Agnieszka Smoczyńska: „Chcę poszukiwać” | WYWIAD | 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni
Trudno właściwie powiedzieć, czym jest Hot Spot. Agnieszka Smoczyńska miesza kryminał z komedią, gore, anime i kinem kontemplacyjnym, jakby za każdym razem, gdy zaczynamy rozpoznawać reguły tej opowieści, postanawiała zmienić je na naszych oczach. Powstaje z tego retrofuturystyczna rzeczywistość jednocześnie znajoma i kompletnie osobliwa, która zamiast porządkować współczesny chaos, ochoczo się w nim zanurza. To kino nadmiaru, gwałtownych zmian tonacji i obrazów, które niekoniecznie chcą podporządkować się fabule – a przy tym kolejny etap twórczości reżyserki, która najwyraźniej nie jest zainteresowana powtarzaniem samej siebie.
O ryzyku, utracie kontroli, pułapkach intertekstualności, opowiadaniu obrazem i potrzebie ciągłego poszukiwania rozmawialiśmy podczas 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, tuż przed premierą najbardziej brawurowego formalnie projektu Smoczyńskiej. Od 25 września Hot Spot można oglądać w kinach.
Magda Wołowska: Chciałabym na rozgrzewkę zapytać cię o twoje wyobrażenia, oczekiwania i nastawienie do premiery tutaj, na festiwalu. Z jakimi emocjami otwierasz nowy rozdział w swojej filmowej działalności?
Agnieszka Smoczyńska: Na pewno z dużymi emocjami, ale też z dużą radością, dlatego że Hot Spot jest zupełnie innym filmem niż reszta mojej twórczości. Opowiada o naszej współczesności w sposób, w jaki ją odbieram.
MW: Hot Spot jest bezsprzecznie i bezwzględnie najbardziej brawurowym dziełem w twojej filmografii, a jednocześnie okazją do przetestowania nowego podejścia do tworzenia, do przyjrzenia się procesowi twórczemu jako swobodnej aktywności. Zastanawiam się, co taka postawa, czyli dopuszczenie braku kontroli, pozwoliła ci odkryć w medium filmowym i jak po tym filmie sytuujesz się wobec własnej twórczości, zarówno tej dokonanej, jak i przyszłej?
AS: Hot Spot jest moim najtrudniejszym i najciekawszym filmem. Starałam się opowiedzieć historię w zupełnie nowy sposób, opisać nasz świat, który jest pełen chaosu, nadmiaru, skomplikowania i nieprzewidywalności.

MW: Tutaj, na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, często natrafiam na filmy, które testują granice na różne sposoby, koncentrują się na temacie lub rozliczają z naszą historyczną przeszłością. Odnoszę przy tym wrażenie, jakby twórcy zapominali o jednej fundamentalnej rzeczy – o tym, że film jest medium wizualnym. W twojej twórczości to położenie środka ciężkości na wizualność jest istotne i obecne od samego początku. Jak w przypadku Hot Spotu, czyli doświadczenia przede wszystkim wizualnego, zmysłowego, wyglądała praca? Czy po przeczytaniu scenariusza Roberta Bolesta natychmiast zobaczyłaś ten świat i jego bohaterów?
AS: Tak, te obrazy pojawiły się natychmiast i muszę przyznać, że przed rozmową z operatorem narysowałam ten film, w tym niektóre kluczowe sceny, razem ze storyboardzistą Jankiem Topczewskim. To właśnie obrazy budują napięcie w scenariuszu. Pomyślałam, że to jest przeniesienie ciężkości narracji nie na fabułę, tylko na opowiadanie wizualne, na to, jak budujemy ten świat emocjonalnie poprzez obraz.
MW: Szukanie nowych środków wyrazu – ten kolażowy, intertekstualny charakter postmodernistycznych tekstów kultury często powoduje, że nieumyślnie można popaść w różne pułapki. Myślę tutaj na przykład o nawiązywaniu do elementów, które bardzo dobrze znamy, co z jednej strony umożliwia przepisanie ich na nowo poprzez np. osadzenie w nowym kontekście, a z drugiej – poruszanie się po zamkniętym labiryncie wyczerpanych lub wtórnych znaczeniowo nawiązań. Jak poradzić sobie z tym patchworkowym potworem, żeby na pewnym etapie pracy nie pożarł sensu? Lub może poszukiwanie sensu jest naiwnym szukaniem ratunku we współczesnym świecie?
AS: Punktem zaczepienia jest bohater, skupienie się na jego historii i emocjonalności.
MW: A czy skojarzenia z takimi tytułami jak Blade Runner czy Diuna są efektem pułapki, w którą dali złapać się widzowie, czy te sugestie są intencjonalne?
AS: Myślę, że to widzowie dają się złapać. Oczywiście widziałam Blade Runnera, Diunę i Mad Maxa, bardzo lubię wszystkie te filmy. Znamy je, bo one są ikoniczne, widzowie się do nich odwołują, bo je znają. W zasadzie , co może się w Hot Spocie kojarzyć z Blade Runnerem?
MW: Według mnie kontrasty i identyfikacja wizualna filmu.
AS: O, widzisz, to przy identyfikacji wizualnej w ogóle nie myśleliśmy o Blade Runnerze. Ale jeśli chodzi o Diunę i uchodźców w Hot Spocie, „neosoulowców”, to dla mnie inspiracją były postacie Abakanowicz, zaczerpnęłam to z cyklu rzeźb pod tytułem Ocaleni.
MW: Przeplatanie schematów gatunkowych jest chyba czymś, co najbardziej doceniam w tej formalnej wolcie. Chyba dlatego, że specyfika gatunku kładzie środek ciężkości na różne akcenty. Raz mamy do czynienia z kryminałem i przez to na pierwszy plan wychodzi intryga, za moment miesza się to z komedią, a chwilę później mamy gore. O czym myślałaś przy zastosowaniu tych radykalizmów? Czy tak właśnie wygląda życie dziś? To mi trochę przypomina korzystanie z social mediów…
AS: Właśnie o to chodzi. To mieszanie gatunków, przechodzenie z gatunku w gatunek.. Bardzo szybko przeskakujemy dziś z jednego świata do drugiego, co umożliwia korzystanie z social mediów czy podłączenie do Internetu. Wydaje nam się to chaotyczne, bo nasz mózg nie jest do tego przystosowany, ale właśnie to zainteresowało mnie w scenariuszu. Zaczynamy od kryminału i kończymy kryminalny wątek po 20 minutach. Widz jest rozczarowany i nagle musi wskoczyć w inny sposób opowiadania – bardziej kontemplacyjny, skupiony na bohaterze i jego obserwacji . Następnie, po scenie koncertu, która jest w pewnym sensie rytualna, przechodzimy do świata wewnętrznego głównego bohatera. Świat ten trochę przypomina świat lynchowski, ale nie trwa zbyt długo, bo zaraz wkraczamy w rzeczywistość przypominającą anime. Mam tu na myśli nagłe przyspieszanie i skrótowe opowiadanie, nawiązujące właśnie do tego komiksowego.
MW: Na konferencji wspominaliście o pracy nad kreacją świata przedstawionego. Zazwyczaj środowiska postapokaliptyczne w filmach polegają na stworzeniu rzeczywistości od zera, w tym przypadku postawiliście na estetykę retrofuturyzmu. Skąd ten pomysł?
AS: Kiedy zaczęłam się zastanawiać z Kubą Kijowskim, jak sobie wyobrażamy ten świat, to doszliśmy do wniosku, że jednak chcielibyśmy, aby przypomina onł choć trochę ten, w którym żyjemy. Pomyśleliśmy, żeby to było takie retrofuturo, czyli coś, co znamy, do czego czujemy nostalgię i przez to daje nam to poczucie bezpieczeństwa, ciepło.

MW: Z Robertem Bolesto współpracowałaś już przy okazji Córek dancingu – równie campowego filmu, jednak zdecydowanie bardziej hermetycznego, onirycznego, surrealistycznego. Czy to ta wspólna fascynacja przesadą i kampem spowodowała, że znowu spotkaliście się na zawodowej drodze?
AS: Pewnie też, ale kiedy dostałam ten tekst, to po prostu zrozumiałam, że Robert dotyka czegoś bardzo ważnego w naszym świecie. Jego scenariusz dał mi szansę na stworzenie nowej narracji, której wcześniej u mnie nie było, a która daje narzędzia do opisu współczesnego świata.
MW: Tworzenie kina arthouse’owego, jak bardzo dobrze wiemy i jak wielokrotnie wspominałaś, nie jest najłatwiejszą rzeczą do zrobienia w Polsce i na pewno zdecydowanie się na taką produkcję wiąże się z wieloma kompromisami, a niekiedy też pewnie zupełnym powstrzymaniem wodzy fantazji. Zastanawiam się, czy przy tak bezkompromisowym i w pewnym sensie bardzo butnym filmie musieliście jednak zrezygnować z jakichś pomysłów lub pójść na kompromis?
AS: Muszę przyznać, że jeśli są takie rzeczy, które mnie ograniczają, to zawsze staram się to traktować jako pewną zaletę. Na przykład to, że kręciliśmy w Grecji i wiedzieliśmy, że musimy korzystać z gotowych lokacji, bo nie mieliśmy środków, by budować na hali dom Jonny’ego czy obóz dla uchodźców. Wykorzystanie naturalnych wnętrz potraktowałam jako atut, bo one pokazały naturalny obraz i sens tego świata.
MW: Za Córki dancingu dostałaś w Gdyni nagrodę za najlepszy debiut, za Silent Twins – Złotego Lwa. W którą stronę patrzysz teraz, będąc już na tak ugruntowanej pozycji? I czego się boisz, skoro Hot Spot jest filmem, który opowiada o naszych współczesnych lękach?
AS: Boję się, że będę się bała ryzykować. A nie chcę.
MW: Po tym filmie w ogóle nie wygląda, jakbyś się bała…
AS: [śmiech] No tak, ale nie chciałabym jednak stracić tego, co mam. Nie chciałabym stracić możliwości opowiadania swoim głosem i przekraczania granic. Boję się, że pewnego dnia zacznę się czuć zbyt bezpiecznie. . Tego bym bardzo nie chciała. Chcę poszukiwać.
Korekta: Jan Brzozowski
Wywiad powstał w ramach współpracy partnerskiej z Festiwalem Polskich Filmów Fabularnych.
Zastępczyni redaktorki naczelnej, ale, co ważniejsze, bezwstydna melomanka i konsumentka wszystkiego, co da się usłyszeć. Kulturoznawczyni, absolwentka UŁ i PWSFTviT w Łodzi, gdzie ukończyła zarządzanie cyfrową postprodukcją filmową. Koordynatorka projektów, w przeszłości związana z Pracownią VR/AR w Laboratorium Narracji Wizualnych. Zwolenniczka rozwiązań DIY, stąd fotografia i realizacja wizualiów naturalnie stały się jej bliskimi przyjaciółmi. Pracowniczka instytucji kultury.
