczułego, szeleszczącego papierami. Mocno się zaczyna i mocno się kończy, zamykając w sobie całą esencję ludzkiego egoizmu i totalnej niekompetencji – do tego stopnia, że gdyby to była fikcyjna historia, to równie dobrze mogłaby się skończyć zaraz po nim, bo po jego obejrzeniu nie wydaje się, że można powiedzieć coś więcej. Ale ciąg dalszy miał naprawdę miejsce, a mimo to serial nie traci na swojej wartości i mocy w przekazie.

Twórcy idealnie przekuwają materiał źródłowy w fabularną narrację. Choć skaczemy na przemian do 2008 i 2011 roku, związek przyczynowo-skutkowy pozostaje cholernie klarowny, a im dalej w las, tym więcej wyrzuconych puszek. Marie odrzucają wszyscy – jej matka zastępcza twierdzi, że kłamie, przyjaciele wyrzekają się jej, zaś media i ludzie w social mediach nazywają ją kłamczynią. Zaś detektyw Duvall i Rasmussen (fenomenalny duet Merritt Wever-Toni Collette), chcąc złapać gwałciciela, odkrywają całą masę luk w systemie, przejawów ludzkiej znieczulicy oraz dowodów na to, że większość tego typu spraw byłaby już dawno rozwiązana, gdyby władza nie była tak przeżarta od środka. Korupcja, przemoc domowa, zamiatanie śledztw pod dywan, bo za minutę fajrant.
Wielokrotnie padają tu pytania typu: Jak zmienia się psychika ofiary gwałtu? Jak media promują takie sytuacje? Czy w obecnych czasach jest coś takiego jak sprawiedliwość? Bohaterowie próbują na nie odpowiedzieć i zwykle dochodzą ze smutkiem do wniosku, że tak już jest i tyle. Wszystkiego nie naprawisz, więc kiedy trafi Ci się ktoś, komu naprawdę możesz pomóc, to to zrób. Wtedy autentycznie przyczynisz się do zmiany świata na lepsze.
Zobacz również: Oda do Tokarczuk
I jednocześnie nie ma tutaj łopatologii. Bohaterom zdarza się popaść we wzruszające, filmowe przemowy o tym, jaki to świat jest niesprawiedliwy, ale wynika to po prostu z tego, że pękają pod naporem emocji i wylewają z siebie wszystkie swoje myśli, bo mają ku temu okazję. Dużo tutaj zrozumienia dla obu stron, a fałszu w ogóle nie uświadczycie, bo każdy prędzej czy później ujawnia tutaj swoją mroczną i łagodną stronę, nie czyniąc sporu kreskówkowym i nienaturalnym.
Zresztą wszystko jest zaskakująco przyziemne. Owszem, to wciąż Kryminalne zagadki… z detektywami, dla których złapanie sprawcy to coś więcej niż praca, ale serial nigdy nie leci w tanią sensację – pozostając przez cały czas przy skrupulatnie prowadzonym dochodzeniu. Działaniami gwałciciela nikt się tutaj nie fascynuje. Każdy kolejny trop jest podany na chłodno, rozwiązanie sprawy okazuje się być jedynie kroplą w morzu potrzeb, zaś same seksualne napaści… nie zostają całkowicie pokazane, pozostawiając je cały czas w sferze domysłów. Nie dość, że to śmiały ruch ze strony twórców (łatwo jest zwrócić uwagę widza czymś szokującym, a skoro tego szoku tu nie ma, to trzeba zainteresować odbiorcę czym innym), to jeszcze kapitalnie się to wpisuje w historię mieszającej prawdę z fikcją Marie. Myli jej się, czy zadzwoniła po policję związana czy nie, a że nie widzieliśmy, jak było naprawdę, nie wiemy, czy mamy jej wierzyć.

Choć serial jest świetny i stanowi kolejny krok w drodze do uświadomienia ludziom, jak druzgocący jest gwałt, jestem i nie jestem dumny z Netfliksa. Cholernie się cieszę, że finansują i dystrybuują tego typu produkcje, bo dzięki temu mają ogromną szansę trafienia do szerokiego grona ludzi, ale boję się, że więcej ludzi dowie się prędzej o fatalnej Wysokiej dziewczynie (nie mylić z filmem Bałagowa), zaś Niewiarygodne przepadną przez kiepską promocję w odmętach potężnej netfliksowej biblioteki. Sam osobiście nie przepadam za takimi produkcjami, bo przypominają mi, że świat potrafi być tak przygnębiający, że odechciewa się żyć, ale jeżeli mają coś uświadamiać w takim stylu jak Unbelievable (w prosty i dosadny sposób), to piszę się na kolejne seanse.
Więc szerzcie słowo wśród rodziny i znajomych, bo warto i trzeba. Kolejność nieważna. Świadomość innych już tak.
Dziennikarcze, tłumaczka, YouTuber, jełop. Kocha plastelinę animowaną poklatkowo, chce wyjść za Zakochanego bez pamięci, gardzi Vegą bardziej niż sobą, szybciej stoi, niż Ty biegasz, a co najgorsze, JEST Ryanem Goslingiem. Dosłownie.