Ars Independent jako… idealne dzieło sztuki totalnej?

Sztuka totalna – obiekt westchnień pokoleń ludzkiego stworzenia. Od najdawniejszych czasów człowiek, którego wedle skrajnie darwinistycznych koncepcji bytu od zwierzęcia odróżnia wyłącznie zdolność wytwarzania kultury, poszukuje sposobu, aby doprowadzić akt własnej kreacji do ujednoliconego, kompletnego stadium. Spopularyzowana przez Richarda Wagnera, a opracowywana już w starożytnym Egipcie, idea Gesamtkunstwerku stanowi zaś najdobitniejszy wyraz tej odwiecznej tendencji – wykorzystanie wielu, często zupełnie odrębnych i różnych ze względu na medium sztuk w jednym dziele, miałoby dumnie niczym Heglowska cnota czy antyczna rzeźba reprezentować szczytowy moment człowieczeństwa. Ta multimedialność sztuki totalnej, u podstaw której leży założenie o symbiotycznym współżyciu wszystkich elementów ją konstytuujących, stwarza jednak komplikacje natury formalnej. W którym momencie bowiem kończy się sztuka autonomiczna a zaczyna sztuka totalna? Jakie zastosować proporcje, by mieć pewność, iż ów artystyczny konstrukt nie runie pod naporem własnego ciężaru jakościowego? Czy istnieje jedna podstawa, skonkretyzowane spoiwo, łączące poszczególne fragmenty totalnej układanki?

Ars Independent 2017 / fot. Michał Jędrzejowski
Ars Independent 2017 / fot. Michał Jędrzejowski
Zobacz również: „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”, czyli ładna pocztówka – Recenzja

Choć dla niewtajemniczonych niniejszy wniosek zabrzmi jak szczyt absurdu, to za jedną z najświeższych koncepcji funkcjonalności sztuki totalnej odpowiadają organizatorzy katowickiego festiwalu Ars Independent. Organizacja festiwalu, czyli wydarzenia kulturalnego, wymagającego od osób zaangażowanych kompetencji logistycznych, odpowiada temu, czym w dziele sztuki totalnej jest kompozycja. Kompozycja, czyli nic innego jak strukturalne rusztowania, umożliwiające instalację konkretnych figur artystycznego aktu tworzenia, przejawia się bowiem tak samo w zapisywaniu kolejnych nut i wplataniu weń dramatycznych monologów, jak i w czasowym rozplanowywaniu festiwalowych wydarzeń, łączonych za pośrednictwem przestrzeni czy tematycznego powinowactwa. Ów przestrzeń, znana w klasycznych sztukach pod postacią malarskiego płótna, kartki papieru, czy konkretnej inscenizacji, w wypadku festiwalu przybiera formę środowiska, w którym twórca-organiztor dopuszcza się finałowego aktu kreacji. Przestrzeń jawi się zatem jako wspomniane spoiwo, miejsce, w którym poszczególne sztuki zbierają się pod szyldem wspólnej idei określanej przez kompozycję.

Ars Independent 2017 / fot. Michał Jędrzejowski
Ars Independent 2017 / fot. Michał Jędrzejowski
Zobacz również: Sztuka na płocie – Polska Szkoła Plakatu – Fakty i mity

Pytanie jednak dotyczy tego, czy tak definiowane pojęcie przestrzennej sztuki totalnej nie odnosiłoby się jednakowo do każdego festiwalu? Wszak biorąc pierwszy z brzegu i rozkładając go następnie na czynniki pierwsze, możemy dojść do wniosku, że niejako z urzędu jest kompozycyjnie umotywowaną przestrzenią, w której dochodzi do kontrolowanego dialogu poszczególnych dzieł. Czym więc Ars Independent różni się od wielu innych festiwali, jakich w Polsce i na świecie organizuje się corocznie bez liku? Otóż fundamentem katowickiego wydarzenia zaiste jest dialog, ale podczas gdy większość współczesnych festiwali koncentruje się na jednym medium, wokół którego roztacza naczelną ideę zgromadzenia, pozostawiając reszcie dziedzin rolę atrakcji pobocznej, tak Ars Independent stara się czynić odwrotnie – tutaj idea jest perłą, wokół której wytapia się złotą koronę.

Multimedialność i wewnętrzna symetria totalnego dzieła sztuki zostaje więc w tym przypadku zachowana w sposób dalece bardziej satysfakcjonujący niż ma to miejsce chociażby na gdyńskim Open’erze, gdzie od kilku lat prężnie rozwija się pozamuzyczne zaplecze artystyczne. W przypadku popularnego “Arsa” nie jest bowiem możliwym wytypowanie jednego medium, stanowiącego o istocie festiwalu i choć my – kinomani ochoczo stawiamy X Muzę ponad pozostałą ofertę, to wątpliwości nie podlega fakt, iż funkcjonuje ona tu na tych samych warunkach i jest relewantna w tym samym wymiarze, co sekcja gier wideo, wirtualnej rzeczywistości czy muzyki.

Zobacz również: Klasyka w dniu premiery – „Rozstanie”

Nierozerwalnie związana z przestrzenią idea festiwalu, zakładająca harmonijne współistnienie kilku odrębnych sztuk, polega zatem na zagwarantowaniu każdej z nich niezbędnej autonomii przy jednoczesnym nastawieniu na eksplorację esencjonalności ich dialogu. Zawarta w nazwie festiwalu “niezależność” odnosi się więc nie tylko do programu i preferencji zarówno organizatorów jak i odbiorców, ale także do relacji, w jakie wchodzą przestrzennie umotywowane elementy totalnego dzieła sztuki zwanego Ars Independent.

Ars Independent 2017 / fot. Michał Jędrzejowski
Ars Independent 2017 / fot. Michał Jędrzejowski

Fakt ten zdaje się również uodporniać festiwalową formę totalności na patologie związane z homogenicznością sztuki, o których pisali krytycy Wagnerowskiego Gesamtkunstwerku. “Zgodność słowa, obrazu i muzyki udaje się o tyle doskonalej (…), że elementy zmysłowe, które w sumie gładko protokołują powierzchnię społecznej rzeczywistości, zasadniczo produkowane są w tym samym procesie technicznym i wyrażają jego jedność jako swoją właściwą treść.” – twierdził swego czasu Theodor Adorno, doszukując się w koncepcji słynnego kompozytora protoformy współczesnej komercjalizacji i uprzemysłowienia mediów artystycznych. Nie mógł on jednak wiedzieć, że jedność pod egidą przestrzeni, tak jak ma to miejsce w przypadku festiwalu, nie artykułuje jedności treści, lecz jedność idei, pozostawiającą pełną swobodę “technicznemu procesowi produkcji”. Ars Independent stanowi więc mokry sen wszystkich poszukiwaczy totalności w sztuce, w przestrzeni upatrując gwarancji niezależności i zarazem bezinwazyjnej współpracy wszystkich jej składników, co tym samym umacnia ich fuzję w starciu z niedogodnościami homogenizacji.

Ars Independent 2017 / fot. Michał Jędrzejowski
Ars Independent 2017 / fot. Michał Jędrzejowski
Zobacz również: Camping #19 – Naga prawda o okrucieństwie, czyli „Witaj w domku dla lalek”

A jeśli chcielibyście się przekonać na własnej skórze, czy festiwal Ars Independent rzeczywiście oferuje maksimum różnorodności przy organizacyjnej standaryzacji, to najbliższa okazja nadarzy się już za miesiąc. 25 września rusza kolejna, 8. już edycja katowickiego wydarzenia, które z roku na rok przekonuje do siebie coraz większe rzesze zwolenników sztuki niezależnej. Prócz filmów (zarówno pełno i krótkometrażowych) w ofercie festiwalu widnieje niezliczona ilość atrakcji z dziedziny wirtualnej rozrywki oraz muzyki. Całość natomiast, na zasadach konkursu, w którym decydujący głos oddaje widownia, odbędzie się w kilku placówkach kulturowych (m.in. kina studyjne, klubokawiarnie) miasta, uchodzącego za polskie Tokio. Po więcej szczegółów zapraszamy na stronę festiwalu, dzięki której uczynicie pierwszy krok ku poznaniu festiwalowej totalności.

Ilustracja wprowadzenia: Ars Independent 2017 / fot. Michał Jędrzejowski


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.