Advertisement
FestiwaleFilmyMillennium Docs Against Gravity 2024Recenzje

„Ostatnia wyprawa” – coraz większy cień | Recenzja | Millennium Docs Against Gravity 2024

Anna Czerwińska
kadr z filmu ostatnia wyprawa
fot. „Ostatnia wyprawa” / materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity

„W relacji ze światem” – tak brzmi motyw przewodni tegorocznej, 21. edycji MFF Millennium Docs Against Gravity. Wyjątkowo smakowicie w to hasło wpasowuje się dokument Elizy Kubarskiej Ostatnia wyprawa. Film przybliża życie polskiej alpinistki i himalaistki Wandy Rutkiewicz, skupiając się na relacji sportsmenki z górami. Chociaż pierwszą myślą jest przekonanie, że dla zaginionej w 1992 roku Rutkiewicz wędrówki wysokościowe oraz wspinaczka były źródłem szczęścia i bezgranicznej satysfakcji, rzeczywistość wyglądała inaczej.

Ostatnia wyprawa już w pierwszej scenie wprowadza chyba najciekawszy element całej historii. Okazuje się bowiem, że niektórzy wierzą, iż Wanda Rutkiewicz wciąż żyje. W końcu ciała himalaistki w rejonie Kanczendzongi nigdy nie odnaleziono. To prowokuje przemyślenia, czy Rutkiewicz nie skryła się intencjonalnie w jednej ze świątyń Nepalu. Końcowe wnioski są łatwe do przewidzenia, jednak sposób poprowadzenia narracji zasiewa ziarno niepewności.

notka prasowa o zaginięciu wandy rutkiewicz
fot. „Nowiny: gazeta codzienna” nr 102 (13216), wtorek – 26.05.1992 r.

Eliza Kubarska w Ostatniej wyprawie łączy rozmowy z mieszkańcami Himalajów z materiałami archiwalnymi dotyczącymi Wandy Rutkiewicz. Oprócz nagrań z wypraw, pojawiają się chociażby urywki programu „100 pytań do…” czy materiał audiowizualny z lotniska, który zarejestrowano tuż po powrocie Wandy Rutkiewicz po zdobyciu Mount Everestu. Ujęciom krajobrazów górskich towarzyszą również słowa podróżniczki, nagrywane dyktafonem podczas wypraw. Podczas seansu cudownie odkrywa się tę różnorodność środków; sprawia ona bowiem, że widz przyciągany jest do filmu niczym Rutkiewicz do gór.

Niewątpliwie jednymi z najbardziej zaskakujących elementów dokumentu są słowa Nepalczyków, którzy spotkali Wandę Rutkiewicz. Opowiadają oni o tym, jak wyglądała kobieta i jaki kawałek swojego charakteru im pokazała. Ten segment dodaje autentyczności dokumentowi oraz naprawdę poddaje w wątpliwości los podróżniczki. Nie trzeba czekać na rozmowy z mnichami, by usłyszeć teorię, zgodnie z którą polska himalaistka zaszyła się gdzieś wysoko i wciąż żyje. Wspomniani mnisi wierzą natomiast, że Rutkiewicz medytowała, dzięki czemu osiągnęła duchową doskonałość i dotarła do Królestwa Szambali.

wanda rutkiewicz
fot. „Ostatnia wyprawa” / materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity

W zebranym materiale wybija się melancholia, która zdawała się dręczyć Wandę. Sama o sobie mówiła, że „dla mnie już nie ma powrotu”. Wspinaczka weszła jej w krew i jak to określiła, „nie cieszyłaby się życiem w pachnącym mieszkaniu”. Góry oznaczały dla Rutkiewicz wolność oraz możliwość wyboru i samodecydowania. Intuicyjnie przyjmuje się tego typu wypowiedzi za oczywistość w przypadku alpinistów i himalaistów – ba, nawet taterników. Dla Wandy zdobywanie kolejnych szczytów było z czasem „coraz większą samotnością, coraz większym cieniem”. Nie da się bowiem opowiadać o wyprawach górskich bez wspomnienia o ludzkich życiach pochłoniętych przez śnieg i lód. Oniryczna melancholia przełamywana jest więc przez nieodłączny temat wspinaczkowych historii, jakim są tragiczne finały wypraw.

Kubarska eksponuje także szeroko wątek odbioru Rutkiewicz przez środowisko. Chociaż Aleksander Lwow i Krzysztof Wielicki zaprzeczają antypatii do alpinistki, niezaprzeczalnym jest fakt, że Rutkiewicz raczej nie była lubiana. Wielu wspinaczy miało odnosić wrażenie bycia w cieniu Wandy podczas wspólnych wypraw. Rutkiewicz była o to nawet dopytywana przez media. Wymijająco wówczas odpowiedziała, że nie przepada za wspinaniem się z osobami bezwzględnymi, pod warunkiem akceptowania przez nią ich decyzji. Stosunki Rutkiewicz ze środowiskiem zdawały się dodatkowo ochłodzić, gdy zakwestionowano jej atak szczytowy na Annapurnę. Wprowadzenie opisywanego wątku wprowadza drugi tor narracji w filmie – bardzo potrzebny w tego typu historiach.

Przeczytaj również:  „Strange Adventures” – Dwie strony medalu [RECENZJA]
kadr z filmu ostatnia wyprawa
fot. „Ostatnia wyprawa” / materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity

Kolejnym zaskoczeniem podczas seansu były dla mnie fragmenty, w których Wanda Rutkiewicz była pytana, czy czuje się lepsza od mężczyzn. Co oznacza bycie kobietą we wspinaczkowym świecie. W jaki sposób jej dokonania potwierdzają przydatność kobiet. Brzmi absurdalnie? Podróżniczka trzeźwo odpierała tego typu insynuacje, mówiąc na przykład, że wcale nie jest lepsza od mężczyzn, ponieważ jest to fizycznie niemożliwe. Wyniki sportowe kobiet winny być przecież porównywane tylko z osiągnięciami innych kobiet, jeśli w ogóle. Opanowanie Wandy widoczne i słyszalne było w każdej jej wypowiedzi. Bardzo rozsądnym posunięciem było wyeksponowanie przez Kubarską tej dyskusji – niejako oddemonizowało to Rutkiewicz, nad którą krążyły coraz gęstsze chmury.

Ostatnia wyprawa otulona jest idealnie dobraną muzyką. Podkreśla ona ryzyko podejmowane przez wspinaczy, jak również przypomina co chwilę o dzikości gór i bezwzględności, z jaką szczyty mrugają do śmiałków. Koniec końców to właśnie ujęcia ośmiotysięczników stają się bardziej poruszające niż historia Wandy Rutkiewicz. Eliza Kubarska zdobyty materiał zdaje się przedstawiać surowo; jego doświadczanie przypominać może oddychanie rozrzedzonym górskim powietrzem. Trudne więc momentami jest przywiązanie się do postaci Rutkiewicz. Chociaż może nie taki był cel? Pierwsza scena filmu zapowiada fokus na himalaistkę, a uwagę kradną strome i zdradliwe zbocza. W takim położeniu niemożliwe było dla mnie zebranie myśli po pierwszym seansie i Ostatnią wyprawę obejrzałam dwukrotnie zanim zdecydowałam się usiąść do pisania.

wanda rutkiewicz w ostatniej wyprawie
fot. „Ostatnia wyprawa” / materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity

Dokument Kubarskiej to świetna okazja do zweryfikowania swojego odbioru Wandy Rutkiewicz. Zawsze myślałam o niej jako o trochę mistycznej personie, bardzo zdeterminowanej i szczęśliwej. Choć nie można jej odmówić tej determinacji i logicznego myślenia, przekonanie się o melancholii i rozterkach Wandy zbiło mnie z tropu. Film stanowi trafne odzwierciedlenie słów Rutkiewicz – zgodnie z nimi żyła ona w przeszłości lub przyszłości. Nie znajdowała miejsca na teraźniejszość. Nie miała szczególnie do czego wracać na niziny. Wanda Rutkiewicz wbiła swój czekan w ścianę lodu nadzwyczaj pewnie i trudno uwierzyć, że go puściła.


korekta: Krzysztof Kurdziej

+ pozostałe teksty

Redaktor naczelna, prelegentka DKF Kamera w Kinie Muza w Poznaniu. Fanka Ellen Ripley oraz miłośniczka Formuły 1, dla której gala wręczenia Oscarów jest ważniejsza niż Gwiazdka. „Blade Runnera 2049” widziała w kinie sześć razy i wciąż wypatruje jego kolejnych seansów.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.