Advertisement
FilmyKinoRecenzje

„Pszczelarz”, czyli cud i miód na kinowym ekranie [RECENZJA]

Anna Czerwińska
Jason Statham jako Adam Clay
fot. „Pszczelarz” / mat. prasowe Monolith Films

Czy ktokolwiek na świecie nie wie, kim jest Jason Statham? Czy jest na świecie ktoś, kto słysząc jego nazwisko, nie ma od razu przed oczami efektownych scen walki i soczystych bijatyk? Jeśli tak, to warto poznać tego na nowo aktora dzięki jego najnowszej roli. Pszczelarz od niedawna zbiera swój rój przed ekranami kin.

David Ayer znany jest przede wszystkim z Bogów ulicy, Legionu samobójców oraz Furii. Wyreżyserowanie Pszczelarza było dla niego pierwszą okazją do pracy z Stathamem. Sam Ayer przyznaje, że połączenie sił z brytyjskim aktorem było dla niego z jednej strony wyzwaniem, a z drugiej ogromną przyjemnością i lekcją na przyszłość.

Przerwa w emeryturze

Pszczelarz zaczyna się stosunkowo niepozornie. Protagonista daje się poznać w pierwszych minutach z niezwykle czułej strony. Z przerażeniem założyłam, że w takim razie Jason Statham aktorsko notuje spadek formy. Nic bardziej mylnego. Adam Clay (Statham) to zajmujący się pszczołami mężczyzna, który wynajmuje do tych celów stodołę od wielkodusznej Eloise. Szybko – jak na filmy akcji przystało – okazuje się jednak, że mamy do czynienia z emerytowanym zabijaką. Ten typ z reguły wraca na ostatnie, duże zlecenie, gdy okazuje się ono mieć osobisty charakter. Tak jest i tym razem.

fot. „Pszczelarz”
fot. „Pszczelarz” / mat. prasowe Monolith Films

Bohater w czasach swojej największej świetności reprezentował tajną organizację Pszczelarzy. O samej jej strukturze widz nie dowiaduje się niestety zbyt wiele, dlatego widzę w tej oszczędności szykowanie gruntu pod sequel. Kierując się żądzą zemsty, Clay podejmuje solową walkę z korporacją spod ciemnej gwiazdy. Firma ta zajmuje się wyłudzaniem pieniędzy pod przykrywką usług teleinformatycznych.

Widząc kolejny film z Jasonem Stathamem, nie sposób nie nastawiać się na film akcji, w którym fabuła ma za zadanie tylko spinać kolejne sceny krwawej jatki. Historia często jest więc niedokładna, dziurawa. Da się jej to jednak wybaczyć, skoro choreografia walk satysfakcjonuje widza, od czasu do czasu coś spektakularnie wybuchnie. Swoją drogą, tak da się podsumować wiele współczesnych filmów akcji, co jest największą bolączką tego gatunku. Nie jest więc moją intencją doszukiwanie się nadzwyczajnej wartości i drugiego dna w Pszczelarzu, ale to naprawdę nie jest puste i przewidywalne kino akcji!

Na bok sentymenty?

Dzięki dość niepozornemu zawiązaniu akcji Stathamowi udaje się wykreować bohatera sentymentalnego. Nie można mu tym razem przypisać oziębłości, którą twórcy próbują ocieplić mniej lub bardziej udanym żartem. Clay to postać bardzo konsekwentna, oszczędna i wierna wyznawanym wartościom. Nie zależy mu na wysadzeniu całego miasta, a na załatwieniu sprawy możliwie cicho i powrocie do swojej emeryckiej sielanki. Oczywiście, jeśli ktoś inny podchodzi do sprawy z pompą i działkiem obrotowym, Adam nie pozostaje dłużny i odpłaca czymś równie zjawiskowym. Piję do sceny na stacji benzynowej, która zdaniem Davida Ayera była najtrudniejsza do zrealizowania.

fot. „Pszczelarz”
fot. „Pszczelarz” / mat. prasowe Monolith Films

Taki odbiór jego postaci to nie tylko moje wrażenie. Symptomatyczna jest jego relacja z agentką Veroną Parker (Emmy Raver-Lampman) oraz agentem Mattem Wileyem (Bobby Naderi). Dochodzi bowiem do momentu, w którym agenci FBI są zmuszeni odsunąć na bok swoją sympatię do emerytowanego Pszczelarza i działać zgodnie z procedurami. W każdej scenie bezpośredniego starcia w oczach Verony i Matta widać dylemat i niepewność. Taka recepcja głównego bohatera przez postacie drugoplanowe sprawia, że poza kibicowaniem protagoniście oraz usprawiedliwianiem każdego pociągnięcia za spust, decyzje Pszczelarza naprawdę są zrozumiałe i logiczne. Należy tylko wziąć pod uwagę, że to wciąż film akcji, a w takich dyplomacja niekoniecznie wchodzi w grę.

Przeczytaj również:  Najlepsze filmy 2025 roku | Ranking TOP 20 redakcji Filmawki

Miodowe lata Jasona Stathama

Scenariusz Kurta Wimmera oraz całą koncepcję organizacji Pszczelarzy dopełniają zdjęcia, scenografia oraz charakteryzacja. Miód to bowiem nie tylko zbierany przez Adama owoc pracy pszczelego roju, ale i kompas kolorystyczny całej produkcji. Na ekranie non stop przewijają się żółcienie, czernie oraz barwy do nich zbliżone. Zdjęcia utrzymane są w ciepłych tonach, a paleta początkowych scen trąci złotem porównywalnym do miodu. Nieprzypadkowa jest również nazwa samej organizacji w zestawieniu tym, jak napisano postać Stathama. Pszczoły to pracowite, sumienne i dążące do celu stworzenia; przy tym doskonale zorganizowane, ale i bezwzględne w obliczu zagrożenia. Dokładnie tak prezentuje się Adam Clay.

fot. „Pszczelarz”
fot. „Pszczelarz” / mat. prasowe Monolith Films

Za każdym razem, gdy widzę, że aktor pierwszoplanowy jest zarazem producentem filmu, zastanawiam się, czy może był ktoś lepszy, ktoś bardziej pasujący do danej postaci. W przypadku Pszczelarza nie mam wątpliwości, że to film skrojony pod Jasona Stathama i tylko pod niego. Smakowicie obserwuje się aktora, którego satysfakcja z odgrywanej roli wybija się w każdej scenie. Brytyjczyk dysponuje ponadto ogromną wiedzą na temat scen walki, kinetyki ludzkiego ciała. David Ayer zwrócił nawet uwagę, że Statham nie musi oglądać nagranej sceny, by wiedzieć, czy pojedynek wyszedł mu tak, jak powinien.

Pszczelarz łączy to, co w filmach akcji jest najlepsze. Znakomicie obsadzona główna rola świetnie łączy się z fabułą, która także samodzielnie się broni i każe zadawać dociekliwe pytania. Jednocześnie seans to czysta rozrywka, przy której da się zapomnieć o codziennych troskach. Po wyjściu z kina można odnieść wrażenie wyostrzenia zmysłów jak u Clay’a. Obawiałam się, że po całym tygodniu film mnie wymęczy za głośnymi wybuchami i wrzeszczącymi podczas walki złoczyńcami. Stało się wręcz przeciwnie. Pszczelarz to słodki przepis na potężną dawkę dobrego nastroju. Humor w filmie natomiast – szczególnie ten o pszczołach – jest złoty jak świeży miód.

+ pozostałe teksty

Redaktor naczelna, prelegentka DKF Kamera w Kinie Muza w Poznaniu. Fanka Ellen Ripley oraz miłośniczka Formuły 1, dla której gala wręczenia Oscarów jest ważniejsza niż Gwiazdka. „Blade Runnera 2049” widziała w kinie sześć razy i wciąż wypatruje jego kolejnych seansów.

Ocena

8 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

John Wick, Jeden gniewny człowiek

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.