Advertisement
Recenzje

Kartel, czyli Chiny, ćpanie i strzelanie – Recenzja

Paweł Gościniak
Kartel

Czym różni się chińskie podejście do narkotyków od tego, które znamy z Narcos czy Breaking Bad? Przede wszystkim ryzykiem związanym z biznesem. Jeśli posiadasz choćby 50g heroiny czy metfamfetaminy, co wcale nie jest dużą ilością, możesz liczyć się z rozstrzelaniem. Nic dziwnego, że baron narkotykowy Timmy Choi (Louis Koo) proponuje kapitanowi Zhangowi (Honglei Sun) wydanie największych szych w zamian za uniknięcie kary śmierci. Jak reżyser Johnnie To radzi sobie z przedstawieniem chińskiego półświatka i zwalczającej go policji?

Kartel

Zobacz również: Recenzję filmu „Płomienie”

Kartel nie wita nas sceną produkcji metaamfetaminy, lecz wrzuca w środek operacji policyjnej, mającej na celu zatrzymanie Timmy’ego i jego wspólników, którym, pomimo starań, nie udaje się uciec przed stróżami prawa. Podczas przesłuchania Choi ulega presji i idzie na współpracę. Wieść o śmierci swojej żony skłania go do takiej decyzji, szczególnie, że zginęła ona w wyniku eksplozji w jego fabryce produkującej narkotyki. Wygląda więc na to, że ma wyrzuty sumienia. Reżyser przy okazji tej tragedii przedstawia widzom chiński zwyczaj palenia pieniędzy. Za jego pomocą Timmy okazuje zmarłej ukochanej miłość i szacunek.

Johnnie To prowadzi nas oczami kapitana i Timmy’ego do kolejnych grubych ryb w biznesie. Poznajemy Ha-ha, który śmieje się do rozpuku z prawie każdego słowa jakie słyszy od Zhanga. Dzięki podsłuchowi zespół operacyjny notuje każdą wypowiedź Ha-ha. Wszystko po to, aby kapitan udawał go przy spotkaniu z następnym dilerem, oziębłym Chenem, prowokującym funkcjonariusza do wzięcia narkotyków. Plan szalony, ale sensowny, bowiem obydwaj handlarze nie znają się osobiście. Wprowadzenie kapitana-aktora to fantastyczny zabieg reżysera, który naprawdę cieszy zarówno pod względem pomysłu, jak i gry aktorskiej Honglei Suna.

Niestety na tych czterech postaciach kończy się wyrazistość. Można jeszcze dorzucić do nich parę ćpunów, którzy prowadzą ciężarówkę z narkotykami, lecz są nieświadomi śledzącej ich policji. Od razu przychodzi na myśl scena z Laską i jego kumplami w Chłopaki nie płaczą, przez co kąciki ust delikatnie podnoszą się do góry. Opadają one jednak, gdy uświadamiamy sobie, że jedynym wyróżniającym się spośród policjantów bohaterem jest Zhang, ale na szczęście Honglei Sun ciągnie resztę funkcjonariuszy swoimi umiejętnościami aktorskimi do góry.

Zobacz również: Recenzję filmu „Mary Poppins powraca”

Na tle konfliktu, który tworzy się między kapitanem a Timmym, obserwujemy podejście chińskiej policji do dilerów czy osób uzależnionych od narkotyków. Stróże prawa wcale nie ukrywają, że ich nienawidzą. Jest w tym trochę znanej w chińskiej kinematografii propagandy Państwa Środka, choć patrząc z perspektywy historii, ten obrazek wcale nie dziwi. W XIX wieku Wielka Brytania, po zwycięstwie w wojnach opiumowych, zmusiła Cesarstwo Chińskie do skupowania opium, co skutkowało uzależnieniem się sporej części mieszkańców od tej substancji. Po za tym Chiny przekazały w ręce Brytyjczyków Hongkong, rodzinne miasto reżysera. Jakby szukać na siłę, to może jest to manifest żalu wobec biegu historii?

Przeczytaj również:  „Dziennik panny służącej” – Gianina w Paryżu | Recenzja | Nowe Horyzonty 2026

Jedno jest pewne – w Państwie Środka polityka antynarkotykowa to nie żart. Liczba aresztowań wzrasta każdego roku. W latach 2006-2011 zwiększyła się ona z 31 do 69 tys. Jeszcze nie tak dawno polityka rządu obrała zupełnie inny kierunek, o czym świadczą działania z ramienia Xi Jinpinga. W samym okresie od września do grudnia 2014 roku prowadzono aż 52 tys. spraw przeciwko handlu narkotykami. W tym czasie za posiadanie kilkudziesięciu gramów marihuany został aresztowany syn Jackiego Chana. Znany aktor posypał sobie głowę popiołem, co tłumaczył okazaniem skruchy i podkreśleniem swoich błędów wychowawczych. Możliwe, że jego celem było zachowanie posłuszeństwa wobec państwa, lecz prawdę zna tylko on.

Kartel

Zobacz również: Recenzję filmu „Vox Lux”

Kartel rzuca światło na temat narkotyków w Chinach, choć jest to raczej promyk, bo wcale nie dowiadujemy się tak wiele. Jednak wiele skłania mnie do wystawienia mu pozytywnej oceny. Przede wszystkim wspomniana przeze mnie już nie raz gra aktorska Honglei Suna, ale również Louisa Koo, którego mimika ciągle wywołuje w nas niepewność. Od początku w głowie tworzą się pytania: Czy Timmy odwróci się od kapitana i zdradzi go, żeby pozostać lojalnym wobec swoich kolegom po fachu? Zdecyduje się na ucieczkę, czy będzie za wszelką cenę chciał uniknąć kary śmierci?

Interesujące są sceny, w których mamy do czynienia bezpośrednio z operacjami policyjnymi. Obserwujemy je zarówno z perspektywy uczestników, którzy działają incognito i w pokoju hotelowym niejednokrotnie przebierają się podczas jednej akcji. Widzimy też tych, którzy pozostają niewidzialni, a więc zaplecze w postaci funkcjonariuszy koordynujących operację za pomocą kamer czy podsłuchu. Kartel daje nam wgląd w trwające trzy doby działania policjantów, trzyma w napięciu, cieszy dynamiczną kamerą i wspaniałym montażem. Przeprowadza nas przez wymiany narkotyków w korku na drodze ekspresowej, pościgi, wybuchy, scenę strzelaniny niczym u Tarantino, tyle że bez masowego rozlewu krwi. Ta ostatnia wielu skradła serce, w tym mi. Czego zatem Johnnie To nie dopiął w Kartelu?

Kartel

Zobacz również: Recenzję filmu „Spider-Man Uniwersum”

Do niedociągnieć wliczają się niektóre zabiegi podczas działań policji, wspomniana bezpłciowość większości postaci i miejscami rażący brak realizmu. Pościgi są, ale kiedy kapitan podąża za uciekającym ze szpitala Timmym, to faktycznie tylko… podąża. Wyglądają jak dwaj staruszkowie chcący dotrzeć do supermarketu w Black Friday. Poza tym trafiają się sceny wręcz komiczne, jak choćby ta, w której dwójka przestępców ucieka z fabryki przed oddziałem policji. Pomimo faktu, że goni ich dwudziestu funkcjonariuszy, są w stanie zastrzelić połowę z nich i jeszcze wydostać się z budynku bez szwanku. Kolejnym absurdem jest rozmowa kapitana z dilerem Ha-ha. Żona gangstera podaje dania, przez co zasłania niewielką policyjną kamerę ukrytą w paczce papierosów. Przy każdym kolejnym posiłku kapitan i Timmy podają sobie paczkę tak chaotycznie i bezcelowo, że nie sposób nie zaśmiać się z kiczowatości tej sceny.

Nie ma jednak co przesadnie narzekać, bo Kartel ogląda się naprawdę przyjemnie. Fabuła jest wciągająca i zachęca do szerszego zapoznania się z tematyką narkotyków w Chinach. Oczywiście od strony teoretycznej, ponieważ Johnnie To na każdym kroku ciska w nas hasłem: narkotyki to zło. W scenie w hotelu obserwujemy kapitana, który wykręcony od białego proszku lata po całym pokoju jakby mu ktoś wsadził kij w… wiadomo. Gra aktorska jest miła dla oka, a kamera jeszcze wspanialsza. Wszystkim amatorom-pasjonatom kina Państwa Środka polecam sięgnąć po tę produkcję.

Przeczytaj również:  „Hokum” – Źle się dzieje w Irlandii [RECENZJA]
+ pozostałe teksty

Student i pasjonat psychologii społecznej oraz psychologii języka, który analizuje filmy pod kątem zmian w ludzkim zachowaniu. Amator chińskiego kina i tamtejszej kultury. Wkręca sobie, że tak naprawdę jest kimś pomiędzy Dalem Cooperem z Twin Peaks a Benem Wyattem z Parks and Rec.

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.