Advertisement
FestiwaleFilmyNowe HoryzontyNowe Horyzonty 2022Recenzje

„Przez długi czas nie bałem się oślepnąć” – Wizualna podróż do własnego wnętrza | Recenzja | Nowe Horyzonty 2022

Magdalena Wołowska
Kadr z filmu „Przez długi czas nie bałem się oślepnąć”
fot. "Przez długi czas nie bałem się oślepnąć" / mat. prasowe / MFF Nowe Horyzonty

Sztuka to taki filtr, przez który przepuszczana jest rzeczywistość. Manipuluje sensem, nieustannie produkując nowe sieci znaczeń. Odkrywa i demonstruje wszechstronność otaczającego świata. Przekracza granice tego, co znane. Jest jak przejście do innego wymiaru. Yannick Mosimann zbudował właśnie taki pomost do krainy dryfującej pomiędzy lękiem a celebracją. Jej eksplorację udokumentował w formie osobliwego pamiętnika. Na jego okładce widnieje niewyraźny tytuł Przez długi czas nie bałem się oślepnąć (oryg. I have not been afraid of going blind for a long time).

Szwajcarski reżyser, fotograf, twórca wizualny w swojej pierwszej pełnometrażówce mierzy się z postępującą utratą wzroku. Wynikające z tej sytuacji emocje wydają się dość wyraźnie wybrzmiewać już w pierwszej sekwencji abstrakcyjnych przedstawień. Chaotyczne ujęcia, mętne kadry, niepokojący drone ambient, epileptyczne błyski wzbudzają dyskomfort i niepewność. Mosimann zestawia z wizualizacjami dzienne, lakoniczne raporty, którymi dookreśla swoje samopoczucie. Rozedrgany obraz co jakiś czas ustępuje miejsca pięknym pejzażom z lasem przykrytym mgłą w roli głównej, ale wkrótce i nastrojowe widokówki ulegają licznym zniekształceniom. Te eksperymenty z obrazowaniem i widocznością realizują się na różne sposoby, przez rozmaite techniki rejestracji, ukazując rzeczywistość w na przemian zachwycających i przerażających odsłonach.

Długie, statyczne ujęcia pejzaży oddalonych od miejskiego zgiełku sugestywnie wprowadzają w stan medytacji, co podtrzymują tym razem naturalne dźwięki przyrody i transowego ambientu. Jednak reżyser nieustannie wpływa na nastrój odbiorcy. Spokój niespodziewanie ugina się pod ciężarem obawy i grozy, wynikających z postępującej degradacji jednego ze zmysłów. Lęki z tym związane symulują niedoświetlone ujęcia przestrzeni i obiektów, które w wysokim kontraście i ostrym szumie przypominają najgorsze momenty paraliżującego koszmaru. Reżyser niemalże obsesyjnie powraca także do motywu dużego czarnego okręgu. Zmora wyłania się spomiędzy obłoków na niebie, mroczne widmo ograniczonej percepcji nie daje o sobie zapomnieć.

Przeczytaj również:  Porozmawiajmy o "Io" [PODCAST]

Intencjonalnie nieproporcjonalne parametry kamery odzwierciedlają funkcjonujący na nowych zasadach świat Mosimanna. Staram się go zrozumieć razem z autorem. Pamiętnik szwajcarskiego twórcy przedstawia samotną podróż poświęconą refleksji nad nową perspektywą, w której analiza własnej przemiany odgrywa kluczową rolę. Ta wiwisekcja osobistego doświadczenia jest także próbą dookreślenia tożsamości artystycznej, w której reżyser poszukuje adekwatnych dla siebie środków wyrazu. Metodą na redefinicję samego siebie jest transgresja stylu, gatunku i, przede wszystkim, percepcji.

Kadr z filmu „Przez długi czas nie bałem się oślepnąć”
fot. „Przez długi czas nie bałem się oślepnąć” / mat. prasowe / MFF Nowe Horyzonty 2022

Przez długi czas nie bałem się oślepnąć to osobliwa kontemplacja obrazu i celebracja zmysłu wzroku. W nastrojowych i niewytłumaczalnie nostalgicznych sceneriach szwajcarskiej flory dostrzegłam adorację zdolności widzenia. Mosimann stwarza idealnie transowe środowisko, w którym prosta obserwacja nabiera emocjonalnego charakteru. Jest jak ostatnie pożegnanie z widokiem. Jako artysta eksploruje granice swojego medium, by odnaleźć właściwą formę dla przedstawienia swojego stanu. Dzięki temu stawia pierwszy krok ku przekroczeniu rzeczywistości, stale przenikającej się z wewnętrznym wrażeniem niepewności co do postepującej ślepoty.

Interesującym kierunkiem wydaje się być ujęcie dzieła Szwajcara z perspektywy niekonwencjonalnego kina drogi. Reżyser wędruje po obrzeżach Szwajcarii i, jak sam mówi, „szuka straconych okazji”. Tej podróży towarzyszy gęsta aura refleksji i zadumy nad niejednolitym charakterem rzeczywistości. Niejednokrotnie podkreśla to warstwa wysokich kontrastów, nieczytelnych plam i niedoświetlonych przestrzeni. Zestawienie tych obrazów w formie oryginalnego dziennika jest metodą na autoobserwację, której konsekwencją jest przemiana. Z tym że wizualna odyseja Mosimanna zdaje się być nieprzewidywalna także dla samego autora. Twórca testuje każdy możliwy wariant ustawień kamery, zanim zdecyduje się na ostatecznym kształcie. Uwzględnienie tych prób wpływa na holistyczny odbiór filmu jako tworu wykreowanego w porozumieniu z ciekawością i intuicją – moimi ulubionymi twórczymi partnerami.

Przeczytaj również:  Raport z Gdyni #5

Z ogromną pasją poszukuję w kinie motywów nieustannie przekraczających granice języka wizualnego. Tegoroczna edycja festiwalu Nowe Horyzonty, z hasłem przewodnim kino przesilenia, jest kopalnią takich pozycji, z czego Przez długi czas nie bałem się oślepnąć jest wyjątkowym diamentem, bardzo łatwym do przeoczenia.

Eksperyment Mosimanna to zapis ze świata na skraju, intymny raport z wewnętrznych, niedoprecyzowanych uczuć, które w wyniku wzajemnego przenikania generują interesujące jakości formalne i tekstualne. Te z kolei służą autorowi jako narzędzia umożliwiające dokładną zbadanie aktualnego stanu wywołanego chorobą. „Nie boję się, nie boję się, nie boję się” – powtarza swoją mantrę reżyser. Jednak za chwilę znowu z nicości wyłania się przerażający czarny okrąg. Demoniczny portal pulsuje przez wieczność w epileptycznym błysku, jego powidok utrwala się pod powiekami. Dokąd on prowadzi?

Filmawka jest partnerem 22. edycji Festiwalu Nowe Horyzonty

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.