Advertisement
51. Festiwal Polskich Filmów FabularnychFestiwaleFilmyRecenzje

„ÒPI” – A24 mamy w domu | Recenzja | 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

Irena Kołtun
„ÒPI” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych
„ÒPI” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Marta Giec wybrała na debiut nie dość, że kino gatunkowe, to jeszcze bardzo specyficzny jego rodzaj. Inspiracje horrorem w psychologicznym czy może raczej psychologizującym wydaniu, jakiemu hołduje studio A24, są tak wyraziste, że skręcają wręcz w stronę swoistego kina eksploatacji tego, co amerykańska wytwórnia niezależna ofiarowała nam najlepszego, jak również tego, co tak dobre już nie jest.

Już w pierwszych minutach filmu reżyserka daje nam wyraźnie odczuć, że mamy do czynienia z horrorem – oglądamy sekwencję nocnego koszmaru, przedstawiającą ciało głównej bohaterki, Krystyny/Triny w nienaturalnej pozycji i tortury, wszystko w jaskrawych neonowych barwach i z towarzyszącymi tajemniczymi szeptami. I choć bohaterka budzi się, to poczucie koszmaru zostaje. Twórczynie szafują bowiem chojnie środkami: niepokojącą muzyką, drażniącymi dźwiękami, pojawiającymi się mrocznymi postaciami w tle. Miejscami ten przesyt sprawia, że natarczywie mówi się nam, iż mamy się bać, zanim zdążymy się sami wystraszyć, co przynosi efekt odwrotny do zamierzonego. Część strachów też nie będzie miała późniejszego logicznego odniesienia w fabule, są użyte jako sztuka dla sztuki. Wszystkie bogato stosowane zabiegi budują atmosferę wokół tego, co się dzieje w domu Triny. A dzieje się bez wątpienia źle – kontrolująca matka traktuje dziewczynę jak służącą i z upodobaniem znęca się psychicznie. Obrazek ten komplikuje przyjazd z Kaszub dawno niewidzianej rodziny: babci i ciotki Triny, które w zdewociałą toksyczną atmosferę domową wprowadzają elementy ponurego folkloru i okultyzmu oraz własnych zadawnionych animozji.

„ÒPI” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych
„ÒPI” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Cała psychologiczna podbudowa trudnych kobiecych relacji rodzinnych sprowadza się jednak do emocjonalnych gierek na użytek widza. Główny wątek przemocowej relacji matek – córek nie kończy się ani przekonująco, ani satysfakcjonująco. Relacja Urszuli i Triny po prostu się rozmywa. Szczerze byłam przekonana, że ta pierwsza pojawi się jeszcze w grande finale lub ukrytej scenie po napisach; relacja Urszuli i Heleny z babcią Reginą także pozostanie niewykorzystana, a gest Urszuli przed początkiem ostatniego aktu nie wybrzmiewa tak mocno w aspekcie psychologicznym, jakby mógł. Dewocja i kult papieża Polaka wyrażany przez matkę Triny pojawia się na zasadzie mema i nie wiąże się za bardzo z innymi kwestiami poruszanymi w filmie. Niektóre wolty dzieją się, bo są potrzebne do popchnięcia akcji, inne dla czystej rozrywki. Psychologizm i relacje, rozpromowane w gatunku horroru przez studio A24, w ÒPIM pełnią rolę pretekstową i podrzędną wobec wyższego celu, jakim jest eksploatacja motywów okultystycznych zaczerpniętych z nieznanych szerzej kaszubskich legend i czystego gore w wielkim finale.

„ÒPI” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych
„ÒPI” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

W ÒPIM największy nacisk położony jest przedstawienie folk- i okultystycznego horroru oraz podbijanie obcości i dziwności kaszubskich wierzeń ludowych. Najwięcej miejsca poświęcone jest tytułowemu òpiemu – jego legendarium jest stopniowo dozowane, twórczynie trzymają wszystkie karty i pokazują je widzom w odpowiednich momentach. Z wyczuciem wplatane są inne motywy kaszubskie – a to pojawi się wzór koronki, a to widzimy postać w czepku. Wraz z tokiem narracji motywy się intensyfikują, a jak już wspominałam, nie są stonowane już od pierwszych minut filmu. Marta Giec odważnie i na bogato operuje środkami wyrazu, nie bojąc się przekraczać granicy śmieszności. To otwarte i bezwstydne nadużywanie czy to chwytów, czy folkowych legend, czy psychologizowania, to najmocniejszy punkt ÒPIEGO. Gdyby powstał w czasach, w których dzieje się akcja filmu, zrobiłby karierę na VHS.

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką: „Bionicle: Maska Światła” (2003)
„ÒPI” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych
„ÒPI” / materiały prasowe Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

To b-klasowe podejście kojarzy mi się z inną legendą polskiej eksploatacji – Wilczycą Marka Piestraka. Filmy łączy nie tylko Iwona Bielska na marach. Kultowy horror z 1983 r. eksploruje motywy charakterystyczne dla polskiej odsłony gatunku – kostium historyczny, walka o niepodległość w tle, adaptacja literacka – i zaprzęga je w służbę seksu, przemocy, nekromancji i opętania. ÒPI nie odwołuje się do polskich tradycji, za to bierze na warsztat jego współczesną światową odsłonę gatunku w postaci charakterystycznych tropów z A24 – psychologizmu, traum pokoleniowych, okultyzmu, folku. Przesada i pragmatyczne wykorzystanie ich bez sentymentalizmu sytuuje ÒPIEGO jako jednego z niewielu przedstawicieli nie tylko kina gatunkowego, nie tylko jego eksploatacyjnej odnogi, ale ciekawego i wyjątkowego przemielenia snobistycznej maniery najbardziej popularnego niszowego amerykańskiego producenta na naszą polską pulpę.

korekta: Anna Czerwińska


Tekst powstał w ramach współpracy partnerskiej z Festiwalem Polskich Filmów Fabularnych.

+ pozostałe teksty

Fanka kina zarówno arthousowego, jak i śmieciowego, wielbicielka Campion, Żuławskiego, Vardy, Eggersa, blogerka facebookowa (@blurbyzceluloidu), opiekunka dwóch laboratoryjnych świnek morskich.

Ocena

6 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.