Advertisement
FestiwaleFilmyPięć Smaków 2021Recenzje

Gdzie powinna leżeć prawda? Recenzujemy “Równowagę” Yujiro Harumoto

Rafał Skwarek
równowaga
Fot. Kadr z filmu "Równowaga" / Pięć Smaków

Choć możliwości obcowania z kulturą japońską wciąż i wciąż w Polsce przybywa (m.in. za sprawą wspaniałego Festiwalu Pięć Smaków), obraz charakterystyki tamtejszych społeczności nadal zbyt często zrównywany jest z przesadnie ekspresyjnymi i przeestetyzowanymi obrazami rodem z kadrów z seinen-anime, ilustracji wprost z dzieł historycznych czy zdjęć tokijskiej dzielnicy Ikebukuro.

Yujiro Harumoto w swym drugim (po raczej chłodno odebranym Na całe życie) pełnometrażowym filmie oferuje perspektywę nierzadko ukrytą – gorzką, wypłowiałą i pozornie odbiorczo mniej atrakcyjną. Perspektywę skupioną na negatywnych aspektach wciąż zagrzebanego w społecznym tradycjonalizmie społeczeństwa japońskiego – ostracyzmie, toksycznym pojęciu honoru czy szkodliwym milczeniu . Reżyser – niczym protagonistka jego obrazu – przyjmuje postawę reporterską. Poszukuje namiastki prawdy i z determinacją dąży do przedstawienia historii wykutych przez niego postaci w sposób, który pozwoli odbiorcy spojrzeć na rozmaite kwestie nawet jeśli nie z innej perspektywy, to chociaż pod delikatnie innym kątem.

Główną bohaterką Równowagi jest Yu (Kumi Takiuchi), dokumentalistka badająca sprawę rzekomego romansu między nauczycielem a uczennicą, którego tragicznym finałem było samobójstwo domniemanych kochanków. Jej uwaga nie skupia się jednak na próbie poznania szczegółów relacji tragicznie zmarłej dwójki. Yu wraz ze swoją ekipą znacznie więcej czasu poświęca na analizę ponoszonych przez rodziny ofiar krzywd. Nierzetelne przedstawianie sytuacji przez media oraz stale powtarzające się akty wrogości ze strony sąsiadów pogarszają stan i tak już pogrążonych w żałobie krewnych. Gdy zaś okazuje się, że w korepetycyjnej szkole wieczorowej zarządzanej przez ojca protagonistki dochodzi do podobnej sytuacji, Yu musi zderzyć swój światopogląd z realiami własnej prywatności.

Przeczytaj również:  "Chłopiec zwany Gwiazdką", czyli magiczny film na mroźne dni

Opowieść wykreowana przez Harumoto to esej o człowieczej moralności. Intryga rozumiana jako ciąg połączonych ze sobą fabularnie zdarzeń ma oczywiście w filmie swoje niepodważalne znaczenie, jednak służy ona głównie jako wehikuł dla dyskursu o etyce ludzkich postępowań w obliczu wstydu, strachu, złości i pokus. Dochodzenie, które protagonistka prowadzi na przestrzeni filmu, nie jest pełnym napięcia śledztwem, a raczej kanwą służącą za tło dla osobistych przeżyć bohaterów. W narrację tę reżyser wplata również motyw wpływu, jaki media mają na człowieka zarówno w wymiarze bardzo lokalnym, jak i tym znacznie szerszym. Ten, kto relacjonuje, ten, kto kręci, ten, kto pisze, ten, kto opowiada i ten, kto milczy, jest twórcą narracji, co poza odpowiedzialnością daje również władzę.

Chociaż Równowaga należy z całą pewnością do kina fabularnego (mimo że za inspirację służyły rzeczywiste doniesienia medialne) Harumoto decyduje się na estetykę zbliżoną – choć nie naśladującą – do materiałów realizowanych przez ekipę Yu. Kadry utrzymane są w stonowanej barwie, a nienadużywająca cięć kamerą z ręki stara się zawsze trzymać blisko bohaterów i pomaga nadać wydarzeniom autentyczności. Ścieżka dźwiękowa jest praktycznie nieobecna i ma charakter diegetyczny. Aktorzy zaś trzymają ekspresję na wodzy i choć odgrywane przez nich postacie mają wyraźne, dominujące cechy charakteru, które zdają się ujawniać w niemalże każdej scenie, praktycznie nie dochodzi do emocjonalnych, teatralnych szarż.

Istnieje przekonanie, że reżyser nie powinien być jednocześnie montażystą swego dzieła. Brak dystansu wobec własnej kreacji sprawia, że już nakręconych scen ciężej się pozbyć. Zarzut ten można by postawić Harumoto, jednak w jego przypadku ocena nie jest wcale tak jednoznaczna. Z jednej strony reżyser prezentuje w Równowadze bardzo spójną koncepcję artystyczną. Konsekwentnie i spokojnie prowadzona oraz sklejona narracja w połączeniu z delikatnością formy sprawiają wrażenie dokładnie zaplanowanej i wewnętrznie zgodnej wizji. Z drugiej zaś, dwuipółgodzinny metraż seansu jest odczuwalny. Powolne tempo rozwoju akcji i nieinwazyjna estetyka potrafią niestety sprawić, że w seans nie tyle wkrada się nuda, ile poczucie emocjonalnej nijakości. W filmie bazującym na ciężkich, wewnętrznych bataliach moralnych jest to zaś rzecz bardzo niepożądana. Dlatego też największa wada Równowagi okazała się trudna do racjonalnego uchwycenia. Choć wszelkie elementy filmu zostały wykonane przynajmniej poprawnie, nie ujawnia on swego pełnego potencjału, bo brakuje w nim emocjonalnego zaangażowania, zapału i ekspresji. Harumoto tak bardzo przywiązał się do oszczędnej formuły dokumentalno-reportażowej, że przy okazji nie wykształcił do końca tożsamości własnego dzieła.

Przeczytaj również:  Dawaj dalej, trwaj dalej. Recenzujemy "C'mon C'mon"

Równowaga stanowi interesujący wgląd w utrzymujące się w Japonii archaiczne i toksyczne mechanizmy społeczne. Jest też sugestywną historią rozdarcia pomiędzy tym, co słuszne dla nas, a tym, co słuszne wobec innych. Scena otwierająca na długo pozostanie w mojej pamięci za sprawą kojącej a jednocześnie żałobnej melodii fletu na tle powolnej wody. Zapamiętam też finisz, odważnie łączący brutalne oczyszczenie z autorefleksyjną symboliką. Obawiam się jednak, że przez zbyt bezpieczną i oszczędną formę z pozostałego, ponad dwugodzinnego doznania nie zostanie ze mną niedługo aż tak wiele.

Ocena

6 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Na całe życie, Spotlight

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.