Advertisement
FestiwaleFilmyMillennium Docs Against Gravity 2023Recenzje

O sobie własnym głosem. Recenzujemy “Jane Campion: Kobieta kina” z Millennium Docs Against Gravity

Irena Kołtun
Materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity

Uważam, że kobiecość jest niezwykle ważnym punktem odniesienia do naszego człowieczeństwa. Myślę, że jesteśmy boginiami, jesteśmy piękne, jesteśmy pełne intuicji i wyczucia, jesteśmy karmiące i pielęgnujące. Tak wiele z tworów kultury czy ze sposobu, w który postrzegamy świat zostało napisane czy wymyślone przez mężczyzn, którzy tak naprawdę nie mają pojęcia, co my mogłybyśmy myśleć – właśnie ta wypowiedź Jane Campion z jubileuszowego 60. Festiwalu w Cannes została wybrana przez Julie Bertuccelli na pierwsze słowa dokumentu Jane Campion. Kobieta kina. Cytat ten jest podwójnie nieprzypadkowy. Ustawia on spojrzenie na dorobek Campion i jej obecność w branży filmowej, jakie Bertuccelli będzie konsekwentnie prowadzić przez cały film. Jego użycie jest deklaracją formalną twórczyni, wyróżniającą Kobietę kina spośród innych biografii –  komentować swoją twórczość przez cały dokument będzie tylko i wyłącznie sama Campion.

Co więcej, wypowiedzi reżyserki nie zostały nakręcone na potrzeby filmu. Bertuccelli zebrała materiały do produkcji w czasie pandemii. Wykonała ona tytaniczną pracę, jako że wybierała spośród stu godzin archiwalnych wywiadów i making ofów. Oddanie całkowicie głosu reżyserce jest hołdem; Bertuccelli nie ukrywa, że Campion była dla niej autorytetem już od pierwszego seansu Anioła przy moim stole (1990). Hołd ten ucieka jednak od laurkowatości, a przy tym wpisuje się w feministyczne przedstawianie historii kobiet ich własnymi słowami. 

Reżyserka dokumentu umiejętnie i z dużym wyczuciem łączy narrację Campion z montażem scen z jej filmów. Tworzy prawdziwie podatne na interpretacje impresje, w których wybrzmiewają i przenikają się ze sobą Campion jako artystka, córka, matka, współpracowniczka, a także jej filmy. Wzbudziło to we mnie bardzo mocne skojarzenia z ekranizacją dzienników Wacława Niżyńskiego (Niżyński, 2001). Czułam się niemalże rozczarowana, gdy Bertuccelli robiła przebitki na obraz mówiącej Campion i przypominała, że jednak oglądam dokument biograficzny, a nie realizację intymnego pamiętnika. Są to niewątpliwie momenty, w których film jest najlepszy i choć sprawiają wrażenie ulotnych, to będą przepływać pod powiekami długo po zakończeniu seansu.

Materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity

Przyjęcie takiej perspektywy niesie też za sobą ograniczenia. Nie dowiemy się z dokumentu, jak na niektóre ze swoich artystycznych decyzji patrzy obecnie Campion. Przyjmujemy choćby jej ówczesną wersję, że decyzja o dwuletniej przerwie w działalności po zmiażdżonym przez krytyków Tatuażu (2003) została podjęta ze względu na opiekę nad córką. (Po tym filmie kariera odtwórczyni głównej roli, Meg Ryan, uległa załamaniu i aktorka nigdy nie odzyskała swojej pozycji – o tym też nie ma ani słowa w filmie). Nie zostaje również zaadresowana, ani nawet wspomniana, krytyka filmów Campion w kontekstach feministycznych (a taka spotkała np. Fortepian z 1993). Jest to chyba najbardziej uwierający mnie brak; z filmu można odnieść mylne wrażenie, że reżyserka konfrontowała się z “niegrzecznymi pracownikami technicznymi” i nieprzychylnymi recenzjami męskiej części świata filmowej krytyki, a przecież nie jest to prawda. Gdyby dać Campion możliwość bezpośredniej odpowiedzi na niektóre wątpliwości, dotyczące jej wizji, moglibyśmy dostać szerszy kontekst do tej twórczości.

Przeczytaj również:  Kino nawiedza opactwo – relacja ze Slot Art Festival 2026

Mimo, że widać białe plamy w kreślonym przez Bertuccelli obrazie, poznajemy samą Campion od bardzo prywatnej strony. Chociaż wszystkie materiały użyte w filmie są publiczne, skupienie na samej reżyserce każe przyglądać się jej wnikliwiej – analizować mimikę, podpatrywać gestykulację, wsłuchiwać się uważniej w pauzy. Oprócz tego, co Campion mówi, dochodzi aspekt tego, w jaki sposób mówi, przez co kończy się seans z poczuciem, że nie tyle zdobyło się nową wiedzę na temat reżyserki, ile poznało się ją tak, jak poznaje się człowieka, z którym fizycznie się przebywa. Zestawianie słów Campion z jej femicentrycznymi filmami i akcentowanie w dokumencie kobiecej perspektywy prowadzi do porównywania samej reżyserki z jej bohaterkami. Pierwsze wrażenie mocno akcentuje różnice – Campion portretuje kobiety w kryzysie,  w sytuacjach bezbronności, zbliżające się do swoich granic i przekraczające je. Sama jest przedstawiona w sytuacjach publicznych – pokazuje więc swoją bardzo zorganizowaną, stanowczą, pewną siebie stronę. Z jej opowieści wynika, że taka jest w swoim profesjonalnym życiu.

Materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity

W mocno autoironicznym poczuciu humoru Campion i jej wybuchach śmiechu, akcentujących konkretne wypowiedzi, można dostrzec ukrytą głębiej stronę reżyserki. Szczególnie widać ją w opowieściach o pracy z aktorami i materiałach z planu filmowego. Utkwiła mi w pamięci szczególnie scena, w której Campion daje wskazówki Nicole Kidman w trakcie kręcenia szczególnie emocjonalnej sceny w Portrecie damy (1996). Reżyserka jest łagodna i konkretna jednocześnie, przeprowadza aktorkę przez swoją wizję w sposób empatyczny, ale nie terapeutyczny czy protekcjonalny. Jest to cenny element tego dokumentu.

Ostatnie sceny Kobiety kina są jednocześnie scenami z Anioła przy moim stole (wspomnianego już pierwszego objawienia się Campion przed Julie Bertuccelli). Twórczyni dokumentu zestawia wypowiedź reżyserki na temat swoich twórczych inspiracji ze sceną, w której pojawia się Janet Frame. Nowozelandzka poetka i pisarka jest ukazana w momencie, gdy po trudach dłuższego ślęczenia nad maszyną doznaje artystycznego olśnienia. Jest w tej scenie delikatność, intymność, osobność. Bertuccelli po raz kolejny oddaje bardzo wyrazisty hołd Campion – porównuje ją do wybitnej autorki, jaką jest Frame, wykorzystując do tego własną twórczość reżyserki. W tej scenie zamknięty jest cały sens dokumentu.

 

korekta: Jakub Nowociński
+ pozostałe teksty

Fanka kina zarówno arthousowego, jak i śmieciowego, wielbicielka Campion, Żuławskiego, Vardy, Eggersa, blogerka facebookowa (@blurbyzceluloidu), opiekunka dwóch laboratoryjnych świnek morskich.

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.