Advertisement
Recenzje

“6 balonów” – Recenzja

Michał Piechowski


6 Balloons


Po tegorocznych rozczarowaniach pod postacią Bez słowa Paradoks Cloverfield, filmy z wyłączną dystrybucją Netfliksa coraz częściej uważane są za niewarte uwagi. Na szczęście trafiają się też produkcje przeczące prawdziwości tego krzywdzącego stereotypu. Takie właśnie jest 6 balonów, które po dobrych recenzjach na marcowym festiwalu SXSW wylądowało w netfliksowej bibliotece i pokazuje, że brak kinowej dystrybucji nie musi oznaczać braku filmowej jakości.

Historia, z którą mamy tutaj do czynienia jest całkiem prosta. Oto Seth (świetny Dave Franco), uzależniony od heroiny młody mężczyzna jeździ po Los Angeles razem ze swoją siostrą oraz dwuletnią córką i szuka ośrodka, do którego mógłby udać się na odwyk. W tle zaś widz śledzi przygotowania do urodzinowej imprezy-niespodzianki skupiającej wokół siebie rodzinę i przyjaciół głównych bohaterów. Brakuje tutaj pogłębienia wątków drugoplanowych, ale służy to poświęceniu maksymalnej uwagi skomplikowanym układom pomiędzy postaciami oraz pokonywanej przez nich drodze. Podczas ich podróży dzieje się dużo, ale całość jest bardzo stonowana i momentami jedynie wytaczająca cięższe działa, które przypominają o tragizmie sytuacji narkomana i jego rodziny.

Marja-Lewis Ryan, reżyserka i scenarzystka, jako przewodni temat swojego dzieła wybiera narkotyki i koncentruje się na ich destruktywnym wpływie na relacje uzależnionego z innymi ludźmi. Pozornie skupiając się na biorącym heroinę Secie i to jego zachowaniu podporządkowując przebieg akcji, tak naprawdę patrzy przede wszystkim na towarzyszącą mu siostrę i jej rozdarcie pomiędzy chęcią pomocy i bezwarunkową miłością do zawodzącego ją raz po raz brata i resztą rodziny, która aż tak nie angażuje się w tę sprawę. Działania podjęte w celu uwolnienia od wyniszczającego obowiązku są tutaj może nawet ważniejsze niż analogiczne próby wyjścia z nałogu, a jej pozornie agresywna maska i świadomość zmarnowanego życia z powodu zachowania  to najlepszy dowód na to, że heroina zniszczyła w tej familii więcej niż jedną osobę.

Przeczytaj również:  "Wychowane przez wilki", albo niech Ridley Scott przestanie kręcić produkcje science fiction [RECENZJA]

Bynajmniej nie jest jednak tak, że postać Franco została całkowicie pominięta. Niczym swój egipski imiennik, Seth wprowadza chaos do uporządkowanego świata. Dodanie do historii jego niewinnej, nieświadomej prawdziwego stanu rzeczy, dwuletniej córki pozwala na bardziej wyraziste podsumowanie ojca wobec otaczającego go świata i dobitnie pokazuje, jak bardzo zawiódł on swoich bliskich. Poszczególne sceny ukazują dualizm bohatera, który w jednej scenie bawi się ze swoim dzieckiem, tryska optymizmem i chęcią życia, a chwilę później wije się w konwulsjach głodu narkotykowego i błaga o tę jedną, ostatnią dawkę, po której już na pewno będzie czysty do końca życia. Kreacja Franco wzbudza sprzeczne emocje i nie ułatwia jednoznacznej oceny. Jednocześnie budzi u widza żal i odrazę. Brakuje jednak w tym wszystkim bezstronności podczas obserwacji bohaterów. Na płaszczyźnie emocjonalnej Franco stara się o naszą litość głównie dzięki swojej grze aktorskiej i postaci córki niż w wyniku faktycznego zarysowania bohatera i jakości scenariusza.

Intrygujący jest sposób, w jaki 6 balonów korzysta z kontrastu w kreowaniu akcji i konfliktów pomiędzy bohaterami. Walka zniewolonego przez narkotyki mężczyzny dzieje się podczas Dnia Niepodległości, niewinna córka towarzyszy mającemu swoje za uszami ojcem, a bierna postawa rodziny spotyka się z aktywnym działaniem siostry. Te połączenia to swoiste maksima interferencyjne składających się na nie elementów, pozwalające na wyciśnięcie esencji każdego z wątków bez niepotrzebnego nadmiaru pustych, nic niewnoszących scen. Jeżeli chodzi o stylistykę, równie pozytywnie wypada łączenie jasnych, spokojnych fragmentów z cięższymi, chaotycznymi sekwencjami wprowadzającymi nas w świat Setha. Antagonistyczne kombinacje jawią się jako jedna z największych zalet. W subtelny sposób spinają cały film, dodają tej historii jakiejkolwiek wyrazistości i wynoszą ją ponad zwyczajne rozważania na temat szkodliwości narkotyków i ważności rodziny.

Przeczytaj również:  "Dolina Bogów": Lecha Majewskiego pojedynek z formą [RECENZJA]

Daleki jestem od twierdzenia, że 6 balonów to kino w jakimkolwiek stopniu bardzo dobre czy przełomowe. Trudno oczekiwać tutaj jakiegoś zaskoczenia, ale całość jest zrobiona z taką dozą sensu i gracji, że nie można odmówić jej pewnego uroku. Napędzany przez Franco i zabiegi formalne seans daje satysfakcję i nadzieję na więcej takich małych wielkich netfliksowych premier.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.