Advertisement
FestiwaleFilmyNH+AFF2020Nowe Horyzonty 2020Recenzje

Scrolluję dalej. Recenzujemy “Sweat” Magnusa von Horna!

Rafał Skwarek
Fot. Materiały prasowe / Gutek Film

Magnus von Horn powraca na polską ziemię, by znowu zmierzyć się z aspektem życia ważnym szczególnie dla młodego pokolenia. Sweat ma szansę przysporzyć mu nowych fanów i obserwatorów, ja jednak nie kliknę „follow”.

Żyjąc w przestrzeni mediów społecznościowych, każdy z nas mimowolnie posiada swojego influencera – człowieka, który, dzięki swej aktywności w Internecie, ma na nas większy wpływ niż chcielibyśmy to przyznać. Może to być ulubiony youtuber, starszy pan, który udziela porad ogrodniczych na Facebooku albo kolega, który założył firmę i na Instagramie wozi się luksusowymi samochodami z wypożyczalni. Sylwia Zając, bohaterka Sweat, to bardzo świadoma kreatorka wizerunku internetowego. Zajmująca się fitnessem młoda protagonistka dba o to, by wszyscy z jej sześciuset tysięcy obserwatorów wiedzieli, co dzieje się w jej życiu, przy okazji prezentując zawartości paczek od sponsorów, przygotowując dietetyczne przepisy czy prowadząc publiczne treningi w centrach handlowych. Dzieląca się swym życiem Sylwia ma jednak sporo problemów – nie najlepiej dogaduje się z matką, nie ma kochającego partnera (o czym, wbrew gustom wspierających ją firm, opowiada w płaczliwym wideo na instastories), a do tego pod swoim blokiem zauważa pierwszego stalkera.

Sweat lepszy 1
Fot. Materiały prasowe / Gutek Film

Zdecydowanym atutem reżysera – i jednocześnie scenarzysty – jest jego umiar. Polskie kino swą tendencją do traumatyzacji widza, przyzwyczaiło mnie do tego, by w każdej scenie wypatrywać potencjalnych tragedii wszelkiego rodzaju. Sweat makabrą nie stoi i przez większość czasu dryfuje w przestrzeni szeroko pojętego realizmu, dzięki czemu nie ma się wrażenia, że film stara się być prostym, brutalnym moralitetem. Von Horn ponadto sprawnie radzi sobie z mniej lub bardziej oczywistymi detalami – Sylwia odmawia reklamowania diety pudełkowej przysyłanej w plastikowych opakowaniach, ale jak najbardziej posiłek zje; ogląda w Internecie filmik nagrany przez swego prześladowcę, ale go nie zgłasza, ani nawet nie przegląda profilu twórcy.

Przeczytaj również:  „Czego nauczyła mnie ośmiornica” i dlaczego to tak istotne?

Warto też zauważyć, że reżyserowi udało się zaskakująco dobrze uchwycić specyfikę polskiej rodziny klasy PRL-owskich blokowisk. W bodaj najlepszej scenie filmu – urodzinowym obiedzie mamy Sylwii – von Horn bardzo naturalnie operuje klimatem ciasnych, niedzielnych obiadków: niezgrabnymi próbami wejścia w zainteresowania młodszych pokoleń, wychodzeniem do innego pokoju dla uspokojenia, czy zbywaniem niewygodnych tematów. Niezręczność jest w Sweat dawkowana z dużym wyczuciem – jest często odczuwalna, ale nigdy nie przechodzi w coś żałosnego i wymuszonego.

Ten wychwalany przez mnie umiar, ma jednak swoją drugą stronę, która jako negatyw przyćmiewa pozytywy – Sweat jest produkcją niezdecydowaną i nadmiernie ubogą w treści. Produkcja stara się zachować balans pomiędzy ukazywaniem toksycznej specyfiki kultów z mediów społecznościowych, a prezentacją psychiki bohaterki i jej życia również poza ekranem telefonów. Niestety, finalnie żaden z tych elementów nie zostaje odpowiednio rozwinięty.

Sweat lepsze 2
Fot. Materiały prasowe / Gutek Film

Jako dramat psychologiczny Sweat rozczarowuje scenariuszowymi płyciznami. Postacie drugoplanowe są tragicznie jednowymiarowe i nigdy nie pokazują jakiejkolwiek głębi. Początkowo interesujące relacje rodzinne urywają się wraz z wspomnianą wcześniej sceną obiadu, choć drzemał w nich olbrzymi potencjał. Gdy choć raz von Horn decyduje się na odchył w stronę ekstremum poprzez postać Klaudiusza, asystenta bohaterki, robi to topornie, żeby nie powiedzieć prymitywnie. Zaś sama główna bohaterka, choć jest postacią zbudowaną rzetelnie, nie oferuje sobą niczego zaskakującego. Jej cały charakter da się odczytać w ciągu pierwszych piętnastu minut, a później pozostaje tylko niezwykle przewidywalny rozwój.

Przeczytaj również:  "Kingdom Come" - Biblia, heroizm i braki w edukacji Zacka Snydera [FELIETON]

Film zawodzi również, gdy przychodzi do analizy kultury mediów społecznościowych. Jak na tak młodego twórcę, von Horn ma zaskakująco mało w tym temacie do powiedzenia i ogranicza się do mocno oczywistych obserwacji z punktu widzenia przeciętnie obytego użytkownika Internetu. Reżyser nie decyduje się na ukazywanie szemranych praktyk koniecznych do skutecznej autopromocji na danych platformach, nie porusza w żadnym stopniu tematyki hejtu, ignoruje nieustanne machinacje internetowych dram i finalnie ogranicza obraz problemu do kontrastu pomiędzy fasadowym charakterem życia publicznego, a smutnym życia prywatnego. Ta ubogość materiału najbardziej razi przy motywie stalkingu, który stanowi niezwykle poważny i popularny problem Internetowych celebrytów. Chodzi tu zarówno o wymiar personalnego radzenia sobie z problemem, jak i o nieudolność instytucji bezpieczeństwa oraz porządku publicznego w obronie ofiar, na co zwracała uwagę zapoczątkowana ostatnio przez streamerkę Sweet_Anitę ogólnoświatowa akcja #stopstalking. Niestety, mimo że motyw prześladowania stanowi jeden z filarów Sweat, von Horn ogranicza jego przedstawienie do niestabilności psychicznej sprawcy i bagatelizowania problemu przez otoczenie.

W świetle tych problemów najbardziej żal odtwórczyni głównej roli, Magdaleny Koleśnik. Aktorka wywiązała się ze swego zadania świetnie. Jej występ nadaje postaci Sylwii Zając wiarygodności i wzmaga sympatię do niej. Szkoda, że tak przeciętny scenariusz nie pozwala jej rozwinąć skrzydeł.

Jak mawia główna bohaterka: „Ćwicz z ciałem, które masz, a nie z ciałem, które chciałbyś mieć”. Ze Sweat jest tak, jak z takimi motywacyjnymi frazesami – chęci są dobre, ale efektom najczęściej towarzyszy po prostu rozczarowanie. Ja zaś ze swojej strony muszę oceniać film, który do recenzji dostałem, nie zaś taki, jaki chciałbym dostać. Stąd poniższa ocena.

Ocena

5 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"Sala samobójców. Hejter", "Intruz"

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.