Advertisement
51. Festiwal Polskich Filmów FabularnychFestiwaleFilmyRecenzje

„Czas, który nie nadszedł” – moralny niepokój w czasach totalnej optymalizacji | Recenzja | 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych

Irena Kołtun
Czas, który nie nadszedł
„Czas, który nie nadszedł” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Debiut Julii Rogowskiej porusza współczesny kult młodości i pęd ku podnoszeniu swojej biologicznej produktywności, ubierając je w dystopijne dekoracje. Reżyserka jednak wbrew oczekiwaniom rezygnuje ze stawiania politycznych tez czy społecznych diagnoz na rzecz refleksji filozoficznej.

Scenariusz Małgorzaty Piłacińskiej (dla której także jest to debiut scenariuszowy) wychodzi od wizji przyszłości, w której w imię przedłużenia wieku produktywnego i kumulacji PKB stosuje się kurację na starość. Wyznacza ona co prawda ostateczny deadline nieco wcześniej, ale za to pozwala pracować i funkcjonować w pełni sprawnie właściwie do momentu odcięcia światła przez nieubłagane procesy życiowe. W ten pejzaż zostaje wpisana relacja Sary i Oskara, którzy podjęli odmienne decyzje życiowe odnośnie kuracji i borykają się z ich konsekwencjami. Punkt wyjścia historii wydaje się idealną dekoracją do podzielenia się komentarzem na temat współczesnych przemian społecznych dyktowanych przez prawidła późnego kapitalizmu. I faktycznie w tle opowieści pojawiają się subtelne emblematy neoliberalnego piekiełka, jakie sobie budujemy, jak chociażby w agresywnych komentarzach odnoszących się do starzejących się ludzi, które są połączeniem obecnego dyskursu dotyczącego starości z klasistowskim spojrzeniem na tzw. „socjal”. Twórczyń jednak nie interesuje robienie filmu politycznego. Przedstawienie opresyjnej rzeczywistości służy refleksji egzystencjalnej, a starzenie się czy jego brak jest problemem przede wszystkim filozoficznym i etycznym. W tym wiodącym aspekcie Czas, który nie nadszedł odwołuje się do najlepszych przedstawicieli nurtu kina moralnego niepokoju, w szczególności twórczości Krzysztofa Zanussiego (który przypadkowo jest przewodniczącym jury gdyńskiego konkursu głównego). Podobnie jak w filmach reżysera, mamy tu konfrontację dwóch różnych postaw moralnych i egzystencjalnych – Sary, która dokonuje niezależnego wyboru i Oskara, który pozwala, by tego wyboru dokonały za niego okoliczności. Role kusiciela i konfrontatora z rzeczywistością w odróżnieniu od chociażby takich Barw ochronnych czy Bilansu kwartalnego nie są spersonifikowane. Kusicielem bowiem jest wszechobecna ideologia totalnej optymalizacji egzystencji, a konfrontatorem czas, który wbrew tytułowi nadchodzi bezwzględnie dla wszystkich.

Kadr z filmu „Czas, który nie nadszedł"
„Czas, który nie nadszedł” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Postawienie na filozoficzne aspekty opowieści skutkuje pokazaniem wątków społeczno-politycznych w zalążku, jako tło, co budzi pewien niedosyt. Chciałoby się zobaczyć więcej, co twórczynie mają do powiedzenia w zarysowanych tematach. Na przykład jak rozwinęłyby problem, w którym właściwie nie wiadomo, ile kto ma tak naprawdę lat i ile pozostało mu do spotkania deadline’u i jak przekłada się on na manipulacje w związkach, czego delikatną sugestię możemy oglądać na ekranie. Nie można jednak powiedzieć, że produkcja nie zajmuje stanowiska czy unika komentarza do współczesnej rzeczywistości, bo to jak przedstawia tło fabularne, jest samo w sobie tym komentarzem i subtelną deklaracją. Postawienie na konfrontację postaw ma także konsekwencje w przedstawieniu relacji głównych bohaterów. Aby uchronić się przed papierowością konfliktu filozoficznego, związek Sary i Oskara nakreślono w sposób mocno sentymentalny, co przechyla wagę wiarygodności na drugi skrajny biegun. Wyrazistość i nietuzinkowość samych bohaterów wynagradza jednak te niezręczności. Szczególnie postać Sary została napisana wyjątkowo interesująco. Po bohaterce, która idzie pod prąd społecznym nakazom, można by się spodziewać wyszczekanej postawy, energii, konfrontacyjności. Tymczasem opór Sary wbrew takim stereotypom jest cichy, chociaż nieustępliwy, jej postawa konsekwentna, ale nie krzykliwa. Z jednej strony ciekawie śledzić taką osobowość, pięknie wygrywaną subtelnościami przez Agatę Kuleszę, z drugiej jest ona o wiele bliższa naszym codziennym zwyczajnym wyborom moralnym, które przecież obywają się bez fajerwerków.

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką: „Krajobraz po bitwie” | WAJDA: re-wizje
Kadr z filmu „Czas, który nie nadszedł"
„Czas, który nie nadszedł” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Plastycznie w zarysowywaniu dystopijnego świata postawiono na syntetyczność i podkreślaną bezpłciowość i nijakość designów, która chociaż nie jest zbyt kreatywna, koresponduje z kojarzonym współcześnie standardem wystroju mieszkań na wynajem czy architekturą deweloperską, nastawionymi nie tyle na estetykę, ile na upchanie jak największej liczby mieszkań pod pozorną neutralnością i prostotą. Za tymi założeniami idzie też charakteryzacja postaci, zwłaszcza tych syntetycznie „młodych”: nadaniu skórze i mimice pewnej plasikowości, gumowatości i jednolitości, podczas gdy starość prezentuje bogactwo faktur, kolorów i półcieni. Idzie za tym pewnego rodzaju estetyzacja, która kłóci się z życiowym doświadczeniem i jednym z powodów, dla którego starzenie się napawa takim lękiem. Gdyby zamiast w piękne peruki i równe sztuczne zęby pójść bardziej naturalistycznym torem, otworzyłoby to historię na ciekawsze interpretacje.

Kadr z filmu „Czas, który nie nadszedł"
„Czas, który nie nadszedł” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Generalnie jednak całe moje powyższe zarzuty to czepialstwo spod znaku obejrzenia dobrego filmu, o którym trochę się marzy, żeby był jeszcze lepszy. W trakcie pisania musiałam też bardzo powściągać moje zapędy interpretatorskie, bo Czas, który nie nadszedł do interpretacji i refleksji prowokuje tak, że człowiek zastanawia się nad nim jeszcze jakiś czas po seansie właściwie automatycznie. Wrażenie robi też fakt, że jest to debiut – produkcja ma wyraźnie określony autorski styl, jest bardzo spójna i nie ma wątpliwości, co autorka chciała uzyskać i przekazać. Po konkursie głównym w trakcie 51. FPFF w Gdyni film będzie prezentowany także na Warszawskim Międzynarodowym Festiwalu Filmowym. Przewiduję więc dla niego dłuższą karierę festiwalową i życzę mu dobrego odbioru po wejściu do szerokiej dystrybucji w październiku oraz drugiego życia w tekstach filmoznawczych i akademickich, takiego jakiego doświadczają filmy z kina moralnego niepokoju.

Korekta: Łukasz Al-Darawsheh


Tekst powstał w ramach współpracy partnerskiej z Festiwalem Polskich Filmów Fabularnych.

+ pozostałe teksty

Fanka kina zarówno arthousowego, jak i śmieciowego, wielbicielka Campion, Żuławskiego, Vardy, Eggersa, blogerka facebookowa (@blurbyzceluloidu), opiekunka dwóch laboratoryjnych świnek morskich.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.