FilmyRecenzjeStreaming

“Cząstki kobiety” – pustka zapełniana metaforami [RECENZJA]

Anna Czerwińska
cząstki kobiety
fot. materiały prasowe/Netflix

Podczas gdy większość kin pozostaje zamknięta pod jarzmem koronawirusa, coraz więcej dużych produkcji przenosi się do sieci i tam świętuje swoje premiery. Jednocześnie da się zaobserwować, że streamingowe giganty podnoszą jakość wypuszczanych tytułów i raczą nas filmami, które można niekiedy określić „pozycją obowiązkową”. Zdecydowanie do tego grona należą Cząstki kobiety, dostępne na Netflixie od ponad miesiąca.

Cząstki kobiety to film będący dziełem duetu. Kornél Mundruczó (reżyseria) oraz Kata Wéber (scenariusz) reaktywowali historię, która wcześniej ukazała się na deskach TR Warszawa. Odsłona Netflixowa angażuje na pierwszym planie Vanessę Kirby (The Crown, Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw). Partnersko towarzyszy jej Shia LaBeouf (Sokół z masłem orzechowym, Słodziak). Obok nich wyróżnić należy role Ellen Burstyn (Requiem dla snu, Egzorcysta), Molly Parker (House of Cards, Zagubieni w kosmosie) oraz Sarah Snook (Sukcesja, Przeznaczenie).

scena porodu - cząstki kobiety
fot. materiały prasowe/Netflix

Film otwiera seria krótkich scen ukazujących typowe dla przyszłych rodziców sytuacje – kupno rodzinnego auta, biurowe baby shower. Na dobre rozpoczyna go natomiast mastershot porodu domowego Marthy (Vanessa Kirby). Nakręconej na jednym ujęciu scenie, w scenariuszu poświęcono aż 20 stron. Już te dwa aspekty robią wrażenie, ale to, co widzimy finalnie na ekranie, przewyższa oczekiwania. Przede wszystkim niezwykle dokładnie i prawdziwie ukazane są czynności położnej, która odbiera poród. Nie jest to jednak położna wybrana przez Marthę, ponieważ tej przedłużył się inny poród. Przysyła ona zatem swoją zaufaną koleżankę. Chociaż Martha tego nie kwestionuje i dzielnie z nią współpracuje, dla mnie był to moment zapalenia czerwonej lampki. Dlaczego? Wyjaśnię za kilkanaście linijek. Kiedy dziecko kilka minut po narodzinach umiera, a pędząca karetka nie dojeżdża na czas, widz staje się świadkiem tragedii. Tragedii, z którą bohaterowie będą próbowali poradzić sobie w swój własny, niedoskonały sposób.

W poszukiwaniu złotego środka

Cząstki kobiety są oszczędne w dialogach. Z drugiej strony padające słowa nie zawsze zdają się pasować do sytuacji – niekiedy zbyt zwyczajne, czasem zbyt wzniosłe. Nie ma jednocześnie złotego środka na to, jak “dobrze” mówić po utracie dziecka. Jakie frazy zadziałają kojąco? Dużo więcej treści znajduje się między wersami i w gestach bohaterów. Vanessa Kirby z chirurgiczną precyzją portretuje kobietę, która rozpaczliwie stara się żyć normalnie po stracie. Wmówić wszystkim wokół oraz sobie, że dzielnie znosi pustkę, jaka nagle w nią uderzyła.

Przeczytaj również:  "Kot rabina" - sierściuch z charakterem [RECENZJA]
vanessa kirby - cząstki kobiety
fot. materiały prasowe/Netflix

Mimowolnie jednak rozpada się relacja Marthy z Seanem (Shia LaBeouf). Jego postać niknie gdzieś w cieniu cierpiącej Kirby, by w końcu zniknąć całkowicie. Można mieć wątpliwości co do stanu jego moralności w czasie, gdy próbował poradzić sobie ze stratą nowonarodzonej córki oraz stopniowym oddalaniem się od partnerki. Nie jestem przy tym w stanie zaakceptować tego, jak potraktowano jego wątek. Rozwiązania fabularne uczyniły z niego finalnie osobę zupełnie nieporadną uczuciowo. Nie chodzi tutaj bynajmniej o fakt, że tak to właśnie miało wyglądać. LaBeouf nie sprawiał wrażenia na tyle pojednanego z rolą, aby w pełni w niego uwierzyć. Wiele aspektów Cząstek kobiety wyłożono zbyt łopatologicznie – gdyby je odciążyć i dodać nieco postaci Seana, być może sprawiałby on wrażenie człowieka z krwi i kości.

Kwestia sprawiedliwości

Obok Vanessy Kirby, wrażenie niewątpliwie robi występ Ellen Burstyn. Wcielająca się w matkę Marthy, stanowi wyraźny kontrast dla sposobu, w jaki Martha stara się przepracować stratę. Malująca się na twarzy Burstyn rozpacz, eksplodująca w końcu w przejmującym monologu, niewątpliwie osacza córkę. Podczas gdy Martha nie chce szukać winnych, jej matka niemalże ją do tego zmusza. Rodzicielsko jest przekonana, że wie lepiej, jak pomóc swojemu dziecku. Tymczasem ta relacja stanowi najbardziej jaskrawe przecięcie dróg, które obiera się po niewysłowionej tragedii. Zderza się bowiem proza codziennego życia z żądzą pociągnięcia do odpowiedzialności winnego. Zderzają się małe kroki ku odzyskaniu równowagi z wielkimi krokami, które mają za zadanie zamknąć dany etap.

Przeczytaj również:  "kRaj", czyli jeszcze jedna polska katastrofa
cząstki kobiety
fot. materiały prasowe/Netflix

W tym momencie wraca wyżej wspomniana przeze mnie czerwona lampka. Naturalną koleją wydarzeń jest proces sądowy położnej Evy – zmienniczki wybranej pierwotnie Barbary. Wieńczy on jednocześnie film i działania rodziny Marthy w osiągnięciu dla niej sprawiedliwości. Evy na miejscu dla oskarżonych można było spodziewać się z całkowitą pewnością, ale nie do końca do przewidzenia było to, co powie Martha, gdy stanie na środku sali sądowej.

Nierówny rozkład sił

Cząstkom kobiety nie można odmówić niezwykłej siły w ukazaniu jednej z największych strat, jakich może doświadczyć człowiek. Niemniej przemawiająca subtelnie cisza kłóci się z grubą warstwą metaforyczną, na jaką zdecydowali się twórcy. Domyślam się, że miała ona stanowić równowagę dla wydarzeń z początku filmu, ale dlaczego tak bezpośrednio? Poziom aktorstwa, które oglądamy w Cząstkach kobiety, pozwala na wyczytanie etapu, na jakim znajdują się bohaterowie. Cyklicznie pojawiające się pestki jabłek i most w ostatnim akcie wybrzmiewają już trochę niczym policzek dla widza. Jakkolwiek nie byłyby one pocieszające, zmiażdżyły gdzieś nieopatrznie tę unikatową więź między odbiorcą a twórcami i bohaterami.

proces evy - film Netflix
fot. materiały prasowe/Netflix

Warto na koniec wspomnieć, że Cząstki kobiety noszą w sobie element autobiograficzny. Wéber i Mundruczó doświadczyli bowiem tragedii, jaką przeżyła powołana przez nich do życia bohaterka. Twórcy, chcąc ponownie przed widzami dać wyraz swoim uczuciom, stworzyli film najgłośniej przemawiający w szczegółach. Spojrzenia Vanessy Kirby, rozpacz i bezsilność rodziny portretowanej przez nią Marthy, zimowe krajobrazy i podróże metrem. Niewątpliwie otworzyło się pole do ważnej dyskusji, która powinna zostać podjęta bez tabu już dawno temu – jak przeżywa się stratę po utracie dziecka i dlaczego tak różnorodnie? Jak pomóc osobom jej doświadczającej, by pozostać subtelnym? I czy da się w ogóle zrozumieć taką tragedię, jeżeli nie trzeba było stawić jej czoła wcześniej?

Ocena

7 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

A Ghost Story, Manchester by the Sea, Nostalgia anioła, Tully

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.