Nowe HoryzontyRecenzje

„Winni” – Recenzja

Mikołaj Krebs

Skandynawia i kryminał to połączenie tak perfekcyjne jak chlor i sód, jak nóż i plecy, jak zegarek i lewy nadgarstek, jak sernik i rodzynki. Dzięki takim twórcom jak Jo Nesbø czy Stieg Larsson, skandynawski kryminał zdominował już literaturę, wciąż jednak pozostając niedostępnym dla kina – adaptacje słynnych dzieł literackich nie były udane, mówiąc łagodnie – przypominając chociażby o niedawnym „Pierwszym śniegu”. Na szczęście, na ratunek przychodzą Winni, przełamując tę haniebną passę.

kadr z filmu “Winni”

Uhonorowany nagrodą publiczności za dramat zagraniczny na tegorocznym Sundance Film Festival debiut Gustava Möllera prezentuje nam historię Asgara Holma (w tej roli świetny Jakob Cedergren) – członka duńskiej policji, który, odsunięty dyscyplinarnie od swojego poprzedniego zajęcia, pracuje jako operator numeru alarmowego. Jedną z dzwoniących tego wieczora jest ofiara porwania, a nasz policjant przekuwa ten telefon w historię swojego własnego odkupienia za błędy, które popełnił.

Ekspozycja głównego bohatera jest bardzo subtelna i staranna, nikt nie wpycha nam bowiem do gardła garści informacji, krzycząc: „masz, żuj szybko i spróbuj nie zwymiotować”. Zamiast tego, Möller decyduje się na bardzo naturalne, realistyczne podejście. Poznajemy Holma przez jego cyniczne podejście do odbieranych połączeń, przez prywatne rozmowy telefoniczne, przez długie, milczące ujęcia i szczegóły pokroju plastra na palcu. Tym razem to my układamy elementy na tacy, którą sami sobie podajemy. I dla każdego z nas finalny obraz będzie wyglądał podobnie, lecz inaczej.

Przeczytaj również:  "Siła ognia", czyli piękny manifest ekokina [RECENZJA]

Tyczy się to zresztą nie tylko zawiłej postaci Asgera, ale też całego filmu. Duński debiutant stawia na show jednego aktora, tworząc klimat znany widzom między innymi z filmów „Pogrzebany” czy „Locke” – kamera skupiona jest ciągle przy naszym bohaterze, unikając zbędnych retrospekcji czy skakania na miejsce wydarzeń. Widz, niczym przy czytaniu książki, sam tworzy własne wyobrażenie wydarzeń usłyszanych, a nie pokazanych nam na ekranie. Wiemy mniej więcej tyle, ile nasz „protagonista” i dajemy się zwodzić tym samym poszlakom, co on.

Zobacz również: Córka Trenera – recenzja

Jednakże, obraz też gra tu swoją rolę. Otoczone wymowną ciszą, przeciągające się zbliżenia na twarz duńskiego policjanta i coraz to ciemniejsze – w miarę postępu fabuły – otoczenie, reflektujące narastający mrok sytuacji, w fantastyczny sposób podtrzymują, a nawet potęgują napięcie, które cały czas, aż do punktu kulminacyjnego, rośnie, nie potykając się i nie malejąc nawet na chwilę. Aż dziw, że jest to pierwsze dzieło Möllera i aż dziw, że nakręcone zostało jedynie w 13 dni zdjęciowych, gdyż stworzone jest z niezwykłą dojrzałością. Winni to definicja słowa thriller.

kadr z filmu “Winni”

Głównym z powodów, dla którego ulubieniec sundance’owej publiczności działa tak dobrze, może być właśnie jego „książkowy” format. W końcu to na tym polu dominuje skandynawski kryminał, a minimalistyczny format tego typu jeszcze nie przejadł się światowi filmu. A czym lepiej budować napięcie i niepokój w widzu, niż jego własnym umysłem?

Przeczytaj również:  "Lola" – bird girls can fly [RECENZJA]

Na wyróżnienie zasługuje również wcielający się w główną rolę Jakob Cedergren, dla którego, mam nadzieję, będzie to furtka do pojawienia się w jeszcze większych, popularniejszych tytułach.

Zobacz Również: First Reformed – Recenzja

Po seansie, podczas Q&A, Gustav Möller został zapytany, jaki jest jego następny projekt, na co odpowiedział krótko – „Film.” Bardzo liczę na to, że ten kolejny film Duńczyka będzie stał na takim samym poziomie, bo takich twórców jak on potrzebują nie tylko Skandynawowie i ich historie kryminalne, ale kino w ogóle.


Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.