Advertisement
FelietonyKulturaMuzyka

Z miłości do Fleetwood Mac – kilka słów o Christine McVie

Magdalena Wołowska
Kadr z teledysku "Little Lies" (1987)

Niezwykle trudno jest pisać o rzeczach, które się lubi. Szczególnie, gdy rozprawa dotyczy takiego zespołu jakim jest Fleetwood Mac – kapeli o brzmieniu ponadczasowym, którym do dziś wielu artystów nieustannie się inspiruje. I choć grupa rozpoczęła swoją działalność pod koniec lat 60., to jednak okres przypadający między 1975 a 1987 rokiem jest tym najbardziej reprezentatywnym w historii trwania formacji. Pojawienie się Lindsey’a Buckinghama i Stevie Nicks wpłynęło na radykalną zmianę w muzycznym wizerunku zespołu, mającego swojego korzenie w gęstym bluesie i rockowej improwizacji. Symbolicznym tego przypieczętowaniem było ochrzczenie pierwszego albumu, z ikonicznym już duetem, tytułując go nazwą grupy – co miało podkreślić nową tożsamość, wynikającą z obrania innego kursu w brzmieniu. Buckingham, wraz ze swoją wirtuozerską grą na gitarze i drygiem do komponowania chwytliwych, popowych melodii świetnie współgrał z eteryczną energią i charyzmatycznym wokalem Nicks. Romantyczna relacja, która ongiś łączyła parę stała się także jedną z kluczowych inspiracji dla utworów, które wykonywali. Jednak to, co warte jest głośniejszego wyartykułowania to to, że fundamentalne zmiany w architekturze brzmienia zespołu nie są związane wyłącznie z pojawieniem się wspomnianego duetu. Cofnijmy się do 1971 roku, kiedy do Fleetwood Mac dołączyła Christine McVie. Wokalistka, keybordzistka i kompozytorka zmarła 30 listopada 2022 roku w wieku 79 lat.

Zacznijmy od kilku suchych informacji. Christine (wtedy jeszcze) Perfect była współtwórczynią brytyjskiej sceny bluesowej lat 60., zdobywając na niej znaczącą pozycję dzięki występom w zespole Chicken Shack, w którym realizowała się jako pianistka i wokalistka. Perfect, wzbogacając prezentację grupy o specyficzną stylistkę gry na klawiszach oraz urokliwie melancholijny śpiew, ostała się przy produkcji zaledwie dwóch albumów. Bluesowa kapela, przewijając się przez lokalne festiwale, naturalnie natknęła się na Fleetwood Mac, z którym wkrótce wylądowała w jednej wytwórni – Blue Horizon (Christine była ogromną fanką Petera Greena i jego ekspresyjnej gry na gitarze,  okazjonalnie pełniła także rolę muzyka sesyjnego podczas studyjnych nagrań Fleetwood Mac). Chicken Shack kilkukrotnie występowało przed rodzimym, wschodzącym kolosem, co wkrótce zaowocowało małżeństwem Christine z jednym z założycieli formacji, Johnem McVie, oraz porzuceniem dotychczasowych muzycznych wspólników.

Kadr z teledysku “Hold Me” (1982)

Gdy w 1970 roku Peter Green niespodziewanie opuścił Fleetwood Mac (tracąc zmysły po kolosalnej dawce LSD [1]), Mick Fleetwood (perkusja) i John McVie (gitara basowa) podjęli się poszukiwania zastępczego frontmana. Wtedy narodził się pomysł, by do zespołu dołączyła Christine McVie – nie w roli leaderki, lecz świeżego pierwiastka z innego uniwersum. „Are you serious?! I’m just a girl who plays piano![2] – odpowiedziała na propozycję. Konsekwencją tej decyzji było powstanie albumu Future Games (1971), dość nieśmiało deklarującego swoje zainteresowanie komercyjną produkcją. Fleetwood i (John) McVie zupełnie świadomie oddali część swojego projektu w ręce Christine, bowiem zachowanie jej autonomii jako pianistki i kompozytorki wprowadziło zespół na nieznane dotąd wody popowego soft rocka. Jej utwory, na tle bluesowych surowości, wyróżniały się natychmiast. Pozostając wierną swojemu instrumentowi, czyniła z niego kluczowy element każdego autorskiego pomysłu, wokół którego koncentrowała się pozostała część aranżacji.

Zanim Stevie Nicks i Lindsey Buckingham dołączyli do finalnego składu, Fleetwood Mac, na pokładzie z Christine, wydało jeszcze cztery albumy. Żaden z nich nie odniósł komercyjnego sukcesu, choć wypracowane brzmienie coraz bardziej przejawiało takie aspiracje. Jednak nieustanne zmiany w architekturze grupy, uniemożliwiały zachowanie spójnej stylistyki, co zaczynało frustrować dwóch stałych członków zespołu – Micka Fleetwooda i Johna McVie. W 1974 roku grupa przeniosła się do Los Angeles, by tam nagrać longplay Heroes Are Hard To Find, który bez żadnego radiowego hitu wylądował na 34. miejscu w rankingu 200 najlepszych albumów według zestawienia Billboard 200. Co wówczas było największym osiągnieciem w dotychczasowym dorobku formacji [3].

Przeczytaj również:  Najlepsze filmy 2022 roku. Ranking Filmawki

Fleetwood, który zainicjował przeprowadzkę do Stanów Zjednoczonych nie zrobił tego bezcelowo. Mając na uwadze prężny rozwój środowiska muzycznego na terenie Kalifornii (która w latach 70. tonęła w brzmieniach country rocka) liczył na to, że uda mu się uzupełnić kolejne braki w zespole lokalnymi grajkami. Upraszczając tę historię do maksymalnego minimum (bo przypominam, że te cenne kilka minut chciałabym Wam zabrać z powodu Christine McVie): Fleetwood, podczas poszukiwań studia nagraniowego natknął się na producenta Keitha Olsena, który bardzo dobrze znał Stevie Nicks i Lindseya Buckinghama (para wówczas wynajmowała u niego pokój, a Nicks była jego sprzątaczką [4]. Ta historia, choć bogata w interesujące anegdoty, musi zostać odłożona na inną okazję). Olsen zapoznał Fleetwooda z jedynym albumem duetu Buckingham/Nicks (1973) – perkusista natychmiast zatracił się w niestandardowej technice gitarowej Buckinghama. Producent skontaktował muzyków ze sobą, jednak Lindsey był w stanie przystać na propozycję dołączenia do zespołu wyłącznie ze Stevie u swego boku. Liderzy grupy zostali postawieni w newralgicznym punkcie – wszak formacja miała już w swoim składzie jedną wokalistkę. Więc pomyślano tak: skoro Christine dołączyła do Fleetwood Mac pierwsza to ona powinna zadecydować, o obecności Stevie Nicks w kapeli. I tak się stało – autorka Dreams pomyślnie przeszła rozmowę kwalifikacyjną, zyskując tym samym najlepszą przyjaciółkę na kilka kolejnych dekad.

Więź Christine McVie i Stevie Nicks pozostawiła po sobie wspomnienie siostrzanej miłości jako azylu w stosunku do męskiego środowiska przemysłu muzycznego, co artystki zresztą same bardzo mocno podkreślały. W kontrze do rywalizacji stworzyły bazującą na wsparciu komitywę, której prymarną cechą było wzajemne poszanowanie autonomii artystycznej. We Fleetwood Mac jednak nie były dla siebie twórczymi partnerkami. McVie, w porównaniu z eteryczną zmysłowością Nicks, stała po stronie romantyzmu i subtelnych czułości, defniując w ten sposób swoją rolę w grupie. Ten wizerunkowy, jak i literacki kontrast sportretował Fleetwood Mac jako zespół o dwuwektorowej tożsamości – wybrzmiewającej w słodko-gorzkich piosenkach o trudnej miłości oraz wynikającej z niej rozstaniu (w domyśle w relacji Nicks–Buckingham), jak i prostych, szczerych wyznań do ukochanej osoby.

Kadr z teledysku “Seven Wonders” (1987)

Moja fiksacja wokół Fleetwood Mac (w okresie od 1975 do 1987 roku) objawia się w specyficznym entuzjazmie, w  którym, w nieokreślony bliżej sposób, krystalizuje się uczucie towarzyszące mojemu doświadczaniu muzyki. Zachwycająca wirtuozeria chwytliwych melodii, harmonijne rozłożenie i współgranie cech poszczególnych elementów składowych brzmienia, zostały doskonale wyrzeźbione w nieskomplikowanej, lecz kunsztownej formie bajecznego soft rocka. To wrażenie pozostało ze mną do dziś od chwili zasłyszenia ongiś w radiu Seven Wonders ze zjawiskowego Tango in the Night (1987). Wspomnienie Stevie Nicks w jednym ze swoich najbardziej niezwykłych wokalnych wykonań, jest jednym z głównych bodźców, który ukształtował moją dzisiejszą wrażliwość muzyczną. I choć dużą część fascynacji fenomenem Fleetwood Mac czerpię z figury Nicks to istota mojego wcześniejszego wyznania zawiera się w osobowości twórczej Christine McVie. Obecnośc pianistki przykryła naturalistyczne, blusesowe brzmienie o surowej treści intymnym songwritingiem, którego popowo-nostalgiczna natura korespondowała z chwytliwymi kompozycjami. Songbird, jeden ze sztandarowych utworów monumentalnego albumu Rumours (1977), stał się nieśmiertelnym tego świadectwem. Pomysł na pieśń wybudził autorkę w samym środku nocy i zmaterializował się w konkretne brzmienie w ciągu niemalże trzydziestu minut. Ballada została zbudowana na minimalistycznej relacji pomiędzy wokalem a pianinem i bardzo wyraźnie odzwierciedla osobowość artystyczną McVie. Otrzepując się z kurzu, który pozostawiły po sobie break-upowe potyczki Buckinghama i Nicks (tuż przed Songbird Lindsey żali się z trudnego związku ze Stevie w Go Your Own Way), ukojeniem jest usłyszenie krystalicznie brzmiących klawiszy, rozpływających się po pustej przestrzeni audytorium Uniwersytetu w Kalifornii [5]. Czuły songwriting, będący manifestem uczucia miłości do drugiej osoby kontrastuje z lirycznym schematem wspomnianego duetu, będącego równoległym wątkiem w uniwersum zespołu i jego zdecydowaną dominantą. W zestawieniu z tymi elementami McVie jest jak cisza przed burzą (w tym przypadku wręcz dosłownie, bowiem następnym w kolejności utworem na albumie jest The Chain), wprowadzającą emocjonalną równowagę w tornadzie wrzących uczuć.

Przeczytaj również:  Firma roku. Na marginesach polskiego "The Office".

Dynamika pomiędzy Buckinghamem a Nicks, choć często toksyczna, jest także w pewnym sensie bardzo pociągająca – w wyniku ciągłego starcia pomiędzy żalem a złością tlą się drobne iskierki seksualnej energii. Gdy w miejsce Stevie wkracza McVie to efektem staje się zupełnie innego rodzaju relacja. Katując dyskografię Fleetwood Mac na potrzeby niniejszego tekstu, zwróciłam uwagę na to wyjątkowe, artystyczne porozumienie pomiędzy Christine a Lindseyem, przejawiające się w synchronizowaniu indywidualnych atrybutów. Szczególnie wybrzmiewa to dla mnie w takich kawałkach jak World Turning czy Isn’t It Midnight (jednym z moich osobistych faworytów na Tango in the Night) – oba te utwory są w pewnym sensie syntezą tego, co najbardziej prymarne w tożsamości wspomnianego duetu. Pierwszy z nich wypełnia bluesowy riff, zawierający w sobie charakterystyczną dla Buckighama manierę zawiłego fingerpickingu, stwarza odpowiednią atmosferę dla wokalizy McVie, która w tym wydaniu jest bardzo dynamiczna, momentami agresywna.

Kadr z teledysku “Isn’t It Midnight” (1988)

Rzecz ma się bardzo podobnie w przypadku drugiego utworu, choć tutaj o wiele wyraźniej prezentuje się artystyczna symbioza kompozytorskiego trzonu Fleetwood Mac. Tango in the Night skąpane jest w mistycznej aurze tajemnicy oraz ekscytującego napięcia, zauważam ujście tej transcendentnej energii właśnie w utworze Isn’t It Midnight – elektryzującym wyznaniu frustracji, wynikającej z natarczywych myśli o nieuchwytnym kochanku. Jest to jedna z rzadkich okazji, w których mamy okazję usłyszeć McVie w takim wydaniu. Christine tymczasowo porzuca melancholijną, niekiedy eterycznym czarem na rzecz żywiołowego groove’u, nad którego nastrojem czuwa niespokojna gitara Buckinghama. Solówka wybrzmiewająca w ostatniej minucie jest, w moim odczuciu, jednym z najbardziej przejmujących momentów w dyskografii zespołu, a konsekwencją każdego powrotu do niego są dreszcze na plecach i spocone oczy.

Christine pchnęła przepocone, bluesowe aranżacje Fleetwood Mac w stronę zapadających w pamięć chwytliwych melodii i uniwersalnych pragnień, co miało znaczący wpływ na późniejszy międzynarodowy sukces zespołu. Choć za kluczowe w tej materii uznaje się wkroczenie duetu Buckingham–Nicks to w istocie obecność Lindseya Buckinghama przyczyniła się do skoncentrowania zaproponowanej przez McVie zmiany. Gitarzysta, wokalista, kompozytor i producent stał się arcyważną częścią kwintetu – był reżyserem brzmienia, lecz nie przejmował wykluczającej kontroli. Wprowadził do kompozycji wyróżniające pomysły, takie jak charakterystyczne harmonie wokalne (w które dzisiaj z satysfakcją wsłuchuję się u sióstr Haim), czy włączenie rockowych elementów w popową strukturę (co, jak twierdzi Matty Healy, ukształtowało tożsamość The 1975[6]). Christine z kolei, ze swoją czarującą charyzmą i oryginalnym spojrzeniem na ekspresję muzyczną, przygotowała grunt pod kompleksowe brzmienie, będące po dziś dzień jednym z najbardziej szczególnych w historii muzyki. Pozostająca w scenicznym ukryciu zabłysnęła dzięki skomponowaniu serii sztandarowych utworów, ustanawiających Fleetwood Mac zespołem specjalizującym się w prezentacji wszystkich zalet i efektów ubocznych miłości, przy akompaniamencie nieśmiertelnych melodii, które wiem, że zostaną ze mną na zawsze.

[1] Grunge, A Look Back At Christine McVie’s Life And Career, https://www.youtube.com/watch?v=oHINVfbp-bQ [dostęp 10.01.2023]

[2] Tamże.

[3] Notowania Fleetwood Mac na liście Billboard 200, https://www.billboard.com/artist/fleetwood-mac/chart-history/tlp/, [dostęp 10.01.2023]

[4] Grunge, A Look Back At Christine McVie’s Life And Career, https://www.youtube.com/watch?v=oHINVfbp-bQ [dostęp 10.01.2023]

[5] Tamże.

[6] The Face Magazine | The 1975’s Matty Healy in Conversation, Stevie Nicks and Matty Healy in conversation, https://open.spotify.com/episode/4i6Y98SUnIc2wE3a15EDpI?si=4e3cc9ae557e4ce8 [dostęp 10.01.2023]. Inspiracja Fleetwood Mac jest szczególnie wyraźna na ostatnim albumie zespołu Being Funny In A Foreign Language (2022).

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.