„Niezwyciężony”: sezon 4 – król w spranych szatach [RECENZJA]
Fani superbohaterów mają w ostatnich tygodniach istną ucztę. Od dna w drugim sezonie odbił się Daredevil: Odrodzenie. Finałowy sezon The Boys również wydaje się być póki co powrotem na właściwsze tory. Trzeci z emitowanych w tym czasie seriali niestety udaje się już na roczną przerwę. Mark Grayson po raz kolejny stanął w szranki z najniebezpieczniejszymi istotami nie tylko na Ziemi, ale i w kosmosie. Czy udowodnił, że zasługuje na miano…

Świat powoli odbudowuje się po ataku armii Niezwyciężonych pod wodzą Angstroma Levy’ego oraz walce Marka z Podbojem. Rozbici superbohaterowie próbują zapanować nad panoszącymi się tu i ówdzie złoczyńcami, bezprawiem czy chaosem. Tymczasem gdzieś w kosmosie Allen, Nolan i Koalicja Planet przygotowują się do nieuchronnej wojny z Viltrumitami dowodzonymi przez Wielkiego Regenta Thragga. Niezwyciężony wciąż podąża fabularnymi ścieżkami wytyczonymi na przestrzeni poprzednich sezonów, jednocześnie wprowadzając kilka nowych. Oprócz majaczącego konfliktu z viltrumskim imperium, na ekran powracają Tytan, Maszynogłowy, pan Liu czy kosmiczne kałamarzyce. Flaxanie ponownie atakują Ziemię – tym razem ze swoim remiksem Tom Tom z repertuaru Holy Fuck (tego utworu, przy którym Omni-Man dokonał znacznej destrukcji ich świata w pierwszym sezonie). Cecil znów musi zreorganizować szeregi Strażników Globu, a Eve staje przed jednym z największych wyzwań w swoim życiu. Nie zmieniła się jedna rzecz: Niezwyciężony wciąż jest najlepszym emitowanym obecnie serialem superbohaterskim. Tym razem jego wady są jednak uwypuklone.
Czwarty sezon znacząco powiększa skalę problemów, z którymi przyjdzie mierzyć się Markowi, spychając wątki obyczajowe – póki co – na dalszy plan. Twórcy pociągnęli historię relacji na liniach Debbie-Nolan czy Nolan-synowie: w niektórych z nich wystarczyła ledwie scena, aby jeszcze bardziej je pogłębić. Zostały one jednak naturalnie ograniczone na rzecz wojny z Viltrumem. Fantastyczny epilog splata te wątki i z nawiązką oddaje to, czego w poprzednich siedmiu odcinkach brakowało. Wśród twórców nie ma co prawda bijącego już tylko swoje rekordy tyczkarza Mondo Duplantisa, ale porównanie do sportowca chyba najlepiej oddaje to, jak serial stale podnosi poziom. Jeśli myśleliście, że do tej pory było dobrze, no to cóż: w czwartym sezonie jest jeszcze lepiej, a zapowiedź tego, co może nastąpić skutecznie ostrzy apetyt. Tematyczną oś historii stanowią z kolei odkupienie, przebaczenie oraz – ponownie – przekraczanie moralnych granic jako superbohater. O ile w poprzednim sezonie Mark jeszcze wahał się przy podejmowaniu decyzji dotyczących życia lub śmierci, o tyle w tym jest już bohaterem o wiele bardziej zdecydowanym, konkretnym. Takim, który, kończąc jedno życie, ratuje miliardy innych. Ciężar decyzji, dojrzewania i przemian Graysona momentami ulatuje jednak wobec zaskakująco wysokiego tempa opowiadania historii. Niezwyciężony może nie pędzi w czwartym sezonie, ale czasami czuć, że chce wreszcie przenieść akcję do kosmosu i zająć się Viltrumem. Trzeba przyznać, iż taki krok jest w kilku momentach uzasadniony.

Na przestrzeni odcinków dostajemy kilka retrospekcji, które poszerzają tło historii Viltrumitów: poznajemy cesarza Argalla, zaglądamy za kulisy wielkiej czystki oraz wirusa plagi. Są to jedne z ciekawszych elementów kosmicznej układanki, które serwują nam twórcy – nie wspominając o aspektach wizualnych. Niektóre z kadrów potrafią zachwycić oko, ale wyciągają na wierzch inny problem. Recenzując rok temu poprzedni sezon (link tutaj), wspominałem, że gorsza animacja jest ceną, którą mogę zapłacić za coroczną premierę, jeśli historia trzyma poziom. W tym miejscu chciałbym zrewidować tę opinię. Widać, że Niezwyciężony zachowuje budżet na większe, bardziej imponujące sceny walki. Widać również, że tego budżetu nie ma w wielu innych momentach. Serialowi brak wyraźniejszego stylu artystycznego, jego reżyserii i kierunku. Koślawe pliki PNG przeciągane po pulpicie występują w jeszcze większym stężeniu, co sprawia, że animacja jest czasami najzwyczajniej w świecie brzydka. Byłbym w stanie zaczekać kilka miesięcy dłużej na premierę nowych odcinków, aby graficy i animatorzy mogli dostać więcej czasu na dopracowanie technicznej strony produkcji. Przeglądając media społecznościowe wiem jednak, że raczej jestem w mniejszości. I okej.
Od pierwszego sezonu są pewne elementy, które stale utrzymują poziom. Nie powinno więc dziwić, że i tym razem Niezwyciężony jest niezwykle brutalny: bohaterowie satysfakcjonująco piorą się po facjatach, krew tryska hektolitrami, a kości pękają, strzelają i łamią się na wszystkie strony. Jest zresztą ta jedna scena z końcówki 5 odcinka, którą na ten moment możemy chyba ochrzcić jako najbrutalniejszą/najbardziej obrzydliwą w całym serialu. Nie jest to bynajmniej nieuzasadnione gore, mające jedynie wywołać szok. Z tym osobiście mam mały problem w przypadku The Boys – postaram się opowiedzieć nieco więcej w tekście dotyczącym finałowego sezonu przygód Hughiego, Rzeźnika i spółki, więc stay tuned! W Niezwyciężonym niezmiennie czuć ciężar oraz siłę uderzeń. Ciosy się mięsiste, plastyczne i świetnie udźwiękowione. Warstwa audio to od początku jedna z najmocniejszych stron serialu. Steven Yeun już w poprzednim sezonie wypruwał sobie flaki (pun intended), grając kilku Niezwyciężonych, ale tym razem przekroczył chyba kolejne granice voice actingu – zwłaszcza we wspomnianym już piątym odcinku. Nie wiem, w jaki sposób można wykrzesać z siebie takie dźwięki.

Inne highlighty: Sandra Oh krótkim, pełnym kruchości, wściekłości i rozczarowania monologiem Debbie po prostu rozwala serce. Nowym głosem w obsadzie jest Lee Pace – przemawiający jego wokalem Thragg wyłamuje się ze stoickich, głębokich, pseudoarystokratycznych złoczyńców i faktycznie prezentuje więcej niż jedną emocję. Obsada głosowa to temat na całkiem inną historię – nie tylko w kontekście serialu, ale voice actingu w ogóle. Twórcy z jakiegoś powodu lubują się w zatrudnianiu znanych nazwisk, które potem i tak nie wracają ze względu na inne zobowiązania. Gdyby tylko ich gaże można było przeznaczyć na coś innego…
Amazon ma pod swoim dachem kurę znoszącą złote jaja. Serial o Marku Graysonie potrzebuje jednak nieco lepszej opieki finansowej, aby jeszcze bardziej podkreślić jego wyjątkowość, a potencjał przekuć w produkcję ocierającą się o miano wybitnej. Mimo wszystko, wciąż jest to najlepszy serial superbohaterski emitowany obecnie. Odważni powiedzą nawet, iż jest on…

korekta: Krzysztof Kurdziej
Dziennikarz, maruda, fan „Gwiezdnych wojen”, „Władcy Pierścieni” filmów superbohaterskich oraz muzyki wszelakiej. Chociaż jego gust ukształtowało „GTA: San Andreas”, to nie znajdziecie większego fanatyka utworu „Na jednej z dzikich plaż” grupy Rotary.
Ocena
Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:
The Boys, X-Men '97
