“Skate Kitchen” – Recenzja

Nowy Jork – miasto, w którym Greta Gerwig rozprawiała się ze swoją przeszłością i przyszłością, Martin Scorsese analizował swoich szukających odkupienia antybohaterów i szalejących gangsterów, a amerykański Godzilla już dwadzieścia lat temu siał śmierć i spustoszenie. Crystal Moselle w swoim ciepło przyjętym na tegorocznym Sundance Skate Kitchen wychodzi temu obrazowi naprzeciw i przerabia go na własną modłę, tworząc portret Wielkiego Jabłka, w którym żyje się z dnia na dzień, a pierwsze skrzypce grają deskorolkowe gangi (ich siłę mierzy się w liczbie obserwujących na Instagramie) posiadające surowe, lecz sprawiedliwe zasady i  terroryzujące w bezkrwawy sposób opustoszałe ulice Manhattanu i okolic.

Centralne miejsce w tej subkulturowej laurce zajmuje pochodząca z przedmieść Camille (fascynująca naturalnym urokiem Rachelle Vinberg). Dołączenie do tytułowej grupy jawi się dla niej jako długo wyczekiwana okazja do rozwinięcia spętanych w domu skrzydeł i zaspokojenia zaniedbanej potrzeby akceptacji. Trudna sytuacja rodzinna z przeszłości dopiero teraz odbija się na życiu dziewczyny i mocno komplikuje kontakt z matką, z którą nie było dane jej mieszkać przez kilka lat dzieciństwa. Problemy w rozmowach dotyczących typowo dziewczęcych spraw związanych z wchodzeniem w dorosłość pogłębiają dystans dzielący obie kobiety. Dodatkową przeszkodą we wzajemnej komunikacji jest niezrozumienie i niechęć, jakim rodzicielka Camille darzy jej zamiłowanie do jazdy na deskorolce. Czarę goryczy przelewa drastycznie wyglądający wypadek na skateparku, po którym dziewczyna dostaje oficjalny zakaz uprawiania ulubionego sportu i zostaje zmuszona do poszukiwań nowego miejsca do ćwiczeń w daleko położonym centrum miasta.

Zobacz również: “Trzy Twarze” – Recenzja
Kadr z filmu “Skate Kitchen”

Spotkana tam ekipa dzielących tę samą pasję dziewczyn pociąga za sobą protagonistkę w sam środek bijącego serca miasta, jakim są oblegane przez młodzież rampy i banki. Czująca po raz pierwszy w życiu wolność Camille stara się korzystać ze wszystkich możliwości, które oferuje jej nowe życie. Ale nawet tak wyidealizowane społeczeństwo ma swoje zasady, których trzeba przestrzegać. Potrzeba oryginalności i niezależności znajduje swoje ujście w niechęci do innych skejterskich grup, a towarzyska etykieta biorąca pod uwagę przeszłe relacje każdej z bohaterek jest trudniejsza do pojęcia, niż by to się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Znajomość Camille z poznanym w pracy Devonem (enigmatyczny i elektryzujący Jaden Smith) zakrawa momentami o bycie współczesną wersją Romea i Julii, wyznaczając cienką, łatwą do przekroczenia granicę pomiędzy podążaniem za głosem własnego serca i lojalnością wobec przyjaciół.

Zobacz również: “303. Bitwa o Anglię” – Hacksaw Ridge na miarę naszych możliwości – Recenzja

Gang nastoletnich dziewczyn fascynuje mnogością charakterów i różnych stylów bycia, które odnajdują jednak wspólny język w codziennej jeździe i wszystkim, co się z tym wiąże. Tak jakby sam fakt, że wszystkie członkinie są tej samej płci i mają wspólne hobby wystarczył, by różnice wyblakły. Utopijne podejście, ale przedstawione w taki szczery i urokliwy sposób, że nie sposób nie kupić takiej wizji. Odmienny kolor skóry, sytuacja materialna czy orientacja seksualna przestają się liczyć, gdy wszystkim przyświeca jeden cel, jakim jest wspólna zabawa i poradzenie sobie z wyboistą drogą prowadzącą do dorosłości.

Kadr z filmu “Skate Kitchen”

Skate Kitchen z dokumentalną wręcz precyzją portretuje przemieszczające się na deskach grupy zapaleńców. Ludzi, dla których każde schody, każda poręcz to nowe wyzwanie zasługujące na niesamowity entuzjazm, skręcona kostka jest wyrokiem śmierci, a każdy dzień niekończącego się lata staje się nową okazją do spędzenia czasu z przyjaciółmi, zrobienie epickiego zdjęcia czy nagranie podbijającego media społecznościowe filmiku. Jest coś niezwykłego w sposobie, w jaki Crystal Moselle patrzy na Nowy Jork i z jaką wyrozumiałością pozwala swoim bohaterom korzystać z wszelkich dobrodziejstw miejskiej infrastruktury, umieszczając akcję w jak najbardziej niekonwencjonalnych sytuacjach i kontrastując dzikość i wolność skejterów ze sztywnymi konwenansami nakreślonego od linijki świata. Punktuje również płynna i dynamiczna w swoich ruchach kamera krąży wśród jeżdżących bądź też podąża nisko za nimi, tak jakby ona sama także była uczestnikiem tych wydarzeń.

Zobacz również: Nowe Horyzonty 2018 – Retrospektywa Nicolasa Roega

Oczywiście trudno byłoby odeprzeć ewentualne zarzuty o powielanie pewnych schematów charakterystycznych dla kina inicjacyjnego czy szeroko pojęty brak oryginalności. Siła Skate Kitchen tkwi jednak nie tyle w nowatorskiej tematyce, co w świeżym spojrzeniu na skostniałe wzorce i motywy. Z niezwykłą wyrozumiałością obserwuje deskorolkową subkulturę, nostalgicznie zatrzymuje czas w momencie pełnego rozkwitu młodości, a płeć piękną portretuje w tak czuły i daleki od agresywnego feminizmu sposób, że nawet przemycona podczas jednej z rozmów myśl twierdząca, że Bóg jest kobietą nie razi, a jedynie dodaje kolorytu tej mimo wszystko uzasadnionej naiwności, z jaką bohaterki patrzą na otaczający ich świat. Widzom nie pozostaje więc nic innego jak również z całej siły chwytać dzień. I takie filmy też – przy okazji.


4.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.