Publicystyka

You can’t kill the Boogeyman. O Michaelu Myersie przed premierą “Halloween”

Bartek Bartosik
michael myers costume for kids Unique All Ten Halloween Movies Ranked

Jakiś czas temu widziałem na jednej z Facebookowych grup ranking ulubionych antagonistów wśród miłośników horroru. Bezsprzecznym zwycięzcą okazał się Freddy Krueger, zaraz za nim uplasował się Jason Voorhees, potem był Leatherface i gdzieś na samym końcu Michael Myers. Wydało mi się to o tyle dziwne, że wśród wszystkich klasycznych, horrorowych serii to właśnie Halloween cieszy się największą estymą i dorobił się solidnej pozycji w historii kinematografii, a dziś bywa wymieniany jednym tchem obok największych osiągnięć X muzy.

Zobacz również: Recenzję “Bohemian Rhapsody

Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że wynik głosowania nie mógł być inny, a to właśnie ze względu na to, kim – lub czym – jest Michael Myers. Wszyscy pozostali mordercy mieli w sobie coś, czego od zawsze brakowało Michaelowi – człowieczeństwo. Mszczący się za dawne krzywdy Jason, uwarunkowany przez rodzinę, upośledzony Leatherface czy nawet tropiący ofiary w snach Freddy mieli własną osobowość, manifestującą się interakcją z wkrótce martwymi nastolatkami na poziomie wyższym niż poprzez zatopienie ostrego narzędzia w oczodole.

Każdy z nich jest faktyczną postacią, podczas gdy Myers jest personifikacją czystego zła, skrytego pod niewyrażającą żadnych emocji, trupiobladą maską, która, żeby było bardziej absurdalnie, przedstawia aktora grającego postać kapitana Kirka w Star Treku. Metodycznie podąża za upatrzoną wcześniej zwierzyną, prześladuje ją i ostatecznie dopada. Atak nie ma jednak nic wspólnego ani z maniakalnym szaleństwem, z którym utożsamia się seryjnych morderców, ani ze zwierzęcą żądzą mordu, charakteryzującą antagonistów w typie Leatherface’a lub Obcego. Michael jest wyłącznie maszyną do zabijania, każdy jego ruch ukierunkowany jest na maksymalną efektywność. Nie dba o efektowność, nie zakłada pułapek ani nie wdaje się w pościgi. Powolnym, miarowym krokiem zmierza w stronę miotającej się w panice ofiary i zawsze ją dogania.

Jest zarówno personifikacją zła, które bezinteresownie i bez żadnej przyczyny nęka nastolatki w sennym, amerykańskim miasteczku, jak i ich wszystkich, najgłębszych strachów.

Zobacz również: Recenzję filmu “Mrok”

Nie bez przyczyny nawet w napisach końcowych postać mordercy nie jest wymieniona z imienia i nazwiska, figuruje tam jako “Kształt”. Kształt, który czai się w mroku, kiedy gaśnie światło w sypialni i który przemyka gdzieś na skraju pola widzenia w ciemnym pokoju. W samym filmie równie często co “Michael Myers” słyszymy Boogeyman i to właśnie z tą ogólną nazwą na potwora z szafy należy go kojarzyć. W jednej z bardziej symptomatycznych scen pierwszego “Halloween” pada zresztą zdanie You can’t kill the Boogeyman, co doskonale odpowiada charakterystyce Myersa.

Paradoksalnie jedną z większych zalet pierwszego Halloween jest to, że odnoszenie wydarzeń w nim zachodzących do ogólnego krajobrazu społeczno-politycznego tamtych czasów nie ma większego sensu. To opowieść, która dzieje się tu i teraz, dotyczy konkretnych osób i sprecyzowanych traum. Dlatego też decyzja twórców remake’u o zignorowaniu całej wątpliwej spuścizny, jaką pozostawiły po sobie wszystkie, poza oryginałem, części tej nad wyraz rozbudowanej serii i przeniesienie nas po 40 latach z powrotem na pole bitwy między Myersem a Laurie Strode, jest jedyną słuszną i sprawia, że Halloween AD 2018 ma szansę, podobnie jak w 1978, zostać jednym z filmów roku.

 

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.