PublicystykaTEMAT MIESIĄCA 05/20Zestawienia

Dokumenty studia A24 [ZESTAWIENIE]

Maciej Szymkowiak
De Palma/fot. materiały prasowe
De Palma (2015)/fot. materiały prasowe

Studio A24 żyje w znacznym stopniu niezależną, fabularną stroną kina. Na koncie firmy produkcyjnej plasują się głośnie tytuły, wystarczy wymienić choćby The Lighthouse, Climax, Hereditary, The Florida Project, Ex Machina. W ofercie prawie stu filmów dystrybuowanych przez amerykańską kompanię znalazło się miejsce dla zaledwie czterech filmów dokumentalnych. Wynik niezbyt satysfakcjonujący dla miłośników dokumentu może zrekompensować jakość tychże pozycji.

Amy – (2015 reż. Asif Kapadia)

fot. Materiały prasowe/A24

Brytyjski twórca filmowy, który w dorobku ma między innymi takie statuetki jak Nagroda Publiczności w Sundance za film Senna (2010), czy też zdobyte podczas BAFTA nagrody: im. Alexandra Kordy i im. Carla Foremana za film Wojownik (2001), stał się nie tylko pierwszym dokumentalistą studia A24, ale też przenośną „kurą znoszącą złote jaja”. Jego projekt o Amy Winehouse zdobył Oscara w kategorii najlepszego pełnometrażowego filmu dokumentalnego, tym samym zwracając uwagę filmowego (i muzycznego) świata na osobę reżysera i studia, także wzbudzając niesłabnący kult zmarłej piosenkarki.

Dokument opowiadający o życiu soulowej wykonawczyni nosi wszelkie znamiona świetnie przygotowanego od strony realizacyjnej materiału. Obfituje w niepublikowane wcześniej nagrania piosenek, archiwalne taśmy wideo i narrację osób blisko związanych z wokalistką. Przygotowanie do projektu było ze strony Kapadii ogromne, reżyser dotarł do najbliższych współpracowników i znajomych, żeby zręcznie nadawać tempo narracji; stworzonej przy pomocy głosów bliskich z offu oraz głównej bohaterki, uosabianej we wstawkach piosenek, fragmentach wywiadów lub domowych taśm. Sukces filmu niewątpliwie był podyktowany samym fatum ciążącym na losie członkini klubu 27, ale twórcom udało się odejść od ckliwych reportażowych wstawek „kulis sławy”. Co więcej, film ma niski próg wejścia, co znaczy, że nie trzeba być zaznajomionym z twórczością wokalistki, żeby filmowa dramaturgia nas zachwyciła, wzruszyła i poruszyła.

Autorka Back to Black w filmie przedstawiona jest jako osoba, która za mocno zawierzyła miłości do partnera i ojca, co w połączeniu z uzależnieniem narkotykowym i alkoholowym doprowadziło do tragedii. Kapadia zręcznie punktuje obecny świat, który z lubością wznosi nowe pomniki-gwiazd, żeby potem z lubością je zwalić z piedestału. Oglądanie much-paparazzi żerujących na krzywdzie chorej osoby powinno zmusić każdego do myślenia: czy strefa publiczna i prywatna nie powinna mieć jednak świętej nieprzekraczalnej cezury? W jakim stopniu pompowany balonik show-biznesu szkodzi, a jak dalece pomaga wschodzącym gwiazdom? Poza tymi pytaniami w filmie znajdziemy mnóstwo chwytających za serce scen, choćby tej, gdy Amy nie jest w stanie wystąpić na koncercie, ale też wiele budujących, tu należy przywołać uśmiech twórczyni hitu Rehab, która ma okazję stanąć u boku idola, Tony’ego Bennetta.

De Palma – (2015 reż. Noah Baumbach & Jake Paltrow)

De Palma (2015)
fot. Materiały prasowe/A24

W tym samym roku, co Amy na ekrany kin studyjnych wszedł film gratka dla fanów Briana De Palmy. Prawie dwugodzinna opowieść spadkobiercy Hitchcocka, który usiadł przed kamerą i po prostu zaczął snuć swoje historie, wspomnienia, ciekawostki o dziełach przez niego stworzonych oraz o tych, które go ukierunkowały. Nie zabrakło przy tym opowieści o dzieciństwie i małżeństwie reżysera.

Przeczytaj również:  "Skóra z tysiąca bestii" - baśń emancypacyjna [RECENZJA]

Największą słabością filmu jest zdecydowanie jego formuła iście niskobudżetowa. Oto stawiamy wybitnego reżysera przed kamerą i oddajemy mu mikrofon, żeby ten wygłosił nam swoje filmowe exposé. Jeżeli mamy przed sobą postać charakterystyczną, mającą cechę gawędziarza wyjdziemy z tego obronną ręką, jeżeli nie, to musimy liczyć się z nudnym storytellingiem. Co nowego można powiedzieć po tym filmie o De Palmie? Z pewnością to, że jest równie dobrym krasomówcą, jak i filmowcem. Anegdoty opowiadane przez niego słucha się z żywą uwagą, powodują, że jego dzieła na nowo odżywają w naszej głowie, chcą być obejrzane raz jeszcze z uwzględnieniem autorskiego komentarza ich twórcy. Do wszystkiego dochodzą niuanse, które powodują, że na ustach kinofilów pojawi się uśmiech; kiedy De Palma nazywa Roberta De Niro „Bobbym”, o złości Seana Connery’ego, który zmuszony do czołgania po brudnej podłodze, wylądował w szpitalu, przy dykteryjce o przesłuchiwaniu gwiazdy porno w wielkiej wytwórni filmowej etc.

De Palma niestety jest filmem hermetycznym, dopuści do siebie wyłącznie miłośników twórczości reżysera oraz filmoznawcze umysły, które zechcą wzbogacić się o dodatkową wiedzę z zakresu filmografii twórcy Nietykalnych. Techniczna warstwa dokumentu ogranicza się wyłącznie do narracji tytułowego bohatera, a wzbogacać mają ją fotosy, fragmenty filmów i wycinki recenzji pochodzących z prasy, w tym od Pauline Kael. Jeżeli należycie do ludzi, którzy chcieliby usiąść przy ognisku z Brianem De Palmą i posłuchać jego masterclassa to film zdecydowanie warto obejrzeć.

Oasis: Supersonic – (2016, reż. Mat Whitecross)

Oasis: Supersonic
fot. Materiały prasowe/Netflix

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Do A24 powraca Asif Kapadia, tym razem jako producent (wraz z Jamesem Gay-Reesem) filmu dokumentalnego o muzycznej grupie Oasis. Film w sposób szczegółowy przedstawia historię zespołu z Wielkiej Brytanii w czasie ich największego sukcesu w latach 90. XX wieku. W porównaniu do Amy w tym filmie możliwym było wykorzystanie narracji samych muzyków, co też uczyniono; uzyskując przy tym efekt bliższego poznania historii kapeli, ale też bardziej całościowego ujęcia ich fenomenu.

Twórcom dokumentu z pewnością zależało na powtórzeniu sukcesu Oscarowego hitu Kapadii, skupiając się raz jeszcze na brytyjskiej scenie muzycznej. Niestety w tym przypadku, wielość narratorów w połączeniu ze wstawkami materiałów prywatnych powoduje filmowy kołtun, który rozczeszą wyłącznie fani grupy. Dla każdego, kto będzie chciał się dowiedzieć czegoś, o braciach Gallagher i reszcie członków, nie mając odpowiedniego przygotowania o britpopowej ekipie, może natłok informacji wydać się zbyt obszerny.

Nie można bynajmniej zarzucić twórcom braku w rzetelności i wiarygodności. Gdy w filmie mowa o odejściu z zespołu Paula McGuigana, zostaje oddane pole do komentarza zarówno jemu, jak i reszcie członków. Liam wówczas stwierdza, że kłopotem zespołu było to, że podążając za sukcesem, nikt nie miał czasu na zapytanie drugiego: czy wszystko u niego gra? To jedno z wielu ukrytych w dokumencie problematyk, na których można by się dłużej pochylić, niestety szybkie tempo filmu na to nie ma czasu. Mimo tego, fani zespołu Oasis oraz pasjonaci rockowych dokumentów powinni odnaleźć się w tej formule, która mimo swoich wad, ma ciekawą opowieść do opowiedzenia.

Przeczytaj również:  "Zemsta hrabiego Skarbka", czyli wymalowany Paryż [RECENZJA]

Królowa słoni – (2019, reż. Victoria Stone & Mark Deeble)

Królowa słoni
fot. Materiały prasowe/Apple TV+

Filmem zamykającym zestawienie dokumentów A24 jest opowieść o matronie stada słoni Atenie. 50-letnia słonica prowadzi swoją gromadę przez terytoria zwane Królestwem. Oko kamery skupia się na panującej harmonii w świecie zwierząt: kameleonów, żab, żuków gnojowych, ryb, żółwi, gęsi. Opowieść nabiera dramaturgii wraz ze zbliżającą się falą upałów i suszy, która zabije niejedno zwierzę i zmusi słonie do wędrówki w poszukiwaniu nowego zbiornika wodnego.

Narratorem filmu jest Chiwetel Ejiofor, którego familijna narracja przyciągnie przed ekrany całą rodzinę, bo też z taką myślą zbudowano animalistyczny portret afrykańskich zwierząt. Królowa słoni zdobyła International Green Film Award od „Cinema for Peace”, berlińskiej organizacji zajmującą się podnoszeniem świadomości społecznej za pomocą sztuki audiowizualnej. Co roku w Berlinie uhonorowane zostają dzieła podejmujące problematykę społecznych i ekologicznych problemów.

Przepiękne ujęcia uchwycone przez teleobiektywy zachwycają precyzją, z jaką kierują nasze okulocentryczne spojrzenie ku mniejszym i większym bohaterom Afryki, a montaż dźwięku i ścieżka dźwiękowa poruszają swoją afektywnością, tworząc przy tym rytmiczne zespolenie z Naturą. Niezależnie od wieku odbiorcy, dzieło Stone i Deeble’a zachwyci każdego pasjonata przyrody, a to ze względu na zręczne wymieszanie dramaturgicznych momentów z komediowymi; ponadto środowisko przyrodnicze obfituje we własny suspens.

Do zapadających w pamięci scen należeć będzie ujęcie, gdy całe stado zatrzymuje się na sawannie, aby dotknąć trąbami leżącej wśród piasku czaszki słonia, upamiętniając i opłakując go w ten sposób. Zabawną opowiastką, która przypadnie zwłaszcza młodszemu odbiorcy, jest historia „wiecznie ostatniego” ptaka Stephena. Kreskówkowy typ narracji (użyty w postprodukcji dźwięk pisków, ciosów itd.) może drażnić zwłaszcza wówczas, gdy odnotujemy znaczący fakt, iż do czynienia mamy z filmem, który bądź co bądź opowiada o bardzo ważnej kwestii, jaką jest niewypowiedziany wprost problem globalnego ocieplenia i jego wpływ na ekosystem.  Film z pewnością zyskuje w scenach, gdy narracja z offu zanika, a oko kamery skupia się na głównych bohaterach filmu słoniach pozwalając im bez technicznych upiększeń „po prostu być sobą” . Niemniej zrozumiałe jest, że taki, a nie inny typ narracji ma skłonić do wspólnego oglądania całą rodzinę, co pomoże zaszczepić szacunek do przyrody u najmłodszych i najstarszych jej członków.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.