Advertisement
FilmyRecenzjeStreaming

Ghibli: Mój sąsiad Totoro [RECENZJA]

Paweł Gościniak
Totoro
Fot. Kadr z filmu Mój przyjaciel Totoro

Przyznam się bez bicia, że po raz pierwszy sięgnąłem po arsenał studia Ghibli dopiero w roku 2020. Co prawda obejrzałem w swoim życiu wiele anime, ale rzadko brałem się za produkcje pełnometrażowe. Dziś jednak cieszę się, że uświadomiłem sobie, jak wielki błąd popełniłem, ponieważ nie obejrzałem Mojego sąsiada Totoro za młodu. Animacja Japończyków jest piękna i magiczna. Daje szansę raz jeszcze przeżyć dzieciństwo, nawet jeśli tylko w wyobraźni. To twórczość niezwykle wartościowa dzięki temu, w jaki sposób przedstawia przyjaźń i relacje rodzinne, szczególnie rolę ojca. Każdy widz może wynieść z niej coś dla siebie, choć wydawałoby się, że jest przeznaczona przede wszystkim dla młodszego odbiorcy. 

Magia dziecięcej wyobraźni

Film prowadzi nas przez sielankowe życie rodziny Kusakabe, która właśnie przeprowadziła się do nowego, tradycyjnego wiejskiego domu. Na pozór zwykła opowieść szybko daje nam się poznać od zaczarowanej strony, kiedy to siostry Satsuki i Mei sprawdzają każdy kąt nowego mieszkania. Ku ich zdziwieniu zauważają okrągłe, przybierające ciemny kolor duszki. Coś, co z perspektywy dorosłego wydaje się po prostu garstką kurzu, w oczach dziecka staje się czymś magicznym i niezwykle ciekawym. Choć pierwsze spotkanie z “drugim światem” delikatnie powiewa grozą, to atmosfera stopniowo staje się coraz przyjemniejsza i bardziej nadprzyrodzona.

Gdy młodsza Mei błądzi w ogrodzie, po raz pierwszy spotyka Totoro, niesamowite i ogromne stworzenie, znane z opowieści jako strażnik, czy też bóstwo lasu. Relacja dziewczynki i, jak go początkowo nazwała, trolla, rozkwita wraz z kolejnymi, słonecznymi dniami, a w końcu przyłącza się do nich również Satsuki. Budowa ich przyjaźni objawia się w małych, ale ważnych dla każdego z nich gestach – przykładem jest scena, gdy jedna z sióstr w deszczowy dzień pożycza Totoro parasol, a ten w ramach wdzięczności przekazuje jej żołędzie. Niewinne na pierwszy rzut oka wydarzenie sprawia, że kilka dni później w trójkę podróżują zaczarowanym, niewidzialnym dla dorosłych kotobusem, czy wspólnie latają nad ogromnym drzewem, sercem lasu. W końcu tak się zaczynają wielkie przyjaźnie, od prostego gestu, od podania dłoni.

Totoro
Fot. Kadr z filmu Mój sąsiad Totoro

Takiego ojca każdy chciałby mieć

Najbardziej wzruszającym i najważniejszym aspektem Mojego sąsiada Totoro okazało się dla mnie przedstawienie relacji ojca i córek, a także tego, jak cała trójka dba o chorą, przebywającą w szpitalu matkę. Zgodnie z ludowymi wierzeniami tylko dzieci potrafią widzieć duchy, ale nie oznacza to, że rodzice nie powinni wspierać ich fantazji. Tatsuo, czyli tata dziewczynek, po usłyszeniu ich niesamowitej historii nie ogranicza ich wyobraźni, nie mówi im, że Totoro nie istnieje. Wręcz przeciwnie, podsyca w nich chęć ponownego spotkania się z nowym przyjacielem. Właściwie już na samym początku opowieści przyłącza się do poszukiwania duszków w nowym domu, dajac tym samym znak, że zależy mu na rodzinie.

Tatsuo pełni w filmie rolę wzorowego ojca nie krzyczy i nie zachowuje się agresywnie, lecz stawia na spokojne, wyrozumiałe podejście do dzieci. Jego system wartości wybrzmiewa wyraźnie w scenie, gdzie zajmuje się papierkową robotą przy biurku, a i tak znajduje czas na rozmowę z Mei. Jeszcze lepiej podkreśla tę zdrową relację stosunek córek do ojca. Gdy ten zapomina parasola do pracy, dziewczynki ruszają na przystanek, aby Tatsuo nie zmoknął w trakcie powrotu. Tata późno nie wraca, a one, zamiast ruszyć do domu, martwią się i czekają, dopóki nie przyjedzie kolejny autobus. Poza tym o złotym sercu mężczyzny świadczy fakt, że odwiedza chorą żonę w szpitalu i czule z nią rozmawia. Satsuki z kolei pisze do mamy listy, w których opisuje swoje przeżycia w nowej szkole. To drobne, ale piękne gesty, świadczące o głębokim humanizmie produkcji Miyazakiego. 

Totoro
Fot. Kadr z filmu Mój sąsiad Totoro

Dzieło piękne i uniwersalne

Mój sąsiad Totoro ujrzał światło dzienne w 1988 roku. Tym bardziej warto zwrócić uwagę na to, jak fantastycznie animacja wyglądała w dniu premiery i jak dobrze się zestarzała. Gdy oglądam ją w 2020 roku, nie widzę, żeby w czymś odbiegała od tytułów z początku XXI wieku czy nawet jego drugiej dekady. Również humor jest niezwykle uniwersalny  w trakcie seansu wielokrotnie szeroko się uśmiechnąłem lub zaśmiałem. Całość narracji spina piękna muzyka, która buduje nastrój tajemnicy i magii.

Film sprawił, że ponownie mogłem popaść w otchłań nostalgii i refleksji nad tym, że kiedyś to było i w dzieciństwie świat wydawał się piękniejszy. Dochodząca do tego dbałość o szczegóły, a także wspaniała historia, która zwraca uwagę na kluczowe dla człowieka wartości, zachęciły mnie do zapoznania się z kolejnymi dziełami studia Ghibli. I jeśli sam nie wyruszę na poszukiwanie Totoro, to na pewno jeszcze coś o japońskich animacjach napiszę.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.