„Klangor: sezon 2” – na jednej ze świnoujskich plaż [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]
Polski srebrny ekran można podzielić na trzy kategorie: kryminały, obyczaje, inne. Seriali kryminalnych mamy na pęczki, bo mamy ku temu świetne warunki – przygnębiające regiony kraju, mrożące krew w żyłach komisariaty, nawarstwiające się problemy systemowe czy wreszcie soczyste wulgaryzmy, które dopełniają obrazu zepsucia. Jedną z najciekawszych pozycji w naszym rodzimym katalogu jest Klangor. Choć dzisiaj premierę ma dopiero drugi sezon, przedstawiony w produkcji świat jest tak gęsty, że rozrósł się już do miana pełnoprawnego uniwersum.
Pierwsza odsłona Klangoru pojawiła się na CANAL+ w 2021 roku, przynosząc powiew świeżości w polskiej bibliotece serialowej. Na niemałe uznanie zasługuje scenariusz, w którym Kacper Wysocki postawił na nowatorskie techniki budowania napięcia. Widza ani przez moment nie traktuje się protekcjonalnie. Sceny urywają się dokładnie tam, gdzie powinny, by naturalnie pozostawić oglądających na skraju siedzenia. Narracja jest deficytowa, a napięcie buduje się erozyjnie. Paradoksalnie, kluczem do emocjonalnego przywiązania staje się powolne, przemyślane z chirurgiczną precyzją burzenie poczucia bezpieczeństwa u widza; nie chodzi o samą akcję czy grę aktorską.

O postaciach nie można jednak nie wspomnieć. Historię pierwszego sezonu tworzą Arkadiusz Jakubik w naprawdę fenomenalnej roli, a partnerują mu równie świetni Maja Ostaszewska, Wojciech Mecwaldowski, Aleksandra Popławska, Konrad Eleryk, Magdalena Czerwińska, Piotr Witkowski, Katarzyna Gałązka, Matylda Giegżno i Maciej Musiał. Lista wypada obszernie, ale każda z tych postaci – z rodziną Wejmanów na czele – została napisana wiarygodnie, przemyślanie i z zachowaniem cech indywidualnych. Dzięki temu emocjonalny rozpad bohaterów przypomina logiczną reakcję łańcuchową. Dopełnia jej precyzyjny montaż: cięcia nie są rozmieszczone przypadkowo, liczy się każda sekunda, a tych z odcinka na odcinek dostajemy coraz więcej. Twórcy ganiają się z widzem, ale w sposób zupełnie nieprzewidywalny, nie zostawiając żadnych wskazówek.
Takie nagromadzenie pomysłów może być hipnotyzujące – i dla mnie było w stopniu znacznym. W 2022 roku wybrałam się bowiem zimą do Świnoujścia, by zwiedzić miasto śladami lokacji serialowych. Dotarłam do Basenu Bosmańskiego, serialowego aresztu, Lubina, Stawy Młyny, na plażę. Pierwszy sezon realizowany był również w okolicach Łodzi oraz w Zabrzu.

Pomostem między pierwszym a drugim sezonem serialu Klangor jest ponad trzygodzinne słuchowisko dostępne na platformie Storytel. Poziom realizacji audio odpowiada wyznaczonemu przez pierwszy sezon serialu, więc – jak nietrudno się domyślić po powyższym wspomnieniu wycieczki – wysłuchałam całości na jednym posiedzeniu. Słuchowisko to nie stanowi jednak pozycji obowiązkowej. Nie opowiada o wydarzeniach tak istotnych, że bez ich znajomości nie da się zrozumieć drugiej odsłony serialu. Jest natomiast ciekawym pomostem między sezonami, rozwinięciem historii Wejmanów. Idealna gratka dla widzów, którzy po zakończeniu z 2021 roku czuli niedosyt.
Premierujący właśnie drugi sezon Klangoru wyreżyserował ponownie Łukasz Kośmicki, a do Kacpra Wysockiego przy tworzeniu scenariusza dołączył Kirk Kjeldsen, odpowiedzialny także za wspomniane słuchowisko. Można tutaj mówić o pełnoprawnej kontynuacji. Nie dość, że akcja znów dzieje się w Świnoujściu, pojawiają się znani już bohaterowie, powtarza się motyw muzyczny. Historia dotyczy co prawda innej rodziny, ale – co jest naprawdę znakomitym szczegółem – ponownie główny bohater nosi wybitnie kolorową kurtkę, a jej barwa akcentuje intro serialu. Takie niuanse nabierają szczególnego znaczenia w produkcjach, w których wyjątkowo ważna jest precyzja.

Wydarzenia drugiego sezonu napędzają przede wszystkim Małgorzata Gorol, Magdalena Czerwińska, Piotr Trojan, Mary Pawłowska i Michał Filipiak. Ponownie sprawa zaginięcia przecina się z handlem dopalaczami w zakładzie karnym. Nie jest to jednak kontynuacja dziejów rodziny Rafała Wejmana – prędzej kontynuacja ponurej historii kryminalnej Świnoujścia. W pierwszym sezonie surowe, zimowe krajobrazy miasta sprawdzały się idealnie; kolejny więc raz postawiono na tę porę roku. Czy kolejna wyprawa do Świnoujścia robi się coraz bardziej kusząca? Pytanie z kategorii tych retorycznych.
Choć sieć zagadek w drugim sezonie utkano prawie tak zawile, jak w pierwszym, historia nie jest już tak angażująca. W dalszym ciągu kontynuacja Klangoru to kawał dobrego serialu, ale nowo wprowadzonych postaci nie napisano na tyle dokładnie, by się do nich mocniej przywiązać. Aktorzy odtwarzają swoje role konsekwentnie i bez chwili zawahania, jednak można odnieść wrażenie, że bohaterów zrobiło się zwyczajnie za dużo. Każda kolejna charakterystyka ujmuje innej, co zaburza wspomniany ciąg przyczynowo-skutkowy. Tym razem nie działa on tak dobrze, fabuła nie płynie tak zręcznie.

Szczęśliwie, ostała się nielinearna chronologia wydarzeń i stopniowe zbliżanie do siebie osi czasu, co buduje napięcie w wyjątkowo wysmakowany sposób. To rozwiązanie było nowością w 2021 roku, gdy Klangor pojawił się na ekranach po raz pierwszy i wówczas dodawało produkcji elementem zaskoczenia. Być może dlatego wokół drugiego sezonu wybucha mniej fajerwerków – schemat kolejnych odcinków jest identyczny. Wciąż doskonale współgra to ze strukturą thrillera, ale już tak nie zaskakuje.
Niemniej, Klangor to jeden z najciekawszych polskich seriali kryminalnych XXI wieku. Diagnozujący problemy rodzinne, systemowe, prawne, relacyjne. Grający na odcieniach szarości, kąpiący wszystko w nadmorskim szronie, bez obiektywnie dobrych wyborów. Można wymieniać serialowych bohaterów, ale na próżno szukać w Klangorze stereotypowego heroizmu. Nie bez przyczyny te trzy historie – dwie serialowe i uzupełniającą w słuchowisku – ujęto w taki tytuł. Krzyk żurawi to sygnał zagrożenia, niosące się daleko wołanie i dźwięk niemożliwy wręcz do zignorowania. Nie omijajcie tej pozycji, szczególnie, jeśli jesteście na bakier z polskim srebrnym ekranem albo wymagacie od kryminałów wyżyn zagadkowości. Klangor trzyma poziom europejski i oby powrócił z kolejnym kolorem.
korekta: Michalina Nowak
Redaktor naczelna, prelegentka DKF Kamera w Kinie Muza w Poznaniu. Fanka Ellen Ripley oraz miłośniczka Formuły 1, dla której gala wręczenia Oscarów jest ważniejsza niż Gwiazdka. „Blade Runnera 2049” widziała w kinie sześć razy i wciąż wypatruje jego kolejnych seansów.
