Advertisement
PublicystykaSeriale

6 seriali Marvela, które trzeba zobaczyć!

Maja Rybak

Premiera Avengers: Wojny bez Granic już na dniach. Oczekiwanie i ekscytacja fanów Marvela na całym świecie sięga zenitu (przynajmniej ja siedzę niemal jak na szpilkach). Nie samymi filmami jednak człowiek żyje. Marvel ma również całkiem ciekawe seriale, które pomimo braku wplecenia ich w filmowy timeline, warte są obejrzenia. Poniżej moja pierwsza topka. Kiedyś musiało do tego dojść. Top 6 seriali Marvela, które naprawdę trzeba zobaczyć.

  1. Agenci T.A.R.C.Z.Y

Pozycja obowiązkowa dla tych, którzy uważają, że filmy i seriale powinny tworzyć spójną całość. Do momentu, w którym skończyłam oglądać (ostatni odcinek trzeciego sezonu) Agenci T.A.R.C.Z.Y bardzo ciekawie splatali odpowiednie epizody z wydarzeniami z filmów kinowych. Do dziś pamiętam rozwinięcie wątku Hydry w podwojach T.A.R.C.Z.Y, które w serialu robiło niemal tak samo dobre wrażenie, co w Zimowym Żołnierzu. To gdzie organizacja z Furym i Coulsonem na czele została potem poprowadzona również nie zawodzi oglądającego.

Agenci Tarczy
Agenci Tarczy
  1. Daredevil

Pierwszy z Netlfixowych seriali od Marvela powalił niemal wszystkich na kolana. W tym również i mnie. Samozwańczy uliczny superbohater w nocy, a za dnia niewidomy prawnik. Świetna choreografia scen walki, porządny, momentami naprawdę przerażający złoczyńca i przyjaciel herosa, który niekoniecznie kończy jako jego pomocnik. Najważniejsze jednak są wewnętrzne konflikty Murdocka w obu sezonach: czym dla niego jest sprawiedliwość i czy naprawdę warto poświęcać życie dla jednego miasta? Daredevil utorował również drogę takim serialom jak Jessica Jones, Luke Cage czy znakomity The Punisher, przez co staje się pozycją obowiązkową dla fanów dopiero wkraczających do świata filmowo-serialowych adaptacji Marvela.

Daredevil
Daredevil
  1. Runaways

Jeden z najnowszych seriali, skierowany głównie do nastoletniej widowni. Do nastolatków już nie należę od dobrych kilku lat, ale na każdy nowy odcinek czekałam z niecierpliwością; Runaways to serial wyjątkowo wierny komiksowemu pierwowzorowi pomimo wielu wprowadzonych zmian. Twórca tej grupy to Brain K. Vaughan, który przy serialu pełni funkcję konsultanta. Serial zachował ducha i atmosferę pierwszej komiksowej odsłony Uciekinierów, a cały sezon usiany jest easter eggami, przez które moje serce topiło się z radości.

Przeczytaj również:  "Ratched", czyli niepotrzebne żerowanie na klasyku [RECENZJA]
Runaways
Runaways
  1. Jessica Jones

Wielu osobom ostatni sezon Jessici Jones podobał się mniej niż pierwszy. Ja wręcz przeciwnie – uważam, że udało się utrzymać poziom pierwszego sezonu. Postać Jessici jest pełna wyrzutów sumienia, alkoholu i samo-destruktywnych skłonności, co wyróżnia ją z tłumu innych ekranowych superherosów. Jessica Jones pokazuje również, że bycie super nie jest rozwiązaniem na wszystkie problemy, a wręcz dostarcza ich jeszcze więcej; daje to trochę do myślenia tym, którzy marzą o super zdolnościach.

Jessica Jones
Jessica Jones
  1. Legion

Pierwszy serial z uniwersum Marvelowych mutantów doprowadził do niezłego zawirowania nie tylko na rynku telewizyjnym, ale również w głowach swoich widzów. Tak psychodelicznej serii telewizyjnej nie widziałam wcześniej i pewnie długo nie zobaczę. Legion zakręci Tobą w ciągu kilku sekund tak, że nie będziesz wiedział, czy to wciąż rzeczywistość, czy już nie. Dan Stevens jest przegenialny w głównej roli, a drugi sezon, który obecnie jest emitowany na kanale Fox, jest jeszcze bardziej zakręconą podróżą przez zakątki umysłu głównego bohatera – Davida Hallera.

Legion
Legion
  1. The Punisher

Większość z Was pewnie uzna, że jest to dosyć kontrowersyjna decyzja umieścić Punishera na pierwszym miejscu. Dla mnie jednak jest to coś oczywistego. Historia Franka Castle’a jest tragiczna, wyciskająca łzy i jednocześnie wciągająca nas po uszy. Obsadzenie Jona Bernthala w roli tytułowej to jedna z tych decyzji, których nikt już teraz nie podważy – genialny ruch. Wprowadzenie go w drugim sezonie Daredevila zapewniło nam również coś innego niż proste origin story – dostaliśmy opowieść o weteranie, który wrócił z wojny tylko po to, żeby wkroczyć w następną. Bo wojna w jego głowie nigdy się nie kończy.

Przeczytaj również:  "Formuła 1: Jazda o życie", czyli jak nadążyć za bolidami F1 [RECENZJA]
The Punisher
The Punisher

 


Honorowe wspominki i jedna nie-tak-honorowa:

  • Pisząc o serialach Marvelowych trzeba wspomnieć o Agentce Carter i drugim serialu z uniwersum X-Men – The Gifted. Naznaczeni. Pierwszy tytuł to nic innego jak spin-off o kobiecie, która wyprzedzała swoje czasy i była niedoceniana oraz ignorowana przez swoje środowisko pomimo swoich zasług. Peggy Carter potrafi skopać tyłek, co udowadnia w każdym odcinku. Szkoda, że były tylko dwa sezony, bo z chęcią oglądałabym przygody założycielki T.A.R.C.Z.Y po dziś dzień.
Agent Carter
Agent Carter
  • The Gifted z kolei to serial, który pokazuje dobrze nam znaną z filmów segregację mutantów. Historia rodziny, której ojciec zajmuje się wyłapywaniem i odsyłaniem ludzi ze zdolnościami do zamkniętych placówek przybiera niespodziewany obrót, kiedy dzieci okazują się tymi, których izolują. W serialu pokazany jest ruch oporu, nie pod przywodnictwem Xaviera czy Magneto, a tych, którzy wiedzą, że mogą polegać tylko na sobie i innych mutantach.
The Gifted
The Gifted
  • Niehonorowa wspominka należy do serialu, którego wybór chyba nikogo nie zadziwi. Inhumans to produkcja bardzo zła, która spędzała co wierniejszym fanom sen z powiek. Pierwszy odcinek nie zapowiadał nic ciekawego, a dalsze epizody pogarszały tylko sytuację tej produkcji. Okropny, nieprzemyślany scenariusz z dziurami i aktorstwo na dosyć niskim poziomie (nie licząc Iwana Rheona). Inhumans zasłużyło sobie na łatkę najgorszego serialu Marvela każdą sekundą każdego odcinka.
Inhumans
Inhumans

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.