Advertisement
PublicystykaZestawienia

8 wartościowych filmów z “Millenium Docs Against Gravity”, które jeszcze możesz obejrzeć online

Rafał Skwarek
Docs Against Gravity
Tegoroczna edycja MDAG to ponad 100 filmów dokumentalnych z całego świata

Osiemnastego września zakończyła się tegoroczna, stacjonarna edycja Millenium Docs Against Gravity, ale na kanapowych kinofili aż do 4 października czeka ponad setka filmów.

Ogólnopolskie święto kina jak co roku zaoferowało odwiedzającym przegląd najważniejszych i najnowszych produkcji dokumentalnych z całego świata. Po raz pierwszy miałem przyjemność pojawić się na MDAG w 2017 roku i przez ostatnie cztery lata pozostaje ono moim ulubionym festiwalem filmowym. Pozbawione atmosfery nadęcia i taniego blichtru celebrytów, oferuje to co najważniejsze – wspaniałe kino. Również i w tym roku dane mi było buszować po salach Gdyńskiego Centrum Filmowego, choć obostrzenia sanitarne znacząco ograniczyły liczbę miejsc, a co za tym idzie, nierzadko ciężko było się w ogóle na seans dostać. Warto jednak spojrzeć na zalety COVID-owych warunków. Po raz pierwszy festiwalowa oferta pojawia się w całości w Internecie (mdag.pl).

Większość to tytuły z tegorocznej edycji, lecz w repertuarze znajdują się też hity z poprzednich lat. Jak jednak odnaleźć się w tym dokumentalnym gąszczu i co z tego katalogu zobaczyć?  Mam nadzieję, że pomoc może zaoferować poniższe zestawienie, które stanowi moją listę faworytów 17. Millenium Docs Against Gravity.  Osiem produkcji, osiem odmiennych światów, osiem fascynujących historii, a każda warta waszego czasu.


16 wschodów słońca dziennie, reż. Pierre-Emmanuel Le Goff


16 wschodów słońca dziennie
Fot. Materiały prasowe / Millenium Docs Against Gravity

Jedną z najpiękniejszych rzeczy, które oferuje nam kino dokumentalne, jest możliwość pośredniej podróży w rejony świata, które na co dzień jawią się jako odległe i nieznane. A czy istnieje przestrzeń bardziej odległa i nieznana niż kosmos? 16 wschodów słońca dziennie zabiera nas na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), gdzie główny bohater filmu – francuski astronauta Thomas Pesquet – spędził niemal 200 dni w ramach Ekspedycji 50. i 51 w ramach misji Proxima. Kamera towarzyszy mu od ostatnich dni przed startem z kosmodromu Bajkonur, przez cały pobyt na ISS, aż po lądowanie na terenie Kazachstanu.

Wolno płynąca, przeplatana fragmentami prozy Antoine’a de Saint-Exupery’égo narracja zestawia ze sobą fascynujący technologicznie świat Międzynarodowej Stacji Kosmicznej z pięknymi ujęciami Ziemi i innych ciał niebieskich. Pierre-Emmanuel Le Goff zdecydował się uczynić ze swego dzieła hymn pochwalny dla ludzkiej potrzeby odkryć i kolejnych kroków dalej, jednocześnie zwracając uwagę na to, jak maleńkie jest życie człowieka w porównaniu z ogromem kosmosu. Na bardzo długo pozostanie mi w pamięci wgniatające w fotel, pierwszoosobowe ujęcie wyjścia z bezpiecznej, dryfującej ISS w pozbawiony tlenu bezmiar.


Fotograf wojny, reż. Boris B. Bertram


Fotograf wojny
Fot. Materiały prasowe / Millenium Docs Against Gravity

Boris B. Bertram podjął w Fotografie wojny spore ryzyko. Filmowy portret Jana Grarupa – duńskiego fotoreportera, laureata m.in. nagrody World Press Photo za relację z wojny w Kosowie – skupia się bowiem nie na jego skrajnie ryzykownych wyprawach w najbardziej niebezpieczne rejony świata, lecz na jego życiu prywatnym.

Zderzony z nową rzeczywistością, w której zmuszony jest samotnie wychowywać czwórkę dzieci, Grarup wydaje się czuć swobodniej i naturalniej w strefach wojny niż w kopenhaskim mieszkaniu. Zniszczenie w praniu kurtki córki spotyka się w Fotografie wojny z latającymi nad głową pociskami z moździerzy. Film unika jednak tanich morałów na temat powagi problemów europejskich przedstawicieli klasy średniej. Kontrastowe zestawienia realiów mają raczej na celu uwydatnienie wojennego braku człowieczeństwa. Strefa walk wydaje się przestrzenią tak okrutną, że nierealną, abstrakcyjną.

W tym wszystkim najbardziej intryguje zaś tytułowy fotograf. Jego stoicki spokój w obliczu cierpienia i śmierci zdaje się być maską konieczną do normalnego funkcjonowania. Bertram unika zaś wymuszania na bohaterze emocjonalnych uzewnętrznień. Widzowi pozostaje zaś obserwować fotografie i z każdą kolejną myśleć o tym, co dzieje się w człowieku po drugiej stronie obiektywu.


Kobieta, reż. Yann Arthus-Bertrand, Anastasia Milkova


Kobieta
Fot. Materiały prasowe / Millenium Docs Against Gravity

Poprzedni film Yanna Arthus-Bertranda – Człowieksprawił, że w środku nocy na jednej z gdyńskich plaż dokonywałem ewaluacji mojego dotychczasowego życia. Jego najnowsza produkcja – reżyserowana w tandemie z Anastasią Milkovą Kobieta – nie wzbudziła już we mnie tak mocnych emocji, choć mocno się starała. Nie zmienia to jednak faktu, że francuski dokumentalista zna się na swoim fachu.

By choć spróbować pokazać, jak to jest być kobietą w dzisiejszym świecie twórcy przeprowadzili wywiady z ponad dwoma tysiącami przedstawicielek płci żeńskiej z 50 krajów świata. Tematy na które wypowiadają się bohaterki dotykają mnogich sfer życia, takich jak wychowanie, edukacja, praca, seks, dyskryminacja, przemoc, obowiązki, ciało czy intymność. Siłą Kobiety jest więc ogrom i różnorodność zebranego materiału, który, mimo iż bardzo prosty formalnie (tzw. „gadające głowy” na ciemnym tle), intryguje wielogłosem, różnicami kulturowymi oraz spektrum emocjonalnym. Film Arthus-Bertranda i Milkovej wywołuje śmiech, złość, współczucie i przerażenie, daje nadzieję i miażdży serca, pokazuje piękno świata i obnaża jego obrzydliwe strony. Czasem zdarza mu się popaść w delikatny patos, jednak wynagradza go szczerością i empatią. To nie klucz do zrozumienia świata kobiet, lecz bogaty wgląd w niego, a przez to fundament do bardzo indywidualnej refleksji.


Księgarnie Nowego Jorku, reż. D.W. Young


Księgarnie Nowego Jorku
Fot. Materiały prasowe / Millenium Docs Against Gravity

Jeden z najbardziej ciepłych i przyjemnych dokumentów, jakie kiedykolwiek miałem okazję zobaczyć. Young zabiera nas w klimatyczną, nasączoną jazzem podróż przez magiczny świat nowojorskich księgarni, antykwariatów i prywatnych zbiorów. Film notorycznie skacze po tematach – w jednej chwili opowiada o wpływie cyfryzacji na kulturę czytelnictwa, by zaraz przejść do feministycznych ruchów księgarskich, zahaczając po drodze o historie z domów aukcyjnych i archiwizację magazynów dokumentujących początki hip-hopu. Tempo to może wydawać się nieco zbyt pospieszne, jak na opowieść o hobby, kojarzącym się z herbatą, kocem i chwilą spokoju, jednak w tym szaleństwie jest metoda. To właśnie ten kontrolowany chaos najlepiej obrazuje ekscentryczny, a przy tym bardzo przystępny świat kolekcjonerów, księgarzy i pasjonatów, wyczekujących z wypiekami na twarzy na kolejny literacki rarytas.

Księgarnie Nowego Jorku to jeden z tych filmów, których atmosfera sprawia, że ciężko mimowolnie się nie uśmiechać. Do tego służy za świetny motywator, gdy liczba przeczytanych w tym roku książek okazuje się zdecydowanie niższa niż chciało by się przyznać. Po seansie pojawia się ochota, by wparować do pierwszego, lepszego antykwariatu i złapać cokolwiek na chybił trafił, byle tylko wyjść z jakimś tomem w ręku.


Malarka i złodziej, reż. Benjamin Ree


Malarka i złodziej
Fot. Materiały prasowe / Millenium Docs Against Gravity

Mieszkając w Oslo, młoda, czeska artystka nawiązuje relację z mężczyzną, który ukradł jej obrazy, gdy w ramach rekompensaty każe mu pozować do portretów. Malarka i złodziej przypomina fabularny dramat nie tylko loglinem.

Trzyletnia rejestracja burzliwej znajomości Barbory Kysilkovej i Karla Bertil-Nordlanda to wciągająca i narracyjnie zaskakująca opowieść z interesującymi postaciami, przekonującymi przemianami wewnętrznymi i genialnym finałem. Film Benjamina Ree to dzieło momentami tak dobrze skomponowane, że w głowie zaczyna pojawiać się pytanie, na ile to wszystko jest autentyczne. Wszelkie wątpliwości ulatują jednak w bardzo szybkim tempie, wraz z kolejnymi, pochłaniającymi całą uwagę wydarzeniami na ekranie.

Kreatywność i finezja z jaką młody, bo dopiero 31-letni reżyser prowadzi widza przez tę niejednoznaczną opowieść sprawia, że Malarka i złodziej to film bardzo świeży, wyróżniający się z klasycznego, dokumentalnego katalogu. Jeśli produkcja Benjamina Ree stanowi obietnicę nadchodzących w najbliższym czasie nurtów, to ja jestem jak najbardziej za. Pozostaje tylko czekać na kolejne niezwykłe historie.


Ważniejsza od królów, reż. Lauren Greenfield


Ważniejsza od królów
Fot. Materiały prasowe / Millenium Docs Against Gravity

Imelda Marcos to postać tyleż fascynująca, co kontrowersyjna – Miss Manila 1953, żona dyktatora, Ferdinanda Marcosa, po powrocie z wygnania czterokrotna członkini Izby Reprezentantów, posiadaczka rekordu Guinessa za „Największy rabunek rządu”, samozwańcza Matka Narodu, aspirująca do tytułu Matki Świata.

Film Lauren Greenfield z początku prezentuje ją jako ekscentryczną, hojną staruszkę, by powoli odkrywać kolejne ciemne karty z historii byłej pierwszej damy. Niektóre budzą irytację (wysiedlenia mieszkańców, by stworzyć prywatną wyspę afrykańskich zwierząt), inne wprawiają w osłupienie (sumy skradzione z budżetu państwa), niektóre zaś są tak bezczelne, że pozostaje jedynie szczery śmiech (oszukiwanie urzędu ds. odzyskiwania państwowego mienia).

Przy tym reżyserka bardzo sprawnie wychodzi od portretu jedynej w swym rodzaju persony, by przeprowadzić widza przez tragiczną historię Filipin i zwrócić uwagę na aktualne problemy kraju na czele z aktualna głową państwa, Rodrigo Duterte. Ważniejsza od królow staje się przez to nie tylko opowieścią o życiu Imeldy Marcos, ale również lekcją na temat władzy pieniądza i historii, która zdeformowana przez zapomnienie, niewiedzę i desperację lubi się powtarzać. Zaś poszkodowanymi ponownie będą Ci, którzy mogą najmniej.


Wyrzutki, reż. Maasja Ooms


Wyrzutki
Fot. Materiały prasowe / Millenium Docs Against Gravity

Wyrzutki opowiadają historię grupki niezwykle problematycznej, holenderskiej młodzieży, dla której ostatnią deska ratunku przed zakładem poprawczym jest pobyt na odosobnionej francuskiej farmie. Nowa rzeczywistość składa się dla nich z codziennej pracy, rozmów terapeutycznych i rzadkich odwiedzin rodziców.

Film obrazuje proces przemiany (bądź jej braku) trojga mieszkańców alternatywnego ośrodka resocjalizacyjnego i próbuje dokopać się do sedna wewnętrznych problemów bohaterów. Na całe szczęście Wyrzutki w żadnym momencie nie ocierają się o ckliwość ani inne manipulacje emocjonalne. Maasja Ooms dzięki olbrzymiej ilości czasu spędzonego z młodzieżą zbliżyła się do tria na tyle, że widz może sam poczuć się jak członek bandy, jednocześnie uważnie obserwując kolejne zachowania jej członków i próbując wyciągnąć z nich jak najwięcej poszlak dotyczących ich dotychczasowych przeżyć. Reżyserka przygląda się bohaterom z bliska, nie ukrywa swej obecności i nie podgląda zza winkla, ale jednocześnie nie wydaje się ingerować w zastaną rzeczywistość, wykorzystując raczej naturalną brawurę młodzieńców. Wszystko to zaś w bardzo komplementarnej estetyce, łączącej zimną surowość z wysokim dynamizmem.


Zatoka cieni, reż. Richard Ladkani


Zatoka cieni
Fot. Materiały prasowe / Millenium Docs Against Gravity

Morświn kalifornijski to niezwykle rzadki, zagrożony wyginięciem ssak wodny. Notorycznie pada on ofiarą sieci zarzucanych na totoabę. Pęcherze pławne tych ryb skupowane są za zawrotne ceny w Chinach, gdzie uznaje się je za wybitny delikates, jak i pożywienie o magicznych zdolnościach leczniczych. Zatoka cieni to zaś opowiadający o powyższych problemach porywający reportaż śledczy, który choć zaczyna się niczym przedstawiciel dokumentu ekologicznego, finalnie kończy jako rejestracja procesu rozbijania międzynarodowej siatki przestępczej.

Richard Ladkani w swoim dziele prezentuje świetnie wykształcony instynkt dokumentalisty, dzięki któremu, mimo że nigdy nie zapomina on o punkcie wyjścia swego filmu, jest w stanie patrzeć na konkretne zagadnienia szerzej i dostrzegać skomplikowane machinacje stojące za wydawałoby się stosunkowo oczywistymi problemami. My zaś, jako widzowie, jesteśmy przez to raczeni zarówno fascynującymi próbami odłowu morświna w celach usystematyzowanej ochrony, jak i trzymającymi w napięciu scenami polowań na kłusownicze łodzie.

Zatoka cieni to emocjonująca przygoda, która w harmonijny sposób godzi obserwację piękna przyrody, rozmowy z gangsterami, manifesty ekologiczne i chowanie się przed strzałami z ostrej amunicji.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.