Advertisement
Recenzje

“Predator” – Przedstawiciel wymarłego gatunku – Recenzja

Maksymilian Majchrzak
Kadr z filmu "Predator"

Lata osiemdziesiąte to okres słynący z ikonicznych filmów akcji, w których testosteron niemal wylewał się z ekranu. Filmów kiczowatych i obficie korzystających z B-klasowych schematów prowadzenia fabuły czy budowania postaci, jednak jak żadne inne potrafiących dostarczać niekłamaną, wydestylowaną satysfakcję z oglądania. Jednym z tego typu dzieł bez wątpienia jest kultowy klasyk z 1987 roku Predator, w reżyserii Johna McTiernana. Koncept tego filmu jest prosty – wysyłamy do dżungli kompanię byłych komandosów pod komendą Arnolda Schwarzeneggera, ich wrogiem czyniąc dwumetrowego, niewidzialnego myśliwego z innej planety, który zdobywa trofea na mniej rozwiniętych rasach.

Kadr z filmu “Predator”

Pełne napięcia starcie między ziemskim i kosmicznym maczo dostarczyło wielu ikonicznych momentów i… wiele niedolnych kontynuacji. Jeśli dające się jeszcze oglądać Predator 2 i Predators uzupełnimy dwoma będącymi kompletnym nieporozumieniem crossoverami Obcy kontra Predator, dostaniemy w efekcie niemal definicję tego słynnego zmarnowanego potencjału i rozmienienia pierwowzoru na drobne. Czy naprawdę nie ma na świecie człowieka, który potrafiłby wyciągnąć najlepsze cechy z oryginału i trochę je uwspółcześnić, bez głupiego crossoverowania i walk z całymi stadami predatorów (zawsze wydawało mi się, że im więcej ich na ekranie, tym mniej są przerażające)?

Zobacz Również: Recenzję filmu “Juliusz”

Gdy za reżyserię najnowszego filmu o galaktycznym myśliwym wziął się Shane Black (reżyser Iron Mana 3 oraz bardzo udanego The Nice Guys, a także scenarzysta kultowej serii lat 80. Zabójcza broń), można było mieć nadzieję, że dostarczy on w końcu dzieło na przyzwoitym poziomie. I zrobił to w dosyć typowym dla siebie stylu. Zamiast próbować wtłoczyć staruszka w ramy współczesnych, family – friendly, neutralnych i nieinwazyjnych blockbusterów w manierze nowszych produkcji Marvela, mamy tutaj prawdziwy wehikuł czasu do przełomu lat 80. i 90. Wulgarne, absolutnie niepoprawne politycznie poczucie humoru, dosyć przedmiotowe traktowanie kobiecych i dziecięcych bohaterów i dużo epickiej muzyki oraz nawiązań do pierwowzoru z 1987 roku, czasem w postaci bezpośredniej kalki scen z filmu McTiernana. Fuck w co drugim dialogu, sprzedawanie kobiecej bohaterce prztyczka w nos, klnący jak szewc Jacob Tremblay – chyba już wiecie, czemu ten film ma tylko 35% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes.

Kadr z filmu “Predator”

Chwileczkę, czy w związku z tym odejściem od cywilizowanych standardów nie powinienem zacząć tutaj połajanki reżysera, za cofanie kina do epoki seksizmu i kiczu? Mógłbym i na pewno wielu widzów to zrobi, wydaje mi się jednak, że Black dostatecznie wyraźnie mruga do odbiorcy okiem. “Psssst, słuchajcie, robię film o dwumetrowym zabójcy z kosmosu, dla ludzi wychowanych na akcyjniakach z lat 90., w innym stylu to by nie miało sensu!” – zdaję się szeptać reżyser. I pomimo tego humoru przypominającego czasami żarty po kilku piwach zaryzykuję stwierdzenie, że udało mu się tę konwencję  sprzedać. Bo The Predator dostarcza wszystkich emocji, jakich oczekujemy od tego typu kina. Jest po prostu napakowaną szybką akcją konfrontacją ekswojskowych twardzieli z ikonicznym łowcą, w wielu miejscach swoim klimatem i sposobem nakręcenia wprost dobijającą się do wysokiego poziomu pierwowzoru McTiernana.

Zobacz Również: 10 powodów, by sięgnąć po najnowszą odsłonę dramatów Bojacka Horsemana

Kilka razy zęby nam mogą zazgrzytać od przesadnego patosu, przesadzonych onelinerów czy absurdalności mających miejsce na ekranie wydarzeń (postać Tremblaya to chyba nowy poziom niedorzeczności obecnego od dawna w amerykańskim kinie motywu dziecięcego autystycznego geniusza), ale nie do widzów, którym tego typu wady przeszkadzają Black kieruje swoje dzieło. Bo czy scena w oryginalnym Predatorze, kiedy jeden z komandosów widząc, że wróg dawno mu uciekł, wpakowuje całą taśmę z miniguna w otaczającą go dżunglę jest sensowna? Nie, ale jakże efektowna i epicka! I do tego rodzaju kina stara się nawiązywać najnowsza odsłona serii.

Przeczytaj również:  "One Night in Miami", czyli aktorskie tour de force [RECENZJA]
Kadr z filmu “Predator”

Spodziewający się wymuskanego, wycyzelowanego zgodnie ze współczesną sztuką kina rozrywkowego blockbustera raczej się z The Predatorem nie polubią. Chcący obejrzeć unowocześnioną i bardziej spektakularną wersję klasyka z dzieciństwa wyjdą z kina zachwyceni. Mimo wszystko warto się wybrać, nawet jeśli nie jest się grupą docelową tego filmu, bo według takiej archaicznej, chichoczącej latami 80. recepty nikt już dzisiaj nie kręci.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.