Advertisement
FilmyRecenzjeStreaming

Ghibli | “Spirited Away: W krainie Bogów”

Mikołaj Krebs
fot.: Kadr z filmu Spirited Away: W krainie Bogów" (2001)

Spirited Away zawsze wydawało mi się opus magnum studia Ghibli i Hayao Miyazakiego. Przez wielu wymieniany w czołówce nie tylko filmów animowanych, ale filmów w ogóle. I ciężko się temu dziwić. Stworzenie animacji, która potrafi trafić do każdego odbiorcy, jednocześnie poruszając bardzo specyficzne kwestie, to sztuka. Nawet Pixar i Disney często wymiękają na tym polu.

Śledzimy w tej produkcji losy Chihiro, dziesięciolatki, która razem z rodzicami przeprowadza się do nowego domu. W trakcie podróży trafiają na dziwny tunel, prowadzący do opuszczonego miasteczka. Pchnięci ciekawością przechodzą na drugą stronę, trafiając do tytułowej krainy Bogów. Kiedy jej rodzice zajadają się świeżo przyrządzonym jedzeniem, Chihiro spotyka młodego chłopaka, który każe jej opuścić to miejsce zanim przyjdzie zmrok. Biegnie więc po swoich rodziców, lecz okazuje się, że ci zmienili się w świnie, a ona sama utknęła w niezrozumiałym dla niej świecie magii i duchów.

Mimo pozornie jednego, ciągłego wątku, przeżywamy razem z Chihiro następujące po sobie epizody i każdy z nich obfituje w lekcje oraz morały. Cały seans wydaje się być najdziwniejszym coming of age w historii kina, opakowanym w baśniowy klimat. Choć niepokój nas nie opuszcza, próżno szukać tu tak drastycznych obrazów jak w Księżniczce Mononoke czy chociażby Opowieściach z Ziemiomorza. Żyjemy w dziecięcym świecie, gdzie najstraszniejszym co zobaczymy jest wielki pryszcz na środku czoła wiedźmy Yubaby.

fot.: Kadr z filmu Spirited Away: W krainie Bogów” (2001)

W tej dziwnej podróży, Spirited Away przekazuje nam o wiele więcej niż tylko to, co odczuwa główna bohaterka. Za pomocą zanieczyszczonego ducha rzeki porusza problemy środowiskowe. Symbolem tego samego jest Haku, również duch rzeki, która została zlikwidowana przez ludzką działalność. Na tle kryzysu klimatycznego jest to bardziej aktualne niż kiedykolwiek, a należy przypomnieć, że Spirited Away powstało 19 lat temu, w 2001 roku!

Nie jest to jedyne niestarzejące się przesłanie filmu. Zamiana ludzi w świnie jest bezpośrednim komentarzem odnośnie społeczeństwa konsumpcyjnego. W świecie wypełnionym japońskim folklorem, jedyne naleciałości zachodu widzimy w gabinecie i stylu Yubaby, która jest tu przecież antagonistką. I to ona jest odpowiedzialna za transformację ludzi. To uniwersalna krytyka, która trafia nie tylko do japońskiego społeczeństwa. Na całym świecie zanikają tradycyjne wartości, a postępująca globalizacja nakręca kulturę konsumpcjonizmu. Rodzice dziewczynki przyjeżdżają w niemieckim samochodzie, ubrani po europejsku. Biorą na talerz więcej, niż potrzebują i mogą zjeść. Na tle ludowości miasteczka są konsumpcyjnymi świniami, i też dosłownie takimi się stają.

Przeczytaj również:  Nolens volens TVP. Recenzja "Ziei" Glińskiego.

Kiedy Chihiro zmuszona jest porzucić swoje dzieciństwo poprzez kontrakt z Yubabą, przyjmuje nowe imię – Sen. Ten czyn służy jako ilustracja śmierci dzieciństwa – Sen jest zmuszona pracować na siebie, stać się niejako dorosła. Jedyną rzeczą, jaka pozwala jej pozostać „sobą” i nie zapomnieć o swojej przeszłości i prawdziwych intencjach, jest pamięć o prawdziwym imieniu.

fot.: Kadr z filmu Spirited Away: W krainie Bogów” (2001)

Myślę, że oprócz oczywistego rytuału przejścia (porzucenie i zmiana imienia) pokazującego dorastanie, Miyazaki puszcza oczko w stronę starszych widzów. Poprzednie imię głównej bohaterki filmu stanowi synekdochę całego okresu dzieciństwa, o którym nie wolno zapomnieć. Dorosłość nie oznacza, że nie możemy czerpać radości z klocków LEGO czy komiksów z Kaczorem Donaldem. Że mamy przestać reagować na zdrobnioną formę naszego imienia lub dawne ksywy. Nie musimy nagle poważnieć, musimy za to cały czas pamiętać, jak się bawić.

Kiedy jesteśmy młodzi, silna jest w nas obawa przed ostracyzmem. Nikt chyba nie chciał być tym dziwnym dzieciakiem, z którego śmiała się reszta, choć zapewne niektórzy tego losu nie uniknęli. Mimo wszystko, staramy się być częścią grupy i środowiska, w którym się znaleźliśmy.  Możemy tu mówić o grupach mniejszych, czy też nawet i o całych państwach. Spirited Away eksploruje tę tematykę na dwa różne sposoby. Raz za pomocą Chihiro, która ze względu na swoje pochodzenie, tzn. bycie człowiekiem, jest traktowana z pogardą przez współpracowników w łaźni. Nie ze względu na swoje czyny, swój charakter, ale za samo bycie człowiekiem. Z tym wątkiem łatwo będą identyfikować się osoby wywodzące się z mniejszości narodowych, etnicznych, ale też i ekonomicznych, np. biedne dzieci będące wśród bogatych rówieśników.

Przeczytaj również:  "Daleko od Reykjavíku" - Żyjemy w Spółdzielni [RECENZJA]

Drugi raz za pomocą Kaonashiego – Boga bez Twarzy. To dziwna kreatura, która bardzo szybka zaadaptowała się do środowiska, w jakim się znalazła. Nie ma swojego oryginalnego charakteru – przyjmuje cechy osób dookoła niej, lub tych, które skonsumowała. Widząc, jak przesiąknięci chciwością są pracownicy i bywalcy łaźni, składa im w darze fałszywe złoto, które zapewnia mu uwielbienie. Reprezentuje on wówczas akt kupowania sobie przyjaciół, których potem zaczyna pożerać. Jedynie Chihiro nie przyjmuje jego przekupstwa, a gestem dobroci przywraca mu opanowanie i względnie normalny stan, po którym bóstwo staje się nowym kompanem podróży młodej bohaterki.

fot.: Kadr z filmu Spirited Away: W krainie Bogów” (2001)

Analizę Spirited Away można by prowadzić godzinami i pisać ogromne, kilkudziesięciostronicowe eseje. Każda scena, każda postać, ma tu swoją małą symbolikę, która wcale nie jest trudna w interpretacji. Niezależnie w jakim okresie życia jesteśmy – starzy, młodzi, szczęśliwi, w kryzysie – każdy znajdzie tu coś dla siebie. To największy atut tej animacji, zaraz obok wspaniałej ścieżki dźwiękowej i przepięknego stylu wizualnego.

Moim zdaniem, pomimo przepychu i wielowymiarowości, cała produkcja i tak sprowadza się do jednego, optymistycznego wniosku. W jakiejkolwiek sytuacji byśmy się nie znaleźli, nie możemy się poddawać. Jesteśmy w stanie znaleźć z niej wyjście – sami, lub z pomocą naszych przyjaciół, kolegów, ale też i losowych osób, które stać na dobry gest. Wielu nas odrzuci, ale Japończycy z Ghibli uczą nas, że na naszej drodze na pewno pojawią się również tacy, którzy podadzą nam pomocną dłoń.

Ocena

9 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"Swoje życie"

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.