Advertisement
FestiwaleFilmyMillennium Docs Against Gravity 2024Recenzje

„Ja, Cyborg” – dokument na skraju teorii spiskowej? | Recenzja | Millennium Docs Against Gravity 2024

Anna Czerwińska
kadr z filmu ja cyborg
fot. „Ja, Cyborg” / materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity

Motyw przewodni tegorocznej edycji Millennium Docs Against Gravity („w relacji ze światem”) okazuje się być bardzo otrzeźwiający. Szczególnie podczas seansów dokumentów tak surrealistycznych, jak Ja, Cyborg.

Nie zrozumcie mnie źle, tytuł nie ma być prześmiewczy. Odzwierciedla on mój sceptycyzm; myśli, które szumiały mi w głowie podczas pobytu w kinie, nawet swego rodzaju oburzenie. Zderzyłam się z implementacją nowoczesnych technologii pod skórę, podczas gdy świat poznaję każdym opuszkiem palca. Ja, Cyborg (reż. Miguel Morilla Vega) przedstawia historię Kaia (w filmie bohater nosi imię Màrius, ale sygnalizuje imię Kai i takim się obecnie posługuje, więc będę go używała w tekście), 18-letniego muzyka, który decyduje się na implant sztucznego narządu, który pozwoli mu odbierać dźwięki przybywające na Ziemię z kosmosu i zostać cyborgiem. Brak uregulowań prawnych powoduje trudność w ustaleniu, jakie organy zmysłu uważa się za ludzkie, a jakie nie. W szarej strefie rodzi się sztuka cyborgów, zafascynowana możliwościami syntezowania nowej palety zmysłów po to, by móc połączyć się z naturą w sposób do tej pory niedostępny dla ludzi.

kadr z filmu ja cyborg
fot. „Ja, Cyborg” / materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity

Kai Landre podejmuje decyzję o wszczepieniu implantu ze względu na traumatyczne przeżycia jakich doświadczył, dorastając jako osoba queerowa w konserwatywnym środowisku. Dodatkowe zmysły to coś więcej niż tylko operacyjne modyfikacje, to sposób na redefinicję człowieczeństwa. Sposób, który fascynuje nie tylko Kaia. W filmie obserwujemy bowiem także między innymi implanty pozwalające na słyszeniu kolorów poprzez antenę zamocowaną na głowie czy możliwość odczuwania trzęsień ziemi poprzez sensory zamontowane w kostkach.

Bohater dokumentu od zawsze czuł się wyjątkowo połączony z kosmosem, stąd pojawia się pomysł na implant. Najbardziej problematyczne okazuje się oczywiście znalezienie osoby, która zechce podjąć się zabiegu przeszczepu. Lekarze boją się, że stracą licencje. Konieczne jest osiągnięcie niemalże sterylnych warunków rodem z sali operacyjnej, by nie stworzyć dodatkowego zagrożenia dla zdrowia i życia. Projektowaniem części zajmuje się sam Kai z pomocą biohakera. Brzmi jak obłęd?

Przed seansem Ja, Cyborga nie spotkałam się nigdy z generacją cyborgów. Stąd wzięły się właśnie moje wątpliwości i oburzenie w sercu. Biegłam natomiast na ten film do kina na złamanie karku, ponieważ w pokaz Kinie Muza był jedynym w Poznaniu. Po powrocie do domu szukałam informacji na temat cyborgów i nie znalazłam ich wiele. Najstarszy artykuł po polsku, do którego dotarłam, datowany jest na 2013 rok. W wywiadzie prof. Kevin Warwick mówi, że cyborgiem już co prawda nie jest, ale był taki moment, gdy nim był, kiedy połączył swój układ nerwowy z układem żony. Warwick deklaruje, że odczuwał, jak jego małżonka ruszała ręką. Powtarzam pytanie – brzmi jak obłęd?

Jest mi zwyczajnie bardzo trudno wierzyć w słowa, które piszę. Mam wrażenie, że opisuję na jakimś undergroundowym forum pomysł, który podsunął mi ktoś pod wpływem niezidentyfikowanych substancji psychoaktywnych. Mimo wspomnianego już oburzenia nie odejmuje to samej koncepcji, a ja od czasu seansu nie mogę myśleć o niczym innym.

kadr z filmu ja cyborg
fot. „Ja, Cyborg” / materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity

Ja, Cyborg jest filmem bardzo zrównoważonym. Nie snuje historii w sposób radykalny czy fanatyczny. Chociaż Kai od praktycznie samego początku jest zdecydowany na operację, da się odczuć, że nie jest to łatwy proces. Od rozeznania, poprzez poszukiwania odpowiedniego chirurga, aż po reakcje rodziny, każdy element wyznacza ważny etap w tranzycji z człowieka w cyborga. Najbardziej odczuwalne jest to podczas rozmowy Kaia z rodzicami, która przypomina mikroeksperyment społeczny, w którym bohater udowadnia swoją tezę.

Przeczytaj również:  Najlepsze filmy 2025 roku | Ranking TOP 20 redakcji Filmawki

Niezwykle wzruszająca jest także relacja Kaia z siostrą. Wiadomości głosowe to preludium do intymnego spotkania, skupionego na oglądaniu wideo z lat dziecięcych. Osobiście najbardziej zapadła mi w pamięć scena, gdy młody Kai trzyma kwiaty i chce je zatrzymać dla siebie, ale słyszy, że powinien obdarować nimi dziewczynkę, ponieważ to dla nich są przygotowane bukiety. Jest to jedynie subtelna kropla w morzu trudności, z jakimi spotykał się w dzieciństwie.

Dokument wyprowadza widzów – śmiem twierdzić, że ich większość – ze strefy komfortu. Kusiło mnie, by po seansie zadać głośno pytanie, czy ktokolwiek wcześniej spotkał się z tematem cyborgów. Gdy opisywałam swoje wrażenia na gorąco, określiłam Ja, Cyborg jako najdziwniejszy film dokumentalny, z jakim miałam w życiu do czynienia. Nie sądzę, bym prędko natrafiła na coś bardziej lub nawet równie osobliwego.

kadr z filmu ja cyborg
fot. „Ja, Cyborg” / materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity

Nie da się przy tym nie zwrócić uwagi na przepiękne zdjęcia i swoisty klimat produkcji. Trudno mi opisać jakimi środkami osiągnięto taki wydźwięk, ale Ja, Cyborg pachnie latem i nagrzanym asfaltem. Wysuszonymi źdźbłami trawy, poruszanymi przez bryzę. Pod tą maską beztroski i kroniką młodzieńczych lat Kaia, kryje się jednak temat zdecydowanie głębszy. W moim odczuciu chłopak mierzy się z decyzją kalibru, jakiego mało kto na tym świecie doświadcza. Czy tak ogromna ingerencja technologii w ludzkie ciało nie jawi się ostatecznie jako zwyczajnie przytłaczająca?

Cały materiał jest króciutki, bo trwa zaledwie 63 minuty. Pozostawia więc niedosyt, ale i pole do interpretacji. Ostatnia scena zdaje się znamienna w odpowiedzi na pytanie, czy uzyskanie nowego zmysłu pomaga Kaiowi w przetworzeniu doświadczonej traumy. Nie sądzę, by absolutnie unikatowe połączenie z kosmosem było lekarstwem na codzienne bolączki. Cały czas tłucze mi się w głowie pytanie, co bym zrobiła na miejscu Kaia. Czy chciałabym słyszeć kosmos? A może wolałabym wyczuwać w kostkach trzęsienia ziemi i w ten sposób naprawdę twardo po niej stąpać? Mam nadzieję, że dostępny w social mediach Kai stanie się nieco bardziej wylewny i zechce opowiedzieć więcej o swoim życiu jako cyborg. Możliwe, że do tej pory żyłam pod kamieniem, ale temat poruszony w dokumencie jest dla mnie fenomenem na skalę światową.


korekta: Łukasz Al-Darawsheh

+ pozostałe teksty

Redaktor naczelna, prelegentka DKF Kamera w Kinie Muza w Poznaniu. Fanka Ellen Ripley oraz miłośniczka Formuły 1, dla której gala wręczenia Oscarów jest ważniejsza niż Gwiazdka. „Blade Runnera 2049” widziała w kinie sześć razy i wciąż wypatruje jego kolejnych seansów.

Ocena

9 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.