KulturaMuzykaRecenzje

„EROTIK ERA” – Mery Spolsky. Nowego trudne początki. [RECENZJA]

Anna Czerwińska
okładka erotik era
Okładka albumu „EROTIK ERA” / mat. prasowe Kayax

Wymieniając przedstawicielki i przedstawicieli polskiej sceny elektronicznej, nie sposób nie wspomnieć o Mery Spolsky. Kryjąca się za tym pseudonimem trzydziestoletnia artystka to Maria Żak. W tym roku wypuściła ona swój trzeci studyjny krążek pod odważnym tytułem EROTIK ERA. Dla samej artystki, ale także dla mnie, jest to nowy etap w jej muzycznej twórczości.

Maria Żak jako Mery Spolsky występuje od 2014 roku. Trzy lata przyszło czekać na debiutancki album Mery Miło było pana poznać. Na twórczość Spolsky trafiłam zupełnie przypadkiem, widząc gdzieś w mediach społecznościowych zdjęcie mojej koleżanki. Na tym zdjęciu znajoma trzymała pierwszą płytę Mery z wyraźną imienną dedykacją.

okładka miło było pana poznać
Okładka albumu „Miło było pana poznać” / mat. prasowe Kayax

Uznałam wtedy, że jeśli ktoś nazwał się „Spolsky”, to na pewno robi coś pokręconego i nie do końca na poważnie. Taki też okazał się mój odbiór utworu Miło było pana poznać. Po wysłuchaniu tego jednego kawałka stwierdziłam, że nie jest to moja bajka i tyle. Odbiłam się i zupełnie ominęła mnie premiera drugiej płyty Dekalog Spolsky w 2019 roku.

Nie było mi spieszno, by dać Mery Spolsky drugą szansę. Aż do 8 maja 2020 roku. Tego dnia Mery Spolsky wypuściła w serwisie Youtube swoją interpretację #hot16challenge2, a ja oszalałam. Nie zliczę, ile razy obejrzałam ten materiał, ale do dzisiaj jestem zahipnotyzowana jej dykcją. To właśnie ta trwająca niecałą minutę rapowa nawijka przekonała mnie do powiedzenia krążkom Mery: „sorry very much”. Przeprosiłam się z nimi tak porządnie i czule, że genialne Trapowe opowiadanie z jej literackiego debiutu Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj znam w 90% na pamięć.

EROTIK ERA ukazała się 10 listopada 2023 roku. Tak, jak dotychczas, płyta wyszła spod szyldu wytwórni Kayax. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czekałam do północy, z palcem zawieszonym nad ekranem telefonu od 23:59. Trzeci album Mery Spolsky miał być tym wyczekanym fajerwerkiem, który wystrzeli ponad półtora miesiąca przed sylwestrem. Po dwóch odsłuchaniach albumu, jedno po drugim, znowu muszę powiedzieć „sorry very much”. Teraz jednak z rozwinięciem, bo „sorry very much”, ale EROTIK ERA to kompletnie nie moja era.

Przeczytaj również:  W mroku antologii – Detektyw: Kraina nocy [RECENZJA]

Singlem promującym płytę była SUKA. Słyszałam go na żywo podczas koncertu Spolsky w ramach wydarzenia NEXT FEST Music Showcase & Conference 2023 w Poznaniu. Wówczas Mery występowała już w odważnej kreacji, która stała się niejako znakiem rozpoznawczym nowego krążka. Utworowi towarzyszyła również nowa oprawa wizualna – obecna teraz na każdym koncercie podczas trasy promującej album. Symbol ust, łańcuchy i tona lateksu. Wtedy SUKA była dla mnie dosyć osobliwym przerywnikiem między moimi ulubionymi kawałkami. Nie dotarło do mnie zupełnie, że zapowiedziała ona nowy kierunek w ogólnej kreacji Mery Spolsky.

Mój entuzjazm stopniowo opadał po ukazaniu się Marii przed ołtarzem oraz utworu Polskie chłopaky. Dzień przed premierą albumu było mi trochę gorąco i duszno, bo łudziłam się jeszcze, że cała płyta z pewnością będzie fantastyczna i elektryzująca. Tymczasem po godzinie słuchania EROTIK ERY, tuż przed pójściem spać, zastanawiałam się, czy nie będę miała w nocy koszmarów.

Mery Spolsky z Marii przed ołtarzem
Mery Spolsky, fot. Adam Słaboń

Nie można zaprzeczyć, że najnowsze dzieło Mery Spolsky to płyta zaskakująca i unikatowa. Totalnie nowa era. Do dzisiaj bardzo bym chciała wsiąknąć w erotik-czasy, ale pod ponad dwóch tygodniach od premiery stwierdzam, że jestem jednak z innej epoki. Cytując fragment SUKI, zadaję sobie pytanie: „co poszło nie tak?”.

EROTIK ERA zaliczyła bardzo dobre przyjęcie – zarówno wśród krytyków, jak i fanów. Swoją drogą, fanbase Mery to absolutnie cudowne grono i uwielbiam czytać szalone komentarze na Instagramie Spolsky. Z wywiadów udzielonych przez Żak wybrzmiewa silny motyw przewodni krążka – „chce mi się wszystkiego!”. I dokładnie tak prezentują się utwory na omawianej płycie.

Przeczytaj również:  Diuna: Część druga - Nic jak krew w piach [RECENZJA]

W dziesięciu utworach opowiada o wszystkim, bawi się formą muzyczną. Z jednej strony dostaliśmy humorystyczne gierki słowne; z drugiej strony, tej poważniejszej – nie da się ukryć, że ponad 33 minuty materiału poruszają ważne dla artystki obszary. Ważne wręcz uniwersalnie, bo przecież kobiecość, presja społeczna i patriarchat to kwestie, które zajmują nie tylko Żak. Taki kaliber tematów ubrany w lateks w akompaniamencie elektroniki to największa siła EROTIK ERY. Odnoszę jednak nieustannie wrażenie, że muzycznie zrobiło się mniej różnorodnie, a straciła na tym melodyjność i charakterystyczny dla Spolsky flow. Paradoksalnie, eksperymentalizm spłaszczył utwory. Nie kręcą się one już tak smacznie, jak ulica Mazowiecka i wirująca z nią mazowiecka kiecka.

Jak już zaznaczyłam, warstwa tekstowa niesie ze sobą mocny przekaz i jest to kwestia dla mnie bezsprzeczna. Spodziewałam się przy tym klasycznej dla Mery zabawy słowem, nieprzewidywalności w kolejnych wersach. Owszem, językowo EROTIK ERA zaskakuje, może nawet szokuje. Spolsky uległa jednak zbyt rymowanej konwencji i tym razem nie udźwignęła jej tak inteligentnie, jak dotychczas. Płyta w moich uszach zawiera chwilami zgrzyty tak mocne, za mocne, aż częstochowskie. Przykładów na to jest aż za wiele, ale przykładowy wers „poliż mnie jak wolisz/bo mi ciągle stoi” to jedno z najmniejszych potknięć.

Doskonale wiem, że zbiegnięcie się w czasie premiery nowego albumu z trzydziestymi urodzinami Żak stanowić miało swoisty manifest na temat utartych konwencji i zwyczajów społecznych. Próżno szukać w tekstach subtelnych erotycznych sugestii na wzór Bigotki z Dekalogu. EROTIK ERA to materiał bezpośredni, odważny, bezpruderyjny. Niestety zbyt wiele tu prostej łopatologii. W ogólnym wydźwięku zdecydowanie za często jest po prostu niesmacznie i obcesowo – i nie w tym znaczeniu, które wymyśliła sobie Mery. To wszystko wpłynęło na moje zrezygnowanie z poznańskiego koncertu artystki w listopadzie. Po EROTIK ERZE pozostał mi tylko technosmutek i raczej nieprędko się to zmieni.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.