Advertisement
American Film Festival 2021FestiwaleFilmyRecenzje

“Lekcje języka”, czyli wideorozmowy, których dobrze być częścią

Rafał Skwarek
Lekcje języka
fot. Kadr z filmu "Lekcje języka" / materiały prasowe

Za kilka lat filmoznawcy, krytycy i inni filmowi teoretycy osądzą, czy doświadczyliśmy zjawiska, które można byłoby nazwać „kinem pandemicznym”. Teraz na jednoznaczne stwierdzenia jest jeszcze za wcześnie, jednak nietrudno zauważyć, że niedawne i aktualne warunki zmusiły twórców do realizacji swych filmowych wizji poprzez alternatywne formy narracyjne.

Pełnometrażowy debiut Natalie Morales (aktorki znanej m.in. z Parks and Recreation, Wojny płci czy Dziewczyn) rezygnuje z wszelkich przejawów filmowego przepychu. Brak w nim wielowątkowej fabuły, bogatych scenografii, wymyślnych kostiumów, różnorodnych lokacji i efektownej akcji. Dwoje aktorów (+ dwa głosy i jedna sylwetka) oraz codzienne otoczenie domostw odgrywanych przez nich postaci, a wszystko to z perspektywy nagrań z kamerek internetowych i aparatów w smartfonach. Choć może się wydawać, że to naprawdę niewiele, twórczyni udowadnia, że i tyle przy odpowiedniej dozie wyczucia jak najbardziej wystarczy.

Tytułowe lekcje języka to prezent-niespodzianka, który Adam (Mark Duplass) otrzymuje od swojego męża. Pakiet stu spotkań on-line z młodą native speakerką Cariño (Natalie Morales) prędko przestaje być jednak jedynie ścieżką do odświeżenia zaniedbanej przed laty umiejętności posługiwania się językiem hiszpańskim. W życiu mężczyzny wydarza się tragedia, a jego nauczycielka wchodzi również w rolę jego emocjonalnej powierniczki. Zapisy z ich kolejnych wideorozmów oraz wysyłane do siebie nagrania stają się budulcem opowieści o nieznającej barier potrzebie obecności drugiego człowieka.

Lekcje języka
fot. Kadr z filmu “Lekcje języka” / materiały prasowe

Scenariusz – napisany wspólnie przez odtwórców głównych ról – nie należy do przesadnie bogatych, odkrywczych czy zaskakujących. Fabuła prezentuje znajome schematy a poszczególne etapy rozwoju relacji bohaterów stosunkowo łatwo przewidzieć. Niemniej jednak, mimo powyższych mankamentów, Lekcje języka ogląda się ze szczerym zaangażowaniem, a jest to w znacznej mierze zasługa przebijającej się przez ekran emocjonalnej autentyczności. Wydarzenia prezentowane przez scenariusz – choć nieskomplikowane – emanują szczerością, której nie sposób zignorować. Film świetnie radzi sobie z wywoływaniem empatii, współczucia czy po prostu bólu serca, jednak nigdy nie wydaje się w swych metodach perfidny czy manipulacyjnie ckliwy.

Przeczytaj również:  Recenzujemy "Duchy przeszłości" z Festiwalu Pięć Smaków

Sztuka ta nie udałaby się, gdyby nie główne duo aktorskie. Mark Duplass swą rolą wprowadza w film olbrzymie dawki ciepła. Odgrywany przez niego Adam nie zawsze zachowuje się taktownie i czasem zdarza mu się wtykać swój nos ciut za daleko, ale jego delikatna, niemalże naiwna pozytywność wobec tragedii życia sprawiają, że sympatyzowanie z nim wydaje się być rzeczą naturalną. Natalie Morales tworzy zaś postać interesująco nieoczywistą, naraz przyjazną i opiekuńczą, ale też z wyraźnie widoczną barierą, za którą skrywa swoje tajemnice. Pomiędzy aktorami czuć zaś świetne zgranie i pełne zrozumienie odgrywanego materiału (wszak stworzonego przez nich samych).

Ludzkie relacje i emocjonalne kryzysy w czasach międzyludzkiej separacji nie są jednak jedynymi tematami, które poruszane są w Lekcjach języka. Ważnym motywem dla filmu jest również to, jak proste informacje o czyjejś płci, pochodzeniu i statusie ekonomicznym ukierunkowują narracje i założenia na temat drugiej osoby, które tworzymy, gdy ją poznajemy. Niestety w tym przypadku powierzchowność scenariusza nie znajduje swej przeciwwagi. Konflikty generowane przez stereotypowe podejście każdej ze stron (“mężczyzna przekonany o tym, że kobieta potrzebuje jego obrony”, “osoba o niższym statusie społecznym podejrzewająca chcącego pomóc jej bogacza o fałszywą litość”) zawierają w sobie bardzo mało niuansów i finezji, a bazowany na nich fabularny twist nie wnosi wiele do wymowy całego obrazu. Wplecenie tej tematyki w podbudowującą na duchu historię o przyjaźni było odważnym i koncepcyjnie słusznym krokiem, jednak braki w głębi sprawiły, że stała się ona mało znaczącym elementem odwracającym uwagę, a nawet osłabiającym to, co w filmie najlepsze.

Przeczytaj również:  Moja komedia romantyczna. Opowieść o filmie "Bros"
Lekcje języka
fot. Kadr z filmu “Lekcje języka” / materiały prasowe

Choć w kwestii filmowych treści nie wszystko zostało wykonane, jak należy, Lekcje języka realizacyjnie prezentują solidny, rzemieślniczy poziom. Morales jako młoda reżyserka rozumie specyfikę internetowej komunikacji, dzięki czemu pewnie panuje nad prezentowanym materiałem. Postaci w filmie mają różne podejścia do nagrywanych przez siebie treści, stabilność łącza wywiera znaczący wpływ na audiowizualny aspekt części ze scen, a niejednoznaczność podejścia Cariño do Adama jest odpowiednio budowana poprzez nieciągły charakter rozmów on-line.

Natalie Morales zaliczyła Lekcjami języka debiut tyleż udany, co pozbawiony tożsamości. To film ciepły, lecz często zbyt gorzki, by uznać go za reprezentanta “feel-good movies”. To obraz poruszający ważne kwestie społeczne, ale zbyt skupiony na narracji o przyjaźni, by w pełni wykorzystać potencjał tematyki. To godny reprezentant kina przekraczającego niedawne organizacyjne ograniczenia, który może zostać w przyszłości skazany na trafienie do szufladki “kino pandemiczne”, na co zwyczajnie nie zasługuje. Swoimi reżyserskimi, aktorskimi i scenariopisarskimi umiejętnościami Natalie Morales udowodniła jednak, że jej nadchodzące projekty nie będą “polem do poprawy”, a polem dla kolejnych kroków w obiecującej ścieżce rozwoju młodej, zdolnej artystki.

Ocena

6 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"Paddleton", "Wojna płci"

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.