RecenzjeSplat!FilmFest 2019

“Niesamowicie krótki weekend” – Gdy świstakowi kończy się już cierpliwość [RECENZJA]

Bartek Bartosik

Alba budzi się w dojeżdżającym do celu samochodzie. Ekipa się rozpakowuje. Nie ma wody w kranie. Piją. Rzuca ją chłopak. Ojciec kłamie przez telefon. Znajomi oznajmiają, że wyprowadzają się do Niemiec. Alba idzie na samotny spacer. Świat się zatrzymuje. Alba budzi się w dojeżdżającym do celu samochodzie. Ekipa się rozpakowuje. Nie ma wody w kranie…

Będzie to krótka przypowieść o tym, jak tłumaczenie tytułu może wyprowadzić człowieka z właściwego toru, a wprowadzić w skrajne niezrozumienie. Niesamowicie krótki weekend, jeden z filmów, które będziemy mogli obejrzeć w sekcji “Fantastyczne” na najnowszej edycji Splat!FilmFestu, opowiada bowiem o weekendzie koszmarnie długim, momentami bolesnym, przepełnionym kacem i uwięzionym w świstaczej pętli czasu, coraz mocniej zaciskającej się na szyi głównej bohaterki, która wraz ze znajomymi wyrusza do domu w głuszy, żeby w spokoju upić się do stuporu, potańczyć i pograć w kalambury. Trop, który wieść powinien do rzezi lub przynajmniej wezwania pradawnych demonów okazuje się mylny, bo zamiast nieprzyjemności związanych z rozczłonkowaniem, spotyka naszą bohaterkę konieczność zmierzenia się z odpowiedzialnością dorosłego życia i zaprzestania ucieczki przed zaangażowaniem.

Niesamowicie krótki weekend jest w swojej strukturze i zamyśle bliźniaczo podobny do genialnego Dnia Świstaka – ciągle powtarzający się dzień i tylko jedna osoba zdająca sobie z tego sprawę – jednak film Jona Mikela Caballero pozbawiony jest wszelkich nut komediowych. Dezorientacja głównej bohaterki powoli zmienia się w smutną konstatację, że być może nic dziwnego się nie dzieje, a każdy jej dzień wiecznej dziewczynki, która ucieka od odpowiedzialności, jest de facto taki sam. Pobudka, kac, ogarnięcie się, impreza. Nawet życie w dniu świstaka nie pozostaje bez konsekwencji. Po kilku cyklach coraz to mocniejszego imprezowania nawet nowo zresetowani przyjaciele nie mogą powstrzymać się od żartobliwych próśb, by Alba w końcu wzięła prysznic. Drugą konsekwencją jest to, że każdy kolejny cykl staje krótszy o godzinę, kiedy więc do dziewczyny dociera, że chce naprawić swoje błędy i w końcu zacząć żyć naprawdę, musi zmierzyć się nie tylko z sobą samą, ale też z upływającym czasem.

Przeczytaj również:  "Ostatni skok w historii USA" - Nietypowa wizja świata bez przestępczości [RECENZJA]

Warstwa formalna Weekendu nie prezentowałaby sobą nic specjalnego – ot, poprawny film, który nie sili się na żadne fajerwerki – gdyby nie jeden cudowny zabieg. W miarę, jak kurczy się czas, który pozostał Albie, zmieniają się też proporcje obrazu. Traci on na szerokości, z każdym kolejnym resetem zmniejszając pole widzenia zarówna widza, jak i bohaterki. To, co początkowo wprawia w klaustrofobię, pod koniec, dzięki ograniczeniu niepotrzebnych bodźców, rozpraszaczy, zgiełku i błysków, pozwala uchwycić tylko to, co jest najważniejsze. Prawdziwy masterclass z narracji wizualnej.



Film zobaczycie 6.12 (piątek) o 20.30 w warszawskiej Kinotece podczas czwartej edycji Splat!FilmFestu. Więcej naszych tekstów o festiwalu znajdziesz tutaj, a więcej informacji o filmie tutaj!

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.