Advertisement
Seriale

“Nasi chłopcy” – tak uczciwego politycznie serialu chyba jeszcze nie było [RECENZJA]

Marcin Kempisty

Dwunastego czerwca 2014 roku trójka żydowskich autostopowiczów czekających na złapanie okazji, by powrócić do domu – Naftali Frenkel, Gilad Shaer oraz Eyal Yifrah – została uprowadzona z przystanku i ślad po nich zaginął. Wszczęto poszukiwania zakrojone na szeroką skalę, nawet rząd zaangażował się w akcję ratunkową nastolatków (najstarszy z nich miał dziewiętnaście lat), zaś w mediach społecznościowych powstała akcja “#BringBackOurBoys”, będąca dramatyczną odezwą do porywaczy o uwolnienie ofiar. Obok “merytorycznych” działań, konstruktywnie skupiających się na odszukaniu zakładników, pojawiło się dużo pełnych nienawiści ekscesów wobec Palestyńczyków. Rządowy przekaz był od samego początku sprawy bardzo klarowny – to Hamas miał odpowiadać za zniknięcie chłopaków – zaś samo porwanie potraktowane zostało jako jeden z epizodów wielkiej wojny między Izraelem a palestyńskimi rewolucjonistami. W wyniku zainicjowanej przez wojsko akcji “Mivtza Shuvu Ahim” przeszukano ponad tysiąc nieruchomości, aresztowano (często bez procesów sądowych) kilkuset podejrzanych, kilku z nich w trakcie działań służb zostało śmiertelnie postrzelonych, a w międzyczasie obie strony konfliktu bombardowały siebie jeszcze przy pomocy rakiet. Strefa Gazy oskarżyła Izrael o stosowanie odpowiedzialności zbiorowej i wykorzystywanie pretekstu do prowadzenia dalszych działań wojennych, natomiast druga strona odpowiedziała oskarżeniami o wspieranie terroryzmu, z którym trzeba przecież za wszelką cenę walczyć.

Drugiego lipca 2014 roku szesnastoletni Palestyńczyk Mohammed Abu Khdeir zniknął sprzed swojego domu w Jerozolimie. Jego ciało, spalone za życia, zostało znalezione kilka godzin później w lesie nieopodal miejsca uprowadzenia. W oczach wielu, zwłaszcza pobratymców ofiary, atak był odwetem za zniknięcie trzech żydowskich chłopaków sprzed niespełna miesiąca. To tylko zaogniło, i tak już bardzo skomplikowaną, sytuację, doprowadzając do ulicznych protestów i regularnych starć z policją. Mohammed stał się męczennikiem w walce o niepodległość Strefy Gazy.

To właśnie wokół drugiego wydarzenia – zniknięcia nieletniego Palestyńczyka – osnuto akcję dziesięcioodcinkowego serialu Nasi chłopcy, przygotowanego dla stacji HBO. Twórcy Joseph Cedar, Hagai Levi oraz Tawfik Abu Wael postawili przede wszystkim na uczciwe podejście do podejmowanego zagadnienia, co jest niezwykle rzadkie we współczesnej sztuce. Porzucili osobiste sympatie i antypatie, odstawili własne pochodzenie na bok, by precyzyjnie, krok po kroku, wprowadzać niezaznajomionego z Bliskim Wschodem widza w sam środek politycznego, narodowościowego i religijnego kotła. Mozolnie, odcinek po odcinku, odsłaniają kolejne mechanizmy rządzące zwaśnionymi grupami, z których żadna nie jest w stanie zaprzestać wyniszczającego konfliktu. Tym oto sposobem scenarzyści narazili się na ataki, wszak sam premier Benjamin Netanjahu oskarżył serial o antysemickie podejście oraz o niszczenie dobrego imienia Izraela na świecie.


Zobacz również: Zdradliwa przyjemność. Obcowanie z filmowym kiczem

Twórcy z niesamowitym, godnym podziwu pietyzmem odkrywają wszelkie systemowe niesprawiedliwości, przez które muzułmańska część społeczeństwa jest traktowana jako obywatele gorszej kategorii. W szerokim katalogu można odnaleźć między innymi traktowanie każdego Palestyńczyka jako potencjalnego terrorysty, bierność żydowskiej policji, gdy to Palestyńczycy są ofiarami, trudności wyznawców islamu ze znalezieniem odpowiedniego zatrudnienia, aż po samo poczucie, że jest się intruzem w swoim własnym domu. Dosłownie każda minuta dostarcza nowych informacji na temat panującej tam sytuacji. Rzadko spotyka się serial, w którym pojedyncze sceny są aż tak przeładowane detalami na temat świata przedstawionego. Nasi chłopcy to nie tylko frapujący kryminał, lecz głównie polityczna analiza niekończącej się wojny.

Między młotem a kowadłem, zgniatany przez oczekiwania pałających zemstą Palestyńczyków i równie bojowo nastawionych Izraelitów, znajduje się główny bohater, śledczy Szin Betu (służb specjalnych zajmujących się bezpieczeństwem wewnętrznym), Simon (Shlomi Elkabetz). Niby to postać typowa dla wielu kryminałów – odrobinę nihilistycznie nastawiona do rzeczywistości, ciągnąca za sobą demony przeszłości, małomówna i błyskotliwie inteligentna – a jednak nadal frapująca. Simon to bowiem ostatni sprawiedliwy, obrońca wartości przed chaosem wojny i jadem nienawiści. Chce tylko odnaleźć zabójcę chłopaka, ktokolwiek by to nie był. Liczy się dla niego prawda, prosta informacja wskazująca tożsamość oprawcy. Okazuje się jednak, że w zaistniałych okolicznościach uczciwa jednostka musi zostać zmiażdżona i wypluta przez system – najpierw, gdy mocno naciska na poszukiwania przestępców wśród Żydów, a później wtedy, gdy próbuje niuansować udział każdego podejrzanego w popełnionej zbrodni. Simon myśli nieszablonowo, więc musi upaść, bo świat, przynajmniej według znacznej części społeczeństwa, jest czarno-biały i właśnie w taki sposób musi być definiowany.


Zobacz również: Serial w bardzo angielskim stylu 

Rzadko na rynku pojawiają się produkcje mające tak silny ładunek katarktyczny. Nasi chłopcy to zbiorowe uderzenie się w pierś żydowskiego społeczeństwa. Wprawdzie twórcy nie mają złudzeń, kolejne ofiary konfliktu niczego nie nauczą następnych pokoleń, ale i tak warto zabiegać o zapanowanie pokoju i choćby odrobinę prawdy. Na szczęście propozycja HBO nie przyjmuje jednocześnie sztucznie napompowanej, przesadnie autokrytycznej konfesji. Scenarzyści potrafią wytknąć również Palestyńczykom ich przewinienia i zaniedbania. W serialowym świecie nie ma żadnych świętych krów. Kto ma coś na sumieniu, kto kieruje się krzywdzącymi stereotypami na temat drugiego człowieka, tego na pewno spotka kara – przynajmniej ze strony twórców. 

Seanse kolejnych odcinków są niezwykle przygnębiającym doświadczeniem. Tamtejsze ciągłe upały i duszna atmosfera dosłownie oblepiają widza, a postępująca moralna erozja społeczeństwa niezmiennie przeraża, mimo że wieści o kolejnych ofiarach tej wojny wciąż przedostają się do Polski za sprawą mediów. Scenarzyści dają jednak możliwość spojrzenia na tę sprawę od środka, z samego jądra ciemności. Kamera jest tak prowadzona, by dosłownie chłonąć obserwowaną rzeczywistość, by odbiorca mógł poczuć się jak na jerozolimskiej ziemi. 

Warto pamiętać o samym tytule tych przerażających igrzysk śmierci. Nasi chłopcy to wyraźna sugestia, kto jest największą ofiarą konfliktu. To kolejne pokolenia wzrastające na zroszonej krwią glebie, karmione nienawiścią, przyzwyczajane do dehumanizowania osób innej narodowości. Młode jednostki są owładnięte manią zemsty, pałają żądzą krwi i wystarczy im byle pretekst, by fantazja stała się nagle rzeczywistością. Przekaz jest jasny: wzrastanie w tej rzeczywistości przypomina hodowanie nowotworu, który może w każdym momencie zaatakować organizm. 


Zobacz również: “El Camino: Film Breaking Bad” – Przerywane pożegnania

Tak na marginesie – to bardzo smutne, że tego typu seriale nie powstają w Polsce. Brakuje na rodzimym rynku uczciwego uderzenia się w pierś, odważnego przedstawienia patologii systemu politycznego i wszelkich moralnych zwyrodnień, które wśród wielu obywateli zyskują poklask. W dobie produkcji opartych na romantycznych westchnieniach za wojaczką połączoną z bohaterską śmiercią, albo jednostronnych, topornych wycieczek pod adresem wsi, biedoty i prawicy, ze świecą szukać narracji pozbawionych barw partyjnych. Niestety nic nie wskazuje na to, by mogło to się zmienić.

Dlatego Nasi chłopcy są takim ewenementem na rynku serialowym. To absolutnie przełomowy tytuł pod względem sumiennego podejścia do autentycznych wydarzeń, nadal rozpalających serca ludzi zamieszkałych na Bliskim Wschodzie. Bez wątpienia zaprezentowana kryminalna historia nie służy zapewnieniu rozrywki, lecz przede wszystkim rozdrapaniu ran, zbadaniu ich, a dopiero potem usunięciu wszelkich zanieczyszczeń. Encyklopedyczna precyzja w oddaniu szczegółów dramatycznych losów młodych bohaterów jest zaiste godna pochwały. Opowiadanie o konfliktach zbrojnych zawsze jest trudne, a co dopiero powiedzieć o produkcji, przez którą autorzy narażają się obu stronom sporu?


Ocena

10 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.