FilmyKinoRecenzje

“Prawda” – Utracone wspomnienia Hirokazu Kore-edy [RECENZJA]

Maciej Szymkowiak
Prawda
fot. Materiały prasowe / Velvet Spoon
Hirokazu Koreeda, laureat 71. konkursu głównego w Cannes opuścił strefę reżysera elitarnego i znanego tylko publiczności festiwalowej oraz miłośnikom kina azjatyckiego. Sukces Złodziejaszków przełożył się na zwiększenie popularności japońskiego reżysera, a także otworzył mu drzwi do europejskiego kina. Otwierający 74. edycję festiwalu w Wenecji film jest wynikiem koprodukcji japońsko-francuskiej z udziałem największych i rozpoznawalnych gwiazd. Legendzie francuskiego kina Catherine Deneuve wtóruje o pokolenie młodsza, wyśmienita aktorka, Juliette Binoche. W obsadzie znalazł się też akcent kina amerykańskiego w postaci Ethana Hawke’a. Produkcja Prawdy bez wątpienia zwróci oczy europejskiej widowni na sylwetkę Kore-edy.

Japończyk opuszczając swoje macierzyste Tokio przenosi się do Paryża, którego wcale nie maluje za pomocą filmowej kamery. Co więcej, widz znający wcześniejsze dokonania reżysera zauważy, iż ten przenosi swój autorski język filmowy na światło, barwę, tonację francuskiego miasta. Uniwersalizm historii znany z produkcji japońskich zostaje transparentnie przeniesiony na grunt francuski. Udaje mu się przy tym zachować wyjątkowość koncepcji mono no aware, mimo że wyrazistość aktorek, zwłaszcza Deneuve wprowadza w narracyjny spokój pewnego rodzaju drapieżność i bezpośredniość znaną z dialogów postaci francuskiej Nowej Fali.

Sensei Kore-eda opowiada o relacjach córki, Lumir (Juliette Binoche) z matką, Fabienne (Catherine Deneuve). Odwiedziny córki sprzężone są z premierą autobiografii aktorki pt. Prawda. Fabienne twierdzi, iż w książce została zawarta cała prawda odnośnie do jej rodziny, życia i kariery. Konfrontacja z Lumir wydobędzie na światło dzienne inny przebieg wydarzeń i ich wiarygodności. Równolegle do tego, przedstawiane są sceny z najnowszej produkcji, w której ma zagrać podstarzała aktorka. Zdjęcia do fikcyjnego filmu pt. Wspomnienia mojej matki korelują z przebiegiem narracji o matczynym zaniedbaniu. Film w filmie, który wykorzystuje w swoim tworzywie Kore-eda, ma udramatycznić psychologizm i zintensyfikować emocjonalizm głównej bohaterki, a przy tym za pomocą metafory opowiedzieć o wymiarze i konsekwencjach tworzenia sztuki i stawaniu się artystą. Całość płynnie przechodzi między sobą, chociaż wykorzystanie tego łącznika pozbawia częściowo wcześniejszy, znany u Japończyka filozoficzny wymiar jego filmowych traktatów.

Przeczytaj również:  "W lesie dziś nie zaśnie nikt" – Pierwszy polski slasher? [RECENZJA]
Prawda
fot. Materiały prasowe / Velvet Spoon

Kore-eda od początku kariery systematycznie rozwijał najważniejsze dla niego zagadnienia. Jednocześnie za każdym razem próbował redefiniować własną artystyczną tożsamość. Wywodzący się z dokumentu twórca odnajduje swoje meritum w opowiadaniu o kwestiach samotności, odczuciu pustki, przemijaniu i tożsamości budowanej z wykorzystaniem pamięci. Nie odchodzi od tego opuszczając Azję na rzecz Europy Zachodniej. Na pierwszy plan wysuwa się wątek nie tytułowej prawdy, lecz właśnie poczucia osamotnienia, utracenia czegoś ważnego, co już nie wróci. Lumir ma żal do matki, że ta poświęciła ją na rzecz sztuki. Fabienne natomiast, gdy powoli staje się za mała na duży ekran, a jej osobę przyćmią inne, młode i utalentowane aktorki, zdaje sobie sprawę, że po drodze do filmowej nieśmiertelności traciła osoby sobie bliskie.  Zapewniła sobie „życie wieczne” na ekranie, tracąc przeszłość rodzinną.

Filmowe haiku, które tworzył w większym i mniejszym stopniu reżyser w swoich japońskich produkcjach jest widoczne w przedstawieniu relacji rodzinnych, mimo że klamry spinające poszczególne postacie – rozbudowywane są przez swoistą autobiograficzność i charyzmę Catherine Deneuve – powodując, że japońska harmonia i minimalizm czasami ustępuje charyzmie francuskiej gwiazdy. Mimo tego w filmie nie uświadczymy szarż aktorskich, co należy przypisać na poczet niebywałego fachu reżysera. Ethan Hawke, który przecież zachwycał w nostalgicznym Boyhoodzie, tutaj ustępuje swoim starszym koleżankom po fachu. Przy tym, to w jego roli widać kore-edowską maestrię w oddawaniu rzeczom i postaciom małym ich złożoności. W pierwszym odczuciu postać Hanka zdaje się postacią niezbyt interesującą. Ot, przeciętny amerykański aktor, którego poślubiła Lumir, aby wieść spokojne i szczęśliwe życie rodzinne. Naznaczony przeszłością alkoholizmu, bohater bezwiednie staje się naocznym obserwatorem konfrontacji matki z córką, mimo że nie rozumie francuskiego. W jednej ze scen wyjawia przed swoją współmałżonką wyjątkową wrażliwość i zrozumienie, gdy oznajmia jej, że nie naprawi relacji z matką poprzez, chwalenie się mężem, aktorem drugiej klasy i obrazem szczęśliwej rodziny, jaki tworzą. Hank, który przyjechał z innego kraju, z innej kultury, nie znający języka francuskiego potrafi głębiej spojrzeć w relacją, która do tej pory budowana była na zasadzie wzajemnych oskarżeń. Przy tym, jego postać potwierdza, że mimo innych kręgów kulturowych, pewne historie się uniwersalne i ich odczytanie jest możliwe bez odpowiedniego kodu i naprzeciw szumom komunikacyjnym.

Przeczytaj również:  Czy warto po raz trzeci wracać do świata "Westworld"? - BEZSPOILEROWA recenzja odcinków 1-4
Prawda
fot. Materiały prasowe / Velvet Spoon

W filmie nie zabrakło też znanego z wcześniejszych filmów Japończyka wątku dziecka i jego naiwności, a także odrębności. Dzieci w filmach Kore-edy zawsze przewijały się w relacjach rodzinnych. Córka Lumir i Hanka, Charlotte żyje w swoim fantazyjnym świecie. Myśli, że babcia ma magiczne zdolności, które pozwalają jej zamieniać nielubiane osoby w zwierzęta. Plan filmowy wydaje się jej, jako niebywała sceneria, na której dokonują się wspaniałe rzeczy. Tak samo postrzegała studio filmowe mała Lumir, która po powrocie, już jako dorosła osoba stwierdza, że wszystko jest teraz mniejsze. Znaczący jest fakt, że  Charlotte jest dzieckiem dwujęzycznym. Świetnie dogaduje się z tatą, bo mówi po angielsku, a przy tym – chociaż nie pamięta babci, bo była wtedy za mała – to nie ma problemu, żeby wejść z nią w relację (w przeciwieństwie do anglosaskiego Hanka).

Oglądając Prawdę ma się wrażenie, jakie wywoływało Happy End Michaela Hanekego czy też Stoker Chan-wook Parka. Widz wie, że nie obcuje z najlepszym dziełem reżysera, ale mając w pamięci jego filmografię, najważniejsze wątki, jakich ten się podejmuje, obserwator wie, że zostaje zachowana kontynuacja autorskiego uniwersum autora, oraz że film ten stanowi jego poszerzenie, a jednocześnie wytwarza lapidarne złączenie wszelkich wcześniejszych elementów twórczych. Niemniej, jeżeli ktoś nie poznał dogłębniej specyfiki twórczości Kore-edy, to z pewnością Prawda zachwyci go po prostu świetnie poprowadzonym aktorstwem. W końcu dwie legendy kina: Binoche i Deneuve zagrały razem, żadna nie chciała przyćmić drugiej, obie zagrały rewelacyjnie, ponieważ z im lepszym partnerem na planie filmowym występujesz, tym lepiej samemu grasz.

Produkcja trafi do kin 6 marca. Dystrybutorem jest Velvet Spoon. 

Ocena

7 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"Ciągle na chodzie", "Boyhood", "Złodziejaszki"

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.