MuzykaRecenzje

Cisza po i cisza przed. WaluśKraksaKryzys – „+ piekło + niebo +” [RECENZJA]

Daniel Łojko
okładka płyty „+ piekło + niebo +”

Ponad dwa lata temu na rynku ukazał się ATAK – teoretycznie i praktycznie drugi krążek Walusia, jednak sam artysta uważa go za swój debiut. Była to o tyle ciekawa sytuacja, że premiera miała miejsce w pandemii, a pierwszymi wydarzeniami, które promowały album, były koncerty online. Mimo to WaluśKraksaKryzys zdobył masę nowych fanów, pojawił się na scenach wielu klubów oraz festiwali i zgarnął nominację do Fryderyka. Do listy sukcesów dodajmy również udział w Orkiestrze Męskiego Grania. Kolejny rozdział swojej kariery artysta zaczął pisać już w nieco innym otoczeniu: zmienił się zarówno studyjny, jak i koncertowy skład zespołu, co patrząc na kilkuletnią muzyczną historię Walusia, niczym nowym nie jest. Trzeci album został starannie wykalkulowany, ale czy nie zabrakło w nim najważniejszego – duszy?

Na wstępie nie można nie wspomnieć o najważniejszej zmianie, jaka miała wpływ na powstawanie tego krążka – innych muzykach, którzy pracowali z Walusiem. Artysta niecały rok temu poinformował o zakończeniu współpracy z Bartoszem Jędrzejakiem, Jakubem Tokarzem, Łukaszem Kastelikiem i Ryszardem Czerneckim, którzy brali udział przy tworzeniu ATAKU oraz byli członkami koncertowego zespołu. Na scenie zastępują ich obecnie Igor Nikiforow, Jan Pieniążek, Maciej Sondij oraz Mikołaj Gwozda. Recenzowany krążek WaluśKraksaKryzys nagrał z kolei z Andrzejem Markowskim i Bolesławem Wilczkiem, których od lat możemy kojarzyć ze współpracy z Krzysztofem Zalewskim. Obecność obu panów mocno na płycie słychać, gdyż + piekło + niebo + jest wydawnictwem zdecydowanie mniej „brudnym” i „garażowym” w porównaniu ze swoim poprzednikiem. Zarówno pod względem produkcji, jak i samych instrumentów, płyta sprawia wrażenie bardzo sterylnej, jakby powstałej w laboratorium.

waluśkraksakryzys piekło niebo
kadr z teledysku do utworu „kawałek dla Marcina P.”

Album jest również nieco bardziej stonowany, przez co brzmieniowo delikatnie odbija w stronę szeroko pojętej alternatywy. Nadal dominują rock i gitary, ale w wydaniu spokojniejszym, przytłumionym. WaluśKraksaKryzys zostawia więcej miejsca na duchowe przeżycia i przemiany. Wpisują się w to chociażby kawałek dla Marcina P., podkręcony osobliwym tekstem o „jakimś łysym chu*u”, agresywny i niepokojący Plan B czy masywny i mistyczny + TYDZIEŃ W TYDZIEŃ +. W gruncie rzeczy, + piekło + niebo + oferuje całkiem sporo dla fanów poprzednich wydawnictw Walusia. W tytułowym utworze da się wyczuć echa ATAKU, zaś kawałek o zmianie stanu…! oraz jego kontynuacja mocno pobrzmiewają MiłymMłodymCzłowiekiem. Ciekawym wyskokiem jest COŚ NIECOŚ – napędzany surowym basem, bardziej zarapowany niż zaśpiewany kawałek ze Zdechłym Osą. Jest to całkiem przyjemny eksperyment, który stylistycznie odbiega od reszty płyty. Skoro jesteśmy już przy featach, to na albumie pojawił się także Koza. Raper położył dosyć długą zwrotkę w sile w poczuciu bezradności, jednak ciężko mówić tu o czymś zapadającym w pamięć.

Przeczytaj również:  To nawet nie jest guilty pleasure. Recenzja filmu „Madame Web”

Zgodnie z zapowiedziami artysty oraz samym tytułem, krążek porusza tematykę życia i śmierci, a w tle majaczą religijne dogmaty. WaluśKraksaKryzys stawia sprawę jasno: nie interesuje go to, co pośmiertne, jednak stara się również nieco złagodzić wyobrażenie o śmierci. Życie także bywa ciężkie, co z kolei prowadzi do kolejnego rdzenia wydawnictwa. Ważną osią tekstową płyty jest również zdrowie psychiczne – temat poruszany w muzyce coraz częściej, chociaż nadal jakby ignorowany. Waluś po raz kolejny się przed nami otwiera. Mówi o terapii czy kryzysowych momentach, ale też o tych chwilach, w których odnajdywał zrozumienie wielu życiowych sytuacji. O ile pomysłów muzykowi odmówić nie można, o tyle gorzej wypada już ich wykonanie. Prezentowana tu jakość tekstów na pewno nie jest szczytem możliwości Walusia. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że lirycznie + piekło + niebo + prezentuje się najsłabiej na tle jego dotychczasowej twórczości. Zdarzają się oczywiście momenty lepsze, jak wspomniany już Plan B czy refren tytułowego kawałka, ale trudno znaleźć tu jakieś bardziej wyróżniające się punkty.

waluśkraksakryzys piekło niebo
kadr z teledysku do utworu „COŚ NIECOŚ”

Zniknął również efekt na wokalu, co pozbawiło krążka jednego z najbardziej charakterystycznych elementów twórczości Walusia. Była to zapewne przemyślana decyzja i może znajdą się fani takiego rozwiązania, ale sporo to płycie odejmuje. Obnaża to przy okazji coś, z czym sam muzyk się nie krył – że jest średnim wokalistą. Warto też wspomnieć o przedziwnej energii, jaka płynie z muzyki na albumie. Ewidentnie słychać próby wykrzesania ognia, lecz koniec końców wychodzą z tego jedynie iskierki. Jak gdyby ktoś postanowił się wycofać w trakcie. Nie wiem, czy to kwestia wręcz przesadnego perfekcjonizmu, ale część utworów wybrzmiewa bardzo jałowo, martwo. Nie pomaga im częste przeciąganie niektórych partii, w efekcie czego album potrafi być ciężki do strawienia (a trwa ponad 54 minuty). Ciekawym doświadczeniem było przesłuchanie wersji demo dołączonej do preorderu, ponieważ nieco uzupełnia ona brak energetycznych doznań. Słychać w niej więcej życia, a co za tym idzie, także i niedoskonałości, brak finałowego szlifu, który nadaje utworom surowości, chłodu oraz brudu.

Przeczytaj również:  Diuna: Część druga - Nic jak krew w piach [RECENZJA]

Odnoszę wrażenie, że WaluśKraksaKryzys trochę pospieszył się z wydaniem + piekło + niebo +, a przeskok „między erami” wydarzył się o kilka miesięcy za wcześnie. Laboratoryjnej precyzji brakuje czasem tchnienia życia, jakby uleciało ono przez jedenaście miesięcy dzielących nagranie i wydanie krążka. Chyba warto potraktować to jako pewien rodzaju przystanek. Są tu momenty świetne, dobre, niezłe, ale i słabsze, zadyszka czy za dużo chęci. ATAK narobił sporo szumu, ściągnął na artystę zasłużoną uwagę. Nowy krążek będzie tu raczej małym wyciszeniem po burzy oraz nieco niedoprawionym daniem.  Wiem jednak, że w Walusiu nadal tkwi potencjał, który będzie dojrzewał i z czasem ponownie przerodzi się w burzę. Muzyk udowodnił już zresztą, że nie jest tylko sezonową ciekawostką.

Korekta: Ula Margas

Ocena

6 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.