Advertisement
Klasyka z FilmawkaLato z kinem niemieckimPublicystyka

Szaleńcza podróż w głąb siebie. Omówienie filmu “Fitzcarraldo” Wernera Herzoga

Maciej Szymkowiak
Fitzcarraldo
Kadr z "Fitzcarraldo"

Obok Fassbindera i Wendersa największy twórca nowego kina niemieckiego – Werner Herzog. Zasłynął filmami, które teraz cieszą się już statusem kultowym: Aguirre, gniew boży (1972), Stroszek (1977), Nosferatu wampir (1979) i omawiany w tym tekście Fitzcarraldo (1982). Ulubioną tematyką jego kina jest starcie natury i kultury oraz szalonych postaci, których racjonalizm się nie ima; a nad wszystkim unosi się widmo pesymistycznej wizji świata.


Tekst powstał z okazji odbywającego się w Kinie Muranów “Lata z kinem niemieckim”, które potrwa do 24 września.

W swojej twórczej obsesji reżyser nie był sam; wielokrotnie współpracował z Klausem Kinskim, amantem kina niemieckiego i osobą o trudnym charakterze. Relacja obu artystów do teraz emocjonuje wielbicieli kina. Obaj nawzajem siebie podziwiali i szczerze nie cierpieli. Nie sposób omówić Fitzcarraldo bez ważnego kontekstu ich współpracy. Kto inny byłby gotowy pójść za zwariowaną ideą, jeśli nie drugi szaleniec? Stąd wieloletnia współpraca ognia i wody, Herzoga z Kinskim. Zresztą, do głównej roli przymierzani byli: Jason Robards, Mick Jagger, Jack Nicholson i wszyscy odmówili.

Historia filmu opowiada o Brianie Sweeneyu Fitzgerald, którego miejscowi nazywają tytułowym Fitzcarraldo. Miłośnik muzyki pragnie stworzyć operę w Peru, ale do tego celu potrzebuje pieniędzy; uzyskać je chce z eksploatacji lasów kauczukowych. Powodzenie tego przedsięwzięcia wymaga wciągnięcia ogromnego parowca na grzbiet górski.

Kręcony w dżungli Ekwadoru i Peru film zachwyca swoim monumentalizmem, pomysłem i ogromem przedsięwzięcia. Indiańscy statyści ciągnęli na linach parowiec, a później odmawiali współpracy z powodu nieznośnego zachowania głównego aktora. Nad wszystkim musiał sprawować pieczę Herzog, którego szaleńcza wizja twórcza stanowi istne porte-parole Fitzcarraldo. Konflikt graniczny Ekwadoru i Peru, grząskie błoto, antagoniści w postaci moskitów, zwodnicze prądy morskie to jedne z wielu problemów, z którymi mierzyła się ekipa filmowa (proces kręcenia filmu ukazuje dokument Lesa Blanka pt. Brzemię snu z 1982 roku). Przenoszenie statku ważącego 340 ton, odbywało się bez technicznych sztuczek; efektów specjalnych lub filmowania miniaturki. Tam, gdzie Hollywood ma makiety, Herzog miał Indiańskich statystów. Cały ten trud widać w dokumentalno-fikcyjnej formie wizualnej filmu, będącej zapisem historii o zuchwałości i spełnianiu marzeń.

Przeczytaj również:  "Ema" – Wolność w rytmie reaggeton [RECENZJA]

Termin przenoszenia gór nabiera nowego znaczenia po obejrzeniu filmu, w którym Herzog opowiedział kronikę człowieka gotowego na wszystko w imię własnego celu. W tym wszystkim jest heroizm, ale też wyzwanie rzucone Naturze i panteistycznemu stwórcy, który obserwuje zmagania człowieka w ekstremalnych warunkach dżungli. To właśnie naturalna sceneria przykuwa uwagę widza równie mocno, co wyśmienita gra Klausa Kinskiego. Niemiecki reżyser, który opanował w równie biegłym stopniu warstwę dokumentalną, jak i fabularną zaciera granicę między tymi obiema warstwami, tak samo, jak robi to, niwelując cezurę pomiędzy sztuką a rzeczywistością.

Fitzcarraldo
Kadr z “Fitzcarraldo”

Traktaty filozoficzne, które tworzy mistrz kina niemieckiego, opowiadają o ludzkiej kondycji; moralnej, fizycznej, psychicznej, duchowej. Także i w tym filmie słychać widmo Weltschmerzu, które wyleczyć może wyłącznie spełnienie marzenia, dojście do celu. Klaus Kinski raz jeszcze wciela się w postać głęboko samotną, która pustkę przezwyciężyć może wyłącznie silną wiarą we własną siłę. Idea przeniesienia parowca na drugą stronę jest w rzeczywistości szukaniem sensu istnienia.

Uosobieniem wewnętrznych doświadczeń outsiderskich bohaterów jest przyroda, dzika, obca i niebezpieczna. Pejzaż, który niesie ze sobą zagrożenie, groźbę wymierzoną w człowieka, przestrogę przed zbytnim zadufaniem ludzkim. Konflikt na linii cywilizacji a natury; walkę pomiędzy kulturą stworzoną przez człowieka, a jego atawistycznym wezwaniem w głąb dżungli.

Herzog po raz kolejny udowadnia swoją wysoką renomę w kinie europejskim. Nagrodzony Złotą Palmą za reżyserię Fitzcarraldo każe zweryfikować na nowo pojęcie kina czystego, prawdziwego. Nie jest to film łatwy w odbiorze; nie mógł też takim być, skoro realizację miał taką, a nie inną. Mimo tego relacja na linii Herzog – Kinski raz jeszcze zaowocowała arcydziełem. Dziełem szalonym, a przy tym spełnionym. Niech Enrico Caruso zacznie śpiewać twórcom filmu.

Ocena

9 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.