Advertisement
FestiwaleFilmyNowe Horyzonty 2024Recenzje

„Skarby” – Wzory ułożone z rzeczy i pamięci | Recenzje | Nowe Horyzonty 2024

Irena Kołtun
Fotos z filmu "Skarby"
„Skarby” / fot. materiały prasowe Gutek Film

Wydawałoby się, że ośmioletnia Maria wiedzie życie wypełnione wieczną zabawą. Kreatywna i kochająca mama przenosi siebie i swoją córeczkę w świat baśni i magii, gdzie nikt nie może ich skrzywdzić. Mama i córka gromadzą skarby, tworząc niepowtarzalny Katalog Miłości. Szara rzeczywistość wygląda jednak inaczej: matka Marii ma problem z patologicznym zbieractwem i zaniedbuje podstawowe potrzeby córki. Gdy dochodzi do wypadku, dziewczynka trafia pod pieczę zastępczą Michelle i rozpoczyna tam nowe życie. Dziesięć lat później, gdy osiemnastoletnia Maria stoi u progu dorosłości, gwałtowne wydarzenia mącące jej unormowane życie i pojawienie się w nim dużo starszego Michaela sprawią, że Katalog Miłości zacznie domagać się na powrót swojego miejsca w jej życiu.

Czy możemy już mówić o kobiecej nowej fali w brytyjskim kinie? Luna Carmoon swoim debiutem dołącza do Molly Manning Walker (How to have sex) Charlotte Wells (Aftersun), i Charlotte Regan (Georgie ma się dobrze) w eksplorowaniu relacji, jakie tworzą dzieci i nastolatki. Szczególnie blisko jest jej do tych dwóch ostatnich – Carmoon skupia się bowiem na więziach rodzicielskich. Skarby są wyrazem przeżywania żałoby, ale nie tylko; jest to też próba znalezienia drogi do wybaczenia i zrozumienia niewydolnego rodzica. Carmoon miesza rzeczywistości: bajkową, wykreowaną przez niestabilną matkę oraz życia codziennego niższych warstw społecznych Londynu, teraźniejszości i przeszłości powracającej pod postacią wspomnień, które domagają się odegrania w rzeczywistości. Reżyserka wykorzystuje do tego elementy horroru, fantasy i realizmu magicznego, co chwilę zaskakując widza i sprawiając, że trudno przewidzieć, jak historia potoczy się dalej.

Fotos z filmu "Skarby"
„Skarby” / fot. materiały prasowe Gutek Film

Skarby są filmem nie tylko o żałobie i wybaczaniu, ale i o toksycznych wzorcach wyniesionych z dzieciństwa. Widać to w przedstawieniu relacji Marii i Michaela, poprzedniego wychowanka Michelle. Od pierwszego spotkania między tą dwójką wytwarza się napięcie i wzajemne przyciąganie. Nie łączy ich zdawałoby się nic, jednak obydwoje wyczuwają w sobie traumatyczne dzieciństwo. Ich wzajemne stosunki budowane są na powtarzaniu schematów, jakie wypracowali w kontaktach z rodzicami – Maria angażuje Michaela do swoich zabaw, Michael stara się zasłużyć na miłość Marii. Szczególną wartością jest przedstawienie dwóch stron tego samego medalu. Przyjmując punkt widzenia Marii znamy uzasadnienie jej zachowań, patrząc na Michaela z zewnątrz, widzimy, jak autodestrukcyjne i krzywdzące dla najbliższych jest powielanie toksycznych wzorców.

Przeczytaj również:  „Strange Adventures” – Dwie strony medalu [RECENZJA]

Skarby rozgrywane są na wysokim poziomie emocjonalności, miejscami są wręcz filmem histerycznym. Carmoon udaje się uzyskać taki efekt dzięki precyzyjnej kompozycji kadrów, niekomfortowym zbliżeniom oraz ustawianiu kamery pod nietypowym kątem. Twórcy precyzyjnie operują też dźwiękiem, nakładając na siebie ścieżki, co daje efekt specyficznego pogłosu oraz pogłębia wrażenie niesamowitości i intensywności obrazu. Jednak tak żywiołowego filmu nie udałoby się uzyskać bez aktorów. Szczególnie wyróżnia się odtwórczyni dorosłej Marii, Saura Lightfoot Leon, która niezwykle wiarygodnie oddaje zmienne nastroje swojej bohaterki – od euforii po wręcz katatoniczne stany. Na wyróżnienie zasługuje też Joseph Quinn. Postać Michaela bardzo łatwo można by negatywnie sklasyfikować, jednak aktorowi swoją grą, przywodzącą na myśl nieporadną i bezbronną wersję Stanleya Kowalskiego, udaje się może nie tyle wybronić swojego bohatera, co nadać mu głębi i zniuansowania.

To między innymi składa sie na największa zaletę Skarbów: film nie ocenia swoich bohaterów, choć nie stroni ukazania konsekwencji ich działań i decyzji, nawet w brutalny sposób. Carmoon przygląda się postaciom z dużą dozą empatii. Wprowadza widzów do głowy osoby ze zwichrowanym dzieciństwem i pozwala nam poczuć współczucie i zrozumienie. Niektórym z nas być może pozwoli na wybaczenie – innym, a przede wszystkim sobie. Czy właśnie nie na tym polega magia?


korekta: Anna Czerwińska

+ pozostałe teksty

Fanka kina zarówno arthousowego, jak i śmieciowego, wielbicielka Campion, Żuławskiego, Vardy, Eggersa, blogerka facebookowa (@blurbyzceluloidu), opiekunka dwóch laboratoryjnych świnek morskich.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.