Advertisement
FilmyKinoRecenzje

Solarpunkowe kino kontemplacji. Recenzujemy film „Yang”

Anna Czerwińska
yang z rodziną
fot. materiały prasowe/A24

Jednym z najważniejszych elementów w filmie jest jego tempo. Jeśli sięgnie się po dwa skrajne jego wariacje, otrzymamy albo widowiskowy film akcji, pędzący niczym bolid, albo minimalistyczną produkcję, oszczędną w środkach i w charakterze slow. Wśród tych drugich czai się gdzieś Yang Kogonady.

Yang (ang. After Yang) to najnowszy film koreańsko-amerykańskiego reżysera oraz scenarzysty kryjącego się pod pseudonimem Kogonada. Twórca zamknął swoją historię w solarpunkowym, wyciszonym świecie, w którym obok ludzi, zaobserwować można klony oraz techno sapiens. Tytułowy Yang jest ostatnim z wymienionych, towarzyszącym w dorastaniu Mice. Mika (Malea Emma Tjandrawidjaja) to kilkuletnia dziewczynka chińskiego pochodzenia, którą adoptowali Jake (Colin Farrell) oraz Kyra (Jodie Turner-Smith). I chociaż Yang miał z początku pomóc Mice w zapoznawaniu się z chińską kulturą, językiem oraz obyczajami, okazało się, że techno sapiens odegrał tak naprawdę zupełnie inną rolę.

model techno-sapiens
fot. materiały prasowe/A24

Prywatne archiwum

Kiedy rdzeń Yanga odmawia współpracy, a Jake próbuje niemalże za wszelką cenę uratować starszego brata Miki, na ekranie dokonuje się intrygujące odkrycie. Yang został stworzony w taki sposób, że może tworzyć swoje osobiste archiwum wspomnień. Jest zdolny do rejestrowania obrazów, na które homo sapiens w znacznej większości przestał zwracać czujnie uwagę. Kogonada serwuje więc tajemniczą opowieść, która stawia wiele pytań, nie zapewniając odpowiedzi.

Yang to kino kontemplacyjne. Dla mieszkańców solarpunkowej przyszłości przedstawiony świat zdominowała praca oraz ciągły niedoczas. Wydawać by się mogło, że w tak minimalistycznej i uporządkowanej rzeczywistości ludzie w końcu znaleźli chwile na pielęgnowanie relacji między sobą oraz afirmowanie natury. Tymczasem to techno sapiens potrafią naprawdę zwolnić i przyjrzeć się momentowi, w którym aktualnie trwają.

Przeczytaj również:  W sidłach Europy. „Prześwietlenie” („R.M.N.”) | Recenzja | Nowe Horyzonty 2022

Pomiędzy Yangiem a jego doświadczeniem uczuć rysuje się pozornie niemożliwa do przekroczenia granica między tym, co ludzkie a nieludzkie. Solennie zaprojektowany techno sapiens daje się jednak poznać jako tak samoświadomy, że zaczyna katalogować swoje najpiękniejsze wspomnienia. Być może nawet odczuwa on świat sercem, którego przecież de facto w piersi nie posiada.

yang z rodziną w tańcu
fot. materiały prasowe/A24

Człowiek kontra robot

Yang w swej istocie przypomina o dobrze znanych wartościach, które zostały wyparte przez konsumpcjonizm, zmęczenie czy pracoholizm. Stara się dowieść, że prawdziwe piękno nie kryje się w najdroższych diamentach świata, ale w cieniu roślin na ścianie i delektowaniu się ulubioną muzyką graną na żywo. Z drugiej strony natura techno sapiens okazuje się niespodziewanie krucha, co daje nam do zrozumienia, że nic nie jest doskonale spolegliwe i trwałe. Stopniowo pogłębiająca się zaduma w oczach Jake’a tylko potwierdza zasadność rozterek, jakie targają bohaterem, gdy to robotyczna istota okazuje się mieć więcej ludzkiego niż sam człowiek.

Film Kogonady nie jest na tyle pogłębioną analizą ludzkiego jestestwa, by pozostawić widza w kawałkach po zakończonym seansie. Pomaga natomiast te kawałki dostrzec i kurczowo się ich trzymać. Żadne objawienia technologiczne ani starannie wykonane naczynia nie zastąpią pierwotnej czułości. Yang przemyca tezę, że to właśnie ona jest kluczowa do jak najpełniejszego wykorzystania danego nam czasu. Ani techno sapiens, ani klony, ani ostatecznie ludzie nie zostali zaprogramowani jedynie do wykonywania wyuczonych zadań, osiągania materialnych celów i poddawaniu się rytmowi dnia. Wraz z wrażliwością, jaką reżyser obdarzył Yanga, proponuje się alternatywę. Ważniejsze od powinności są duchowe pragnienia, które dużo trudniej zlekceważyć lub zagłuszyć. Mówiąc bardziej dosadnie – dla filmowej Miki istotniejsza była relacja z bratem niż przygotowanie stroju do szkoły wieczór wcześniej. I chociaż z codziennych obowiązków całkowicie zrezygnować się nie da, warto szukać równowagi. Dokładnie takiej, jaką ukazało archiwum wspomnień Yanga.

Przeczytaj również:  Jak się opalać w Meksyku. „Sundown” | Recenzja | Nowe Horyzonty 2022
ada klon
fot. materiały prasowe/A24

Dociekliwemu widzowi trudno będzie nie zauważyć, że Yang nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Brakuje trzydziestu minut filmu, ewentualnie pomysłu na zrealizowanie serialu zamiast pełnometrażówki. Elektryzujący solarpunk nie zapełnia niedosytu powodowanego zbyt krótkimi rozmowami, zbyt pobieżnym ukazaniem przyszłości, w której żyją bohaterowie. Przez większość seansu Yang nastraja na mocne i pozostające na długo w głowie zakończenie. Finalnie jednak Kogonada – w ślad za swoimi ludzkimi postaciami – zapomniał zwrócić uwagę na tę jedną, idealną chwilę. Nie niweczy to natomiast całej magii filmu. Yang uwypukla tęsknoty, o których warto pamiętać, by zupełnie nie zboczyć z traktu.

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.