Advertisement
FestiwaleFilmyNowe Horyzonty 2024Recenzje

„Mowa wspólna” – o zacieraniu granic absurdem | Recenzja | Nowe Horyzonty 2024

Anna Czerwińska
kadr z filmu mowa wspólna
fot. „Mowa wspólna” / materiały prasowe Nowe Horyzonty

Dlaczego zaczynać recenzje niepozornie, wręcz enigmatycznie, kiedy można od razu postawić śmiałą tezę? Nie ma sensu budować napięcia, gdy na salony wjeżdża Matthew Rankin – kanadyjski reżyser i scenarzysta. Mowa wspólna to odważna zabawa konwencją, która płata figle nawet najbardziej uważnym widzom.

Drugi pełnometrażowy obraz Rankina rozgościł się w Międzynarodowym Konkursie 24. MFF Nowe Horyzonty. Po bardzo dobrze przyjętym Dwudziestym stuleciu, twórca pozostaje jedną nogą w Kanadzie, eksplorując pokrętnie swoje rodzime podwórko. Dlaczego nie piszę, że Mowa wspólna to skoncentrowany portret ułamka Kanady, skoro akcja dzieje się w Winnipeg? Matthew Rankin daje w niej bowiem wyraz swojej sympatii do irańskiego kina i w ten sposób zaciera granice między wielonarodowościową rzeczywistością. Winnipeg jest ku temu idealne – na skutek rewolucji z 1979 r. miasto zamieszkuje wielu Irańczyków.

Film zamyka się w onirycznej bańce, której historia zdaje się nie mieć określonego początku ani końca. Gdyby dodać trochę rozlewu krwi oraz nafaszerować sceny niecenzuralnym językiem, ktoś mógłby parsknąć, że pomysł na chronologię skopiowano od Tarantino. Rankinowi udało się jednak wpleść między danymi ujęciami rozbrajający urok, podbijający coraz to nowe zwroty akcji. Jakkolwiek absurdalnie to nie zabrzmi – dzieci, próbujące wydobyć z pokrywy lodowej banknot, lokalny przewodnik po beznadziejnych atrakcjach, człowiek-choinka oraz fanatyk indyków mają ze sobą ze sceny na scenę więcej i więcej wspólnego. Paradoksalnie nie chodzi o język perski, którym się posługują.

kadr z filmu mowa wspólna
fot. kadr z filmu „Mowa wspólna”

Obserwowanie początkujących twórców filmowych lub tych, którzy próbują swoich sił w zupełnie nowych formach, jest dla mnie jednym z ciekawszych doświadczeń kinowych. W tak wyeksploatowanym przemyśle niełatwo zaskoczyć odbiorców, domagających się przekraczania kolejnych granic i kreowania niespotykanych rozwiązań. Zamiast porywać się z motyką na słońce, Rankin obrał najbezpieczniejszą drogę. Nie stanowi ona jednak synonimu zwyczajowego „pójścia na łatwiznę”. Reżyser postanowił wykorzystać kawałeczek miasta, rozpracować go dokładnie, napisać wspak. Dzięki autorskiej finezji Mowa wspólna osiada na widzu niczym alternatywna rzeczywistość zamknięta w pętli czasowej.

Nie jest żadną tajemnicą, że na ekranie oglądać można samego Rankina. Kreuje on najbardziej nostalgiczną postać – nie tylko poprzez grę aktorską, ale też decyzje podejmowane przez swojego bohatera. Kiedy inni mieszkańcy Winnipeg starają się wycisnąć jak najwięcej z zastanego świata, nie brakuje im humoru oraz napędu do działania, Rankin wypada nadzwyczaj statycznie. Jego mimika oraz stosunek do kolejnych wydarzeń korespondują ze zdjęciami, które w swym zasięgu oraz pojemności zamrażają raz po raz fabułę. Takie poprowadzenie akcji wprowadza do filmu grę kontrastów. Dodatkowo uwydatnia ją zamiana ról między dorosłymi a dziećmi – tych pierwszych często cechuje infantylność, podczas gdy młodziki wykazują się trzeźwym racjonalizmem.

Przeczytaj również:  Najlepsze filmy 2025 roku | Ranking TOP 20 redakcji Filmawki

Mowa wspólna to dzieło, które urasta w widzu. Właśnie poprzez połączenie różnych konwencji, puszczanie oka do odbiorców. Matthew Rankin, Ila Firouzabadi i Pirouz Nemati bardzo świadomie napisali historię, czerpiącą z reinterpretowanego uniwersalizmu, która wpisze się w przechodzony akurat przez nas wycinek życia. Dla kogoś film okaże się nowoczesną humoreską, ktoś inny potraktuje Mowę wspólną jako kino drogi, a jeszcze kolejna osoba skupi się na maddinowskiej estetyce. Niezależnie od wyboru, który – gwarantuję – dokona się mimowolnie, Matthew Rankin zasługuje na uwagę.


korekta: Daniel Łojko

+ pozostałe teksty

Redaktor naczelna, prelegentka DKF Kamera w Kinie Muza w Poznaniu. Fanka Ellen Ripley oraz miłośniczka Formuły 1, dla której gala wręczenia Oscarów jest ważniejsza niż Gwiazdka. „Blade Runnera 2049” widziała w kinie sześć razy i wciąż wypatruje jego kolejnych seansów.

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.