HBO GORecenzjeSeriale

“Cudotwórcy: Wieki ciemne” [RECENZJA]

Mikołaj Krebs
"Cudotwórcy: Wieki ciemne"
fot. Kadr z serialu ""Cudotwórcy: Wieki ciemne""

Cudotwórcy to bazujący na nowelach Simona Richa serial komediowy. Główne role grają w nim Steve Buscemi, Daniel Radcliffe, Geraldine Viswanathan, czy też Karan Soni (tak, Dopiner z Deadpoola). Podzielony jest na około dwudziestominutowe odcinki, a tego roku premierę miał drugi sezon, Cudotwórcy: Wieki ciemne.

Mówię wam o tym, bo prawdopodobnie nigdy wcześniej o nim nie słyszeliście. Fanbase serialu jest niewielki, z jakąkolwiek promocją nigdy się nie spotkałem. Ci, którym dane było natknąć się na pierwszy sezon, zostali po nim z nieprzyjemnym posmakiem nieudanego konceptu. Nie zniechęciło to jednak stacji TBS, która przedłużyła serial na drugi sezon.

Tym razem jednak koncept się zmienił, bo zmienił się i materiał źródłowy. Z bożej fabryki trafiamy w środek średniowiecza. Aktorzy dostają nowe wcielenia, a główne skrzypce nadal gra wspomniana wyżej czwórka. Sezon otrzymał również większą liczbę odcinków, bo aż zawrotne dziesięć, zamiast wcześniejszych siedmiu, a także specjalny podtytuł. Niektóre portale wyróżniają go nawet jako osobny twór, a nie tylko kolejny sezon.

"Cudotwórcy: Wieki ciemne"
fot. Kadr z serialu “Cudotwórcy: Wieki ciemne”, mat. prasowe HBO

Małe miasteczko-państwo przypomina mix scenografii z Saturday Night Live i Monty Pythona, ale spełnia swoje zadanie. Jest tylko areną dla naszych postaci i dla scenarzystów, którzy muszą wejść na wyżyny swojego potencjału, żeby dostarczyć nam mądre przesłania pod otoczką zabawnych żartów.

Tyle, że nawet nie próbują. Scenarzyści, nie aktorzy. Steve Buscemi dla przykładu wciela się w sprzątacza fekaliów. I choć dostarcza wiele dobrego aktorstwa, na tych fekaliach serial opiera dużą część swoich dowcipów, metafor i morałów. Tak, jest tak źle.

Przeczytaj również:  "Córka boga", czyli "The Other Lamb" [RECENZJA]

Ciężko tu również szukać konsekwencji i spójności między odcinkami. Znajdzie się je dopiero pod koniec sezonu – do tego czasu każdy epizod jest w zasadzie samodzielny. Uwierzcie mi, że w przypadku tak krótkiej formy, zarówno odcinków jak i sezonu, to spory minus. Eliminuje się jakąkolwiek możliwość tworzenia powtarzających się żartów. No chyba, że liczymy wspomniane wyżej fekalia, chociaż to raczej medium, a nie humor sam w sobie.

Traci też na tym rozwój postaci, który praktycznie nie istnieje, a za który kocha się sitcomy pokroju The Office. A skoro te nie rosną w naszych oczach, ani nie sympatyzujemy z nimi, przez ich oryginalne i przekoloryzowane cechy, ciężko poczuć do nich sympatię.

"Cudotwórcy: Wieki ciemne"
fot. Kadr z serialu “Cudotwórcy: Wieki ciemne”, mat. prasowe HBO

Muszę was jednak uspokoić, nie jest całkowicie źle. Mimo paru nietrafionych puent, scen, które raczej nas zażenują niż rozbawią, zdarzą się też takie, z których się zaśmiejemy. Znajdą się też takie, po których pokiwamy głową, twierdząc, że pod satyrą kryje się słuszne przesłanie. Proporcja wynosi około 50-50, więc jest zbalansowana, jak wszystkie rzeczy być powinny. No, może jednak nie komedie.

Moje ostateczne wrażenie jest również przyjemniejsze po ostatnich trzech odcinkach, które naprawdę pokazały, że jeśli tylko wykorzysta się ten zabawny materiał, stworzy jakieś otoczenie, które możemy polubić i nada trochę głębi swoim bohaterom, to wychodzi z tego naprawdę fajna rzecz. Nie mogę jednak ocenić całości przez pryzmat końcówki, a szkoda, bo tylko ten fragment chciałbym pamiętać.

Przeczytaj również:  "Spisek przeciwko Ameryce": Sezon pierwszy | Serialawka #8

Jak już wspominałem, dodatkowy plus dla obsady. Swoim sposobem dostarczenia niektórych linijek aktorzy sprawiają, że średni scenariusz staje się nawet przyjemny. Nie dobry, ale przynajmniej bardziej znośny.

Cudotwórcy to twór, o którym nie słyszysz, potem masz wrażenie, że powinieneś słyszeć, następnie wcale się nie dziwisz, że nigdy nie słyszałeś. To bardziej urocza niż bystra komedia, która wielu nie usatysfakcjonuje, szczególnie jeśli napompuje się balonik znanymi twarzami. Ciężko mi go komukolwiek polecić, a jednocześnie nie mógłbym go odradzać. Z sezonu na sezon widać małe kroczki postępu, więc trzymam kciuki, by za trzecim razem stała się sztuka, a serial kontynuował trend, z jakim kończył Wieki ciemne.

Ocena

6 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Pierwszych "Cudotwórców"

Jedna odpowiedź do ““Córka boga”, czyli “The Other Lamb” [RECENZJA]”

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.