Recenzje

Piłsudski, czyli Twój nauczyciel od historii byłby zachwycony [RECENZJA]

Maksymilian Majchrzak

Moda na historyczne widowiska jest dziś w polskim kinie faktem, powód jest prozaiczny – w warunkach kapryśnej widowni, której nawet taki sztukmistrz jak Patryk Vega nie zawsze jest w stanie dogodzić, adaptacje lektur albo dzieła opowiadające o ikonach historycznych zakrętów naszego kraju zawsze mogą liczyć na tłumnie się na nie udające wycieczki szkolne. Obok tych, którzy przymusowo w ramach “wypadu” z nauczycielem historii zobaczą najnowszy obraz Michała Rosy, sporo będzie pewnie też takich, których do sali kinowej zawiedzie po prostu ciekawość jak wypadł Borys Szyc jako legendarny marszałek. Gwiazdor seriali TVNu w takiej roli to podobna atrakcja jak Piotr Adamczyk odgrywający Jana Pawła II czy Tomasz Kot Zbigniewa Religę – tutaj wielu pójdzie odhaczyć ten film z uwagi na obsadę.


Zobacz również: “Kawki na drodze”, czyli Czeching of age

Niestety taki actor-baiting ma swoje wady i już patrząc po samym czasie trwania obrazu, czyli równych dwóch godzinach można się było spodziewać powierzchniowego albo niepełnego potraktowania biografii jednego z twórców polskiej niepodległości. Widz może chcieć zobaczyć Szyca w historycznej odsłonie, jednak mało kto chciałby w sali kinowej spędzać aż trzy godziny, a tyle by było potrzeba by chociaż zahaczyć o losy i politykę Piłsudskiego w II RP. Jak można było się więc domyślić po stosunkowo młodym wieku odtwórcy głównej roli, historia urywa się na 1918 większość czasu poświęcając spiskowej, PPS-owskiej działalności przyszłego Naczelnika Państwa podczas okresu zaborów.

Kadr z filmu “Piłsudski”

Taka cezura czasowa boli z tego względu, że właśnie tak w świadomości większości narodu zapisany jest Piłsudski. Jako mityczny heros, który wywalczył niepodległość, a potem gdzieś zniknął albo resztę życia zbierał za to laury. Przeciętny zjadacz chleba nic się nie dowie o okresie 1918-1935, który to właśnie jest źródłem największych kontrowersji oraz tematem najostrzejszych dyskusji wśród publicystów i historyków. Na spiżowym wizerunki marszałka pojawiają się wtedy liczne rysy, takie jak zamach majowy, bandyckie metody walki z krajową opozycją czy zawłaszczenie państwa przez sanację skutkujące fatalnym przygotowaniem do wojny obronnej 1939 roku. Przedstawienie tych wydarzeń mogłoby być dobrym przyczynkiem do dyskusji nad prawdziwym wymiarem postaci Piłsudskiego, choć jednak mimo wszystko ciężko się spodziewać, że nawet gdyby Rosa podjął się ich pokazania, to starałby się ukuć jakąś bardziej krytyczną, mniej hagiograficzną narrację. Temat późnej kariery politycznej Piłsudskiego to byłby dobry materiał na osobny film, kto wie, być może gdy Szycowi przybędzie kilka lat zdecyduje się powtórzyć swoją rolę.

Przeczytaj również:  "Cóż za piękny dzień" – Ogrzewający serce, uroczy obraz [RECENZJA]

Zobacz również: “(Nie)znajomi”, czyli “Ustaw powiadomienie: Obejrzę w dniu premiery”

Bo ma ku temu wszelkie zadatki. Jego aktorstwo to zdecydowanie najmocniejszy punkt filmu, charyzmą i wyrazistością udaje się Szycowi maskować większość niezręczności i niezdarności w prowadzeniu historii, a tych jest niestety sporo. Twórcy filmu jak tylko mogą starają się unikać głębszego wejścia w psychikę Naczelnika, chyba po to, żeby uniknąć kontrowersji i zarzutów o deprecjonowanie narodowej legendy. Temat rozpadu małżeństwa Piłsudskiego z pierwszą żoną Marią zajmuje sporą część czasu ekranowego; niestety obserwując te wydarzenia praktycznie niczego nie dowiemy o przyczynach tego kryzysu czy emocjach i motywacjach obu stron. Niekonsekwentnie jest też pod względem stylistyki – z początku dominuje niby surowy naturalizm przełomu wieków, później jednak wszyscy nagle stają się nienagannie ubrani, uczesani i zadbani – słowem troszkę zbyt wymuskani jak na bandę bojowników o wolność zmagająca się z represjami caratu. Ochotnicy rekrutujący się do oddziałów Piłsudskiego często bardziej przypominają współczesnych hipsterów w stylu Dawida Podsiadło, niż autentyczne postacie z epoki. Widocznie jednak taka przesadna cukierkowość to już immanentna cecha polskich widowisk historycznych w rodzaju Czasu Honoru, którego odcinki Rosa reżyserował.

Kadr z filmu “Piłsudski”

Główną wadą Piłsudskiego jest to, jak bezpiecznym i niewiele wnoszącym obrazem jest ten film. Jedynym punktem zaczepienia dla uwagi jest tu tylko występ Borysa Szyca, reszta jest gdzieś pomiędzy patetyczną hagiografią a do bólu poprawną ekranizacją lektury szkolnej. Choć może to, że udało się uniknąć realizacyjnych wpadek i niezamierzonej absurdalności na poziomie The Room jest już w warunkach polskiego kina dużą wartością samą w sobie? Zbyt wiele się o Józefie Piłsudskim z tego filmu nie dowiemy, ani go nie polubimy, ani nie znienawidzimy. Pusty przelot.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.