Advertisement
FilmyKinoRecenzje

„Chcę wiedzieć, jak powstrzymać czas”. Recenzujemy „Piosenki o miłości”

Anna Czerwińska
justyna święs
fot. materiały prasowe/Gutek Film

Niektóre filmy tworzone są tak, jakby scenariusz został napisany specjalnie dla nas. Bywają one oszczędne w środkach i pozostawiają wiele niedopowiedzeń. Jednocześnie koją spragnione serca, które nie wiedziały, że potrzebują takiego formatu. W ten sposób można opisać Piosenki o miłości – czarujący film i na pierwszy rzut oka nieskomplikowany.

Piosenki o miłości to mikrobudżetowy debiut Tomasza Habowskiego. Reżyserowi i scenarzyście z Bielska Białej udało się w sposób spójny wykreować dialogi, emocje, bohaterów, muzykę, co wpłynęło na ostateczny, poruszający kształt filmu. Podczas mojego pierwszego seansu, wypełniona po brzegi sala kinowa wstrzymała oddech na 90 minut. Nie sądzę, by wszyscy wypuścili powietrze z płuc w momencie pojawienia się napisów końcowych. Mnie się nie udało. Drugi seans również tego nie zmienił.

tomasz włosok
fot. materiały prasowe/Gutek Film

Piosenki o miłości ogląda się z ukrycia

Wydaje się, że fabuła Piosenek o miłości nie jest szczególnie skomplikowana. Nic bardziej mylnego. Syn znanego aktora teatralnego (Tomasz Włosok) słyszy przypadkiem śpiewającą kelnerkę (Justyna Święs). Fragment, który nuci, jest dla bohatera o tyle interesujący, że z ukrycia go nagrywa. I wtedy wszystko się zmienia. Zaczynają razem pracować nad piosenkami, napotykają w trakcie trudności, zbliżają się do siebie. Alicja i Robert zapisani na zdjęciach Weroniki Bilskiej tworzą relację bardzo subtelną, składającą się z wielu niedopowiedzeń. Tomasz Habowski nie serwuje widzowi bezpośrednich i suchych faktów, pustych spojrzeń. Chemia między aktorami sprawia, że widz czuje się niczym przyczajony obserwator.

Przeczytaj również:  Pięć Smaków. Recenzujemy „Miłość i papierosy”

Na sali kinowej, na której siedziałam podczas swojego pierwszego seansu, panowała absolutna cisza. Nikt nie ośmielił się nawet kichnąć, by bohaterowie nas przypadkiem nie zauważyli. To sprawiło, że Piosenki o miłości stały się niemalże kinem intymnym. Tomasz Habowski napisał miłość, przez którą trudno było opuścić salę nawet po napisach końcowych. Bardzo chciałam wtedy wiedzieć, jak powstrzymać ten czas, który Piosenki o miłości na półtorej godziny zatrzymały.

piosenki o miłości justyna
fot. materiały prasowe/Gutek Film

Miłość niejedno ma oblicze

Piosenki o miłości buduje wiele elementów, ale każdy z nich jest równie istotny. Wizja reżysera, dążenie do zrealizowania swojego marzenia o takim filmie, wspaniałe role Justyny Święs, Tomasza Włosoka i Andrzeja Grabowskiego. A na dodatek jeszcze muzyka. Połączenie sił przede wszystkim Tomasza Habowskiego, Kamila Kryszaka oraz Justyny Święs o niepowtarzalnym głosie pozwoliło na stworzenie ścieżki dźwiękowej, której nie da się nie słuchać w zapętleniu. Żadnym zdziwieniem pozostaje więc fakt, że płynie ona teraz, podczas pisania, z moich słuchawek.

Oryginalna muzyka napisana do filmu jest niczym innym, jak właśnie piosenkami o miłości. To od widza zależy, o jakiej miłości będą one opowiadały. Mogą stać się kwintesencją miłości przedstawionej na ekranie i nie wyjść poza jego ramy. Mogą też pomóc widzowi odnaleźć czy nazwać jego miłość. Tę, którą nosi w sercu. Ale mogą one też opisać wiele więcej i pomóc ułożyć w sobie to, co powodowało dotąd niepokój. Trudno mi wybrać swoją ulubioną piosenkę o miłości z filmu – stanowią one raczej otulającą całość.

Przeczytaj również:  Znakomita rola Brendana Frasera. Recenzujemy "Wieloryba".
robert jaroszyński
fot. materiały prasowe/Gutek Film

„Widzę, jak płonie, jak ogony komet…”

Czy Piosenki o miłości są formatem dla każdego? Nie mam pojęcia. Długo jednak będę przekonywać, że warto spróbować. Może to właśnie wasze serce okaże się być tym spragnionym, które potrzebuje ukojenia. Może debiut Tomasza Habowskiego i głos Justyny Święs odblokują u was te trybiki, które pozwolą poczuć się pewniej i bezpieczniej.

Film Tomasza Habowskiego to spektakl, jakiego polskie kino po prostu potrzebowało. Osadzenie tak subtelnej miłości – między bohaterami, reżysera do kinematografii, zapisanej w utworach – w czasach współczesnych i zaproszenie widza do jej obserwacji wypełniło pewną pustkę na naszym rodzimym podwórku. Film można podsumować słowami utworu Zimny ogień – „kolejny raz poznaję coś, co dobrze mi znane / kolejny raz zachwycam się, choć znam to na pamięć”. Być może Piosenki o miłości fabularnie nie zaskakują, ale na pewno przypominają o tym, co dobrze znamy i często znamy to na pamięć. Pozwólcie filmowi to wszystko przypomnieć. Spragnionemu sercu się nie odmawia.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.